WHAT #10, 3 WRZEŚNIA 2004
Legendy, gwiazdy, wzory...


W dzisiejszy numerze "What?!" chciałem poruszyć trzy tematy. Będzie to coś na kształt niedługich felietonów poświęconych ważnym osobom i wydarzeniom ze świata wrestlingu. Zaczynamy od legendy i ikony czyli Stu Hart'a - przedstawię jego krótką biografię, ponieważ to aż wstyd że jest tak mało informacji o tak wielkim człowieku na polskich stronach o wrestlingu. Drugi temat to małe podsumowaniem dotychczasowgo medialnego konfliktu pomiędzy Ric'iem Flairem, a Bretem Hartem który pomimo tego, że nawet nie doszło do bezpośredniej konfrontacji obu legend, wygląda bardzo interesująco. What?! #10 zakończy się kilkoma zdaniami na temat Diamonda Dallasa Page'a - świetnego wrestlera, pracownika i człowieka o którym niewiele się pisze, niewiele się mówi, a powinno byc zupełnie odwrotnie. Ewentualne uwagi lub opinie na temat tego wydania What?! kierujcie do hydeparku lub na mojego maila.


>> STU HART (1915-2003): KRÓTKA HISTORIA WIELKIEGO CZŁOWIEKA
Pochodzący z Calgary Stu Hart był jedną z najbardziej wpływowych i istotnych osób w biznesie wrestlingowym w drugiej połowie XX wieku. Jego wkład w wrestling jako promotor, zapaśnik oraz trener jest bardzo widoczny. Pomimo tego, że Stu podczas swojej kariery zapaśniczej zdobywał wiele tytułów to jego osoba stała się bardzo ważna i szczególna dla wrestlingu dopiero kiedy przeszedł na zawodową emeryturę i został promotorem oraz trenerem. Stu to patriarcha jednej z najwspanialszych rodzin w historii wrestlingu, jego wpływ i styl odczuwa się w pojedynkach zapaśniczych do dnia dzisiejszego i zapewne świat wrestlingu dzięki niemu stał się lepszy.

Stu rozpoczął karierę wrestlera we wczesnych latach 40-stych pod okiem niejakiego Toots'a Mondt'a i walczył w niezależnych organizacjach kanadyjskich. Po niedługim czasie młody Hart spostrzegł że aby zarobić naprawdę duże pieniądze na wrestlingu należy zostać promotorem. W 1948 roku Stu założył federację Big Time Wrestling, która potem zmieniła się w Wildcat Wrestling, a następnie Stampede Wrestling. Stu zastosował taką samą etykę pracy w byciu promotorem jak w byciu czynnym wrestlerem. NWA Stampede opanowało surowy do tej pory teren pod względem wrestlingu i szybko zyskało reputację organizacji w której ciężko się pracuje oraz robi walki na wysokim poziomie dla wymagającej widowni. Wśród wrestlerów Stampede było uznawane za miejsce w którym można nieźle podszkolić swoje umiejętności oraz wyrobić sobie markę załapując się do głównych feudów (szczególnie dotyczyło to junior heavyweightów). Widownia może nie była w Stapmede Wrestling tak duża jak w innych regionalnych organizacjach w USA, zarobki wrestlerów także nie były wygórowane, ale jeżeli jakiś młody wrestler szukał miejsca w którym mógłby zaistnieć lub jeżeli jakiś weteran chciał rozwinąc swoją karierę w klasycznym, old school'owym stylu, Stempede było jednym z najlepszych miejsc by to uczynić.

Lista wrestlerów których Stu Hart osobiście trenował to jakby wyznacznik "kto jest kim" w świecie wrestlingu. Oczywiście zaliczają się do tych osób bracia Hart - Bret, Owen, Bruce, Wayne, Keith, Ross i Smith. Kariery Bruce'a, Smith'a i Keith'a nie trwały tak długo jak wiele osób tego oczekiwało, ale tak czy inaczej byli oni jednymi z najlepszych zapasników. Ross i Wayne pracowali za kulisami w Stampede Wrestling i fakty są takie, że jeżeli nawet któryś z Hartów zakończył karierę to nigdy nie porzucił wrestlingu. 

