Logowanie | Rejestracja


Zaloguj się

Nazwa użytkownika:   Hasło:   Loguj mnie automatycznie  
Dzisiaj jest śr wrz 18, 2019 9:58 pm

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]





Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 111 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następna
Autor Wiadomość

Offline
Post: pn cze 24, 2013 2:59 pm 
Rozwojówka
Awatar użytkownika

Rejestracja: pt kwie 13, 2012 2:56 pm
Posty: 139
Wyniki półfinałów:
Robert Milkins 2 v 6 Neil Robertson
John Higgins 6 v 2 Matthew Stevens

Wynik finału:
Neil Robertson 10 v 7 John Higgins

Finał turnieju Wuxi Classic zapowiadał się ciekawie. Pierwsze kilka partii zapowiadały zacięty bój o trofeum. Początkową partie wygrał Robertson, ale Higgins szybko odrobił tą stratę i potem wygrał następnego frame'a, przez co objął prowadzenie. Australijczyk jednak nie pozwolił na większą przewagę i wyrównał na remis 2-2. John przejął inicjatywę, zaczął grać skuteczniej i wykorzystywał okazje, które dostawał od swego przeciwnika. Te czynniki zadecydowały o tym, że Higgins się oddalił i wypracował trzyframeową przewagę. Wygrywał 5-2 i wydawało się, że będzie to punkt kulminacyjny tego meczu. Neil jednak powrócił do swojej początkowej gry i wtedy działo się coś nie tak ze Szkotem. Przez trzy przegrane partie zdobył tylko 6 punktów, to nie była dobra wiadomość dla Higginsa. Australijczyk zredukował straty i zmienił wynik na 5-5. Mimo to dalej był w "transie" i następne partie zdobywał na swoje konto, nie były wcale dla niego ciężkim wyczynem. To on zaczął dyktować warunki w meczu i przejął prowadzenie, a potem wyrobił sobie spore zaplecze punktów, przez co rezultat na tamtą chwilę wynosił 8-5. Higgins dopiero się przełamał w 14 partii meczu, gdzie został na dłużej na stole i skomponował break wynoszący 66 punktów. Mimo to jednak, Robertson był w o wiele lepszej sytuacji i wygrał następną partię. Szkot starał się ratować sytuację, ale nic z tego nie wyszło i ostatecznie to Robbo wygrał mecz i od razu też cały turniej - 10-7.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 

Offline
Post: wt mar 04, 2014 6:27 pm 
Star
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn mar 28, 2011 2:04 pm
Posty: 1118
Lokalizacja: Wielkopolska
Mam pytanko dotyczące Snookera. :D

Jakiś czas temu słyszałem, że Ronnie O'Sullivan złamał swój kij podczas gry. Zna ktoś może dokładną datę tego zdarzenia i czy istnieje jakieś video pokazujące ten moment? ;)

_________________
Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 

Offline
Post: pn kwie 07, 2014 1:43 pm 
Superstar
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn lip 18, 2011 4:02 pm
Posty: 3773
Driver pisze:
Mam pytanko dotyczące Snookera. :D

Jakiś czas temu słyszałem, że Ronnie O'Sullivan złamał swój kij podczas gry. Zna ktoś może dokładną datę tego zdarzenia i czy istnieje jakieś video pokazujące ten moment? ;)


Szukałem o tym wydarzeniu jakichś informacji, ale nic nie znalazłem, także myślę, że nie było takowego zdarzenia, no chyba, że ktoś go po prostu nie uchwycił lub nie upamiętnił w postaci jakiegoś filmiku ;)

Mistrzostwa Świata w Snookerze za pasem, więc postanowiłem nieco odświeżyć ten temat :)

Jesteśmy można rzecz na ostatniej prostej do MŚ w Snookerze, które rozpoczynają się 19 kwietnia i potrwają do 5 mają. Najważniejszy turniej sezonu tradycyjnie już odbędzie się w Sheffield w Crucible Theathre. Obrońcą tytułu jest Ronny O'Sullivan, który przed rokiem w finale pokonał rewelacyjnego Barry'ego Hawkinsa.

W ubiegłym tygodniu mieliśmy przedsmak tego co czeka nas za nieco ponad tydzień. Mianowicie mowa tu o ostatnim dużym turnieju przed Mistrzostwami Świata, China Open. Najlepszy w nim okazał się Ding Junhui. Reprezentant gospodarzy w finale pokonał 10:5 Neila Robertsona.

Obrazek

Dla Dinga ten sezon jest wręcz rewelacyjny. 27-letni Chińczyk wygrał w tym sezonie już 5 turniejów czym wyrównał rekord Stephena Hendry’ego, który jako pierwszy i jak do tej pory ostatni okazał się najlepszy w pięciu rankingowym turniejach w jednym sezonie. To wielki wyczyn Ding Junhui'a, który pozwala go stawiać w pierwszym rzędzie faworytów w tegorocznych Mistrzostwach Świata. Już w zeszłym sezonie Ding był stawiany w roli faworyta, ale rozczarował, ponieważ zakończył swoje zmagania już na ćwierćfinale po porażce z późniejszym finalistą - Barrym Hawkinsem.

Poza Azjatą dobre lub bardzo dobre sezony rozgrywają także Mark Selby, Shaun Murphy, Judd Trump, Barry Hawkins, Ronnie O'Sullivan i wspomniany chwilę wcześniej Neil Robertson