Nie trzeba chyba wiele pisać o Brecie Harcie. Hitman wiele razy sięgał po tytuły w WWF/E (5 x WWF Champion, 2 x Intercontinental i Tag Team Champion, King of the Ring 1993) oraz w WCW (1 x World Champion i 4 x United States Champion) i bez cienia wątpliwości jest to żywa legenda profesjonalnego wrestlingu i jedna z największych gwiazd wszechczasów. Bret jednak zawsze przyznawał, że jego przydomek "The Excellence of Execution" (chodzi tutaj o świetny styl walki Bret'a dzięki któremu nigdy nie zrobił krzywdy swojemu rywalowi) zawdzięcza treningom swojego ojca bez którego wpływu i lekcji Bret nigdy nie mógłby stać się "the best there is, the best there was, and the best there ever will be."

Najmłodszy z Hartów, Owen był prawdopodobnie jeszcze bardziej utalentowany niż Bret i pomimo tego, że nie uzyskał nigdy statusu main eventera (gdyby nie tragednia podczas Over the Edge 1999 w Kemper Arena w Kansas City zapewne Owen byłby obecnie posiadaczem World Title'a) to liczne tytuły jakie zdobywał w WWF/E potwierdzają, że to jeden z czołówki zapaśników świata (2 x Intercontinental Champion, 3 x Tag Team Champion, 1 x European Champion, King of the Ring 1994). Wstrząśnięty lecz silny Stu Hart po śmierci syna wraz z Bretem wygłosił mowę pochwalną na cześć Owen'a.

Poza swoimi synami Stu zapoczątkował kariery i rozwinął umiejętności dziesiątek wrestlerów. Treningi odbywały się w legendarnym domu Hartów w tzw. lochu (The Dungeon) o którym może kiedyś napiszę oddzielny felieton. Do największych gwiazd szkolonych przez Stu zaliczają się: Gene Kiniski, Andre the Giant, Rick Martel, The British Bulldogs (Dynamite Kid i Davey Boy Smith), The Junkyard Dog, Jim Neidhart, Dick "The Bulldog" Brower, The Wild Samoans, Bad News Brown, "Lethal" Larry Cameron, Brian Pillman, Chris Benoit, Chris Jericho i wielu, wielu innych. 

Wieloletni wrestler i promotor NWA Stu Hart po przekazaniu organizacji swojemu synowu Bruce'owi ostatecznie sprzedal Stampede Wrestling w roku 1984 World Wrestling Federation po pięcioletniej współpracy obu organizacji. Stampede w roku 1989 zostało na dobre zamknięte co zakończyło działalnośc legendarnego kanadyjskiego fedu ktory został przejęty przez WWF.

Swoimi niestrudzonymi wysiłkami w ringu, przykładową etyką pracy, dużym talentem promotorskim i bezcennym wpływem na kształt wrestlignu Stu Hart znalazł się na wyżynach na które mało kto może się wspiąć. Jako prawdziwi fani wrestlingu powinniśmy być dumni, wdzięczni i zaszczyceni, że możemy wciąż oglądać gwiazdy szkolone przez geniusza jakim bez wątpienia był, jest i zawsze będzie w naszej pamięci Stu Hart. R.I.P.

 

>> RIC FLAIR VS. BRET HART - KONFLIKT DWÓCH LEGEND
Wiem, że Deliquent ma w planach napisanie felietonu na ten sam temat, ale chyba nic złego się nie stanie jesli ja także przedstawię kilka faktów wspomagając się różnego rodzaju artami i felietonami z zachodnich stron, bo temat jest bardzo interesujący :)

Oczywiście nie czytałem ksiązki Flair'a, chociaż chętnie bym ją przeczytał podobnie jak kilka innych książek wrestlerów, ale małe problemy natury finansowej plus odlegołość sprawiają, że szybko sobie ich raczej nie sprawię. Jak wiemy Flair zarzucił Hitmanowi, że nigdy nie zarobił on dużych pieniędzy w WWF i WCW, że po prostu nie był materiałem na którym możnaby zarabiać kasę sprzedając gale PPV czy merchandise oraz że z Bret'a jest żadna legenda. Jasna sprawa, że Flair jest z innej generacji i normalne jest że walczył z wieloma wielkimi wrestlerami w latach powiedzmy 70-tych, ale wypominanie Hitmanowi, że nie walczył z takimi indywidualnościami jak Nature Boy jest trochę dziwne. To tak jakby np. Undertaker wypomniał za kilka lat Randy'emu Orton'owi, że nigdy nie walczył z Hartem, Robertsem, Snuką czy Yokozuną i z tego powodu nie może się z nim równać... Hmm, dla mnie to przecietny argument. W programie "Off the Record" Ric przyjął właśnie taką strategię - walczyłem z wielkimi, zarobiłem więcej kasy więc Bret Hart nie może się ze mną równać. Ok, każdy ma prawo do włąsnego zdania, ale powiedzmy sobie szczerze - Flair także nigdy nie był maszyną do zarabiania kasy. Więc na tym etapie "rozgrywki" dałbym remis 1:1, ponieważ bardziej przekonują mnie argumenty napisane przez Hart'a niż Flair'a, ale za Flairem przemawia kilka innych oczywistych rzeczy związanych z bardzo dobrymi walkami jakie robił na początku swojej kariery oraz fakt, że stracił on szacunek do Hart'a kiedy ten przez kilka lat płakał i narzekał jak to go WWF wyrolowało oraz że nie umiał nawet po śmierci Owen'a przestać drążyć tego tematu i w wywiadzie w kilka dni po tragedii w Kemper Arena Bret szybko zboczył z tematu Owena na temat screw jobu z Survivor Series... Najlepiej będzie to wszystko jednak przejrzeć kolejno i odpowiedzieć na zarzuty Flair'a przed którymi Bret się broni i ma całkowita rację.

>> Kiedy Bret przegrał niesławną walkę z HBK na Survivor Series 97 przez screw job nie podpisał jeszcze oficjalnie kontraktu z WCW, a jego umowa z WWF jeszcze nie wygasła. Hart jedynie powiedział McMahon'owi, że bierze pod uwagę ofertę WCW z powodów finansowych. Vince chciał by Bret stracił pas i odszedł do WCW. Bret chciał utrzymać pas na PPV, a nastepnie oddać go w TV, pas zostałby wtedy zawieszny (mielibyśmy pewnie turniej na nowego championa), a Hart spokojnie odszedłby do WCW. Oczywiście jednym z głównych powodów jest Kanada w której odbywało się Survivor Series i Bret nie chciał utracić pasa przed własną publicznością co może już oznaczać, że Hitman posiadał coś na kształt ego, gdyż w pewnych momentach nalezy pominąć gimmick, zapomnieć o własnej dumie i zrobić to co powie szef... Michaels'owi i Vince'owi nie spodobał się ten pomysł i doszło do screw jobu o którym Bret nic nie wiedział. Kwestia prawdziwej niechęci do siebie Michaels'a i Bret'a to już inna sprawa i najlepiej jest przeczytać dokładny opis całej tej sytuacji, który możecie znaleźc na stronie internetowej Bret'a, a także w jednym z archiwalnych numerów S-W-N Stingera. 

>> Ric Flair powinien wiedziec, że Hitman stał się over jako babyface głownie dzięki serii chwytów przed swoim rutynowym Sharpshooterem oraz dzięki elementom chain wrestlingu w swoich walkach. Lepiej jest przeciez wykonać znane ciosy przed finisherem (zmieniając je od czasu do czasu), na które czekają i które rozumieją fani niż eksperymentować z niwymi chwytami, które mogą sprwić krzywdę rywalowi. Bret wychodzi własnie z takiego założenia. Flair zarzuca Bret'owi, że po powrocie wciąz wyknywał te same akcje, ale Hitman argumentuje to tak jak napisałem wyżej co jest jak najbardziej ok. Jest to łatwa ringowa psychologia która pozwala na wykonanie kolejnego ciosu bez komunikowania się z rywalem w zwiazku z czym nie będzie złego sprzedania akcji lub całkowitego jej zepsucia. Jak pisze Bret: "The fact that Ric took exception to this is a simple example of his inability to fully understand ring psychology."

>> Nieprawdą jest także stwierdzenie Ric'a "the company went to hell" kiedy Bret pokonał Flair'a i zdobył WWF Title w 1992 roku. Dlaczego? Dlatego że to nie z powodu Bret'a biznes był w latach 93-96 w dołku. WWF rozpoczęło wtedy serię wielkich przemian które ostatecznie doprowadziły do ery "Attitude". Faktem jest także to, iż title reign Flair'a był jednym z najkrótszych na przestrzeni minionych i kolejnych pięciu lat. Więc jak już się czepiać to można stwierdzić, że Ric nie był odpowiednią postacią by reprezentowac federację jako jej mistrz... To wszystko jest trochę dziwne. Przecież wiadome jest że Ric wyrobił sobie markę przez pierwsze kilka lat uprawiania wrestlingu, a później jechał na utartych schematach. Więc Ric'a należałoby bardziej oceniać po jego dokonaniach z NWA i jeszcze wczesniejszych, niż występów z WCW czy obecnego WWE. Ric'owi także można zarzucić powtarzanie akcji aż do znudzenia...

>> Można również wytłumaczyć w miarę logicznie niechęć przegrania walki w Montrealu w 1997 roku przez Bret'a, ale nie każdy kupi takie wytłumaczenie :) Otóż Bret miał wtedy gimmick "Canadian hero" i nie chciał przegrywać w Kanadzie z powodu swojego heel'owego nastawienia anty USA. Przed jednym ze swoich pojedynków w USA Bret stwierdził, że jeżeli przegra to nie będzie już walczył poza granicami Kanady. Bret przegrał i ten angle został pociągnięty przez jakiś czas. Jeżeli chodzi o coś na kształt pobudek patriotyczno/domowych to z Flair'em było podobnie i kiedy za czasów NWA powracal do rodzinnego miasta robiono z tego wydarzenie, Ric zawsze był w main eventach i przegrana byłaby klęską. Oczywiście było to dobre kilkanaście lat temu, ale było. Z drugiej strony - gimmick gimmickiem, a życie życiem...

>> Jak pisze Bret: "Kiedy Flair był głównym bookerem w WCW zaoferował mi pracę za dobre pieniądze i poważnie się nad tym zastanawiałem. Kiedy jednak odrzuciłem tą ofertę, Flair nie mógł nic zrobić by ją poprawić i nerwowo od niej odstąpił. Wtedy straciłem szacunek dla tego człowieka i jego słów i postanowiłem zostać w WWF." Więc Ric'owi można również zarzucić że nie sprawdził się w zarządzie co także spowodowało konflikty z Foley'em o czym pisał on w swojej książce "Have a Nice Day!".

>> No i ostatnia sprawa. Bret i jego rodzina nie pozwali Vince'a za screw job w Montrealu, ale za wypadek Owen'a który zdarzył się podczas pracy. Sugestie Flaira że doszło do pozwu gdyż Bret był wciąz rozwścieczony zajściem z Survivor Series są trochę nieuzasadnione i niaciągane. Tak, można zarzucić Hitmanowi, że zbyt długo ciągnął temat screw jobu i stawiał się w pozycji poszkodowanego, ale to już kwestia charakteru danej osoby i skoro Hitmana to aż tak zabolało więc niech wylewa swój ból i do dnia dzisiejszego. Tak nie jest, ale jakas tam uraza do McMahonów zawsze juz będzie w Brecie. Może to będzie głupi przykład, ale ciekawe jak Ric Flair zachowałby się gdyby stracił kogoś bliskiego ze swojej rodziny w wypadku podczas gali wrestlingowej...

To wszystko co mam do powiedzenia. Stawiam na remis 1:1, ale chyba ten felieton nieco przybliża Wam moją oceną sytuacji i to kogo stronę nieoficjalnie trzymam :)

 

>> DIAMOND DALLAS PAGE: WRESTLER JAKICH MAŁO
Czy można DDP nazwać niedocenianym wrestlerem? Znajdą się pewnie tacy którzy właśnie tak uważają, ale wrestling nie zawsze posiada mistrzów, którzy muszą koniecznie być zdolni i utalentowani. Page został po wielu latach męczenia się w mid cardzie zauważony w WCW i otrzymał World Title co było jednym z niewielu dobrych posunięc tej organizacji pod koniec jej istnienia, może trochę za późno ale ważne że został dostrzeżony. Przygoda DDP z WWE to już inna bajka, ale już chyba utarł się schemat, że byłe gwiazdy WCW i ECW nie mają lekko w McMahonlandzie.

Page to rzadki przypadek szczerego wrestlera, który posiada prawdziwy talent i po prostu robi to co ma do wykonania. DDP to nie techniczny zapaśnik w stylu Chris'a Benoit, ani nie sportowiec na miarę Rob'a Van Dam'a, nie ma takiej charyzmy jak The Rock oraz nie ma politycznego instynktu którego nie brakuje Hulk'owi Hogan'owi czy Triple H'owi... Jednak Page był wrestlerem, można nawet powiedzieć towarem, bardzo cennym dla bookerów gdyż oddawał organizacji w której pracował oraz fanom swoją duszę. To rzadko spotykana cecha u tych "wielkich polityków" jakich wymieniłem wcześniej. Fani reagowali na Page'a. Nie z powodu gimmicku, czy pushu, po prostu reagowali bo miał to "coś" i ciężko pracował.

Każdy kto choć trochę orientuje się w wrestlingu nie może ominąć Page'a bez słowa. Jego walki zawsze prezentowały się solidnie i chyba nie przesadzę jeżeli powiem, że miał bardzo mało złych meczy, a jeżeli juz to z winy przeciwnika, nie z własnej, ponieważ w przypadku takiego osobnika jak DDP pojęcie "zła walka" lub "brak formy" nie wchodzi w grę. Page nie pękał po nieudanym feudzie, tylko szedł dalej, wciąż próbował. Nie łamał go fakt, że późno zaczął karierę zapaśnika tylko parł twardo do przodu by osiągnąć swój cel. A czy jest coś lepszego dla fana wrestlingu niż oglądanie wrestlera który wkłada w swoje walki z szacunkiem i godnością całą siłę i serce by zrobić dobry pojedynek? Chyba nie. Dla mnie właśnie to się liczyło i liczy. Gimmicki i storyline'y to nieodzowna część wrestlingowego przedstawienia, ale dopóki będzie można zobaczyć w TV i na PPV dobre walki ja będę to przedstawienie oglądał, bo pomimo wielu zakulisowych gier i zdarzających się cienkich meczy zawsze w rosterze znajdzie się kilku wrestlerów dla których warto regularnie oglądać wrestling, są nimi obecnie według mojego wyznacznika: Benoit, Guerrero, Regal, Jericho, Christian, Angle, Styles, Daniels, American Dragon itd. oraz masa niezaleznych wrestlerów i takim wrestlerem był też Diamond Dallas Page.

DDP po, hmm, chyba legendarnym już feudzie z Undertakerem w WWF gdzie to z mian eventera w WCW stał się popychadłem w WWF, chociaż w WCW też nie był rewelacyjnie traktowany już po zdobyciu World Title'a ponieważ jakiś czas póżniej znów został wepchnięty do mid cardu... Jednak DDP potrafił podziękowac Undertakerowi za możliwośc pracy z nim, to własnie jest profesjonalizm.

Page nigdy nie ukrywał że jest wielkim fanem tego biznesu, a co za tym idzie nie był on zbyt często krytykowany przez fanow wrestlingu, ale często odgrywał ważną rolę w różnych felietonach itp. ponieważ fani wiedzieli, że DDP docenia to co myslą, szanuje ich i potrafi ich wysłuchać. Czesto zdarza się, że walki czy storyline'y są zmieniane i nie wychodzą tak jak powinny ze względu na ego wrestlerów i politykę. Niektórzy nie chcą rozwijac się jedynie w celu wielkiej sławy i chwały, ale stawiają na pierwszym miejscu sam biznes, a dopiero potem swoje sukcesy. Tak właśnie robił DDP - nie narzekał, nie kombinował, nie próbował zmienić tego co być moze mu nie odpowiadało tylko to wykonywał z myślą, że tak trzeba zrobić gdyż może to pomóc samemu biznesowi. Podobne podejście wydaje się mieć Chris Benoit, który nie zdobył pasa mistrzowskiego na WM XX przez polityczne gierki ale przez pracę, wysiłek i miłość do biznesu, która została nareszcie zauważona i doceniona.

Na zakończenie napiszę, że wszystko zależy od tego jakim się jest człowiekiem. Obecnie można odnieśc wrażenie, że nowe gwiazdy promowane przez WWE są bliżej wzorców takich jak Benoit, Hart, Guerrero czy DDP niż Hogan, Triple H, Nash czy Goldberg. I to dobrze, bo własnie dzięki takim wrestlerom ten "sport" jeszcze coś znaczy i nie jest w 100% maszynką do zbijania kasy i zdobywania medialnej sławy.

THE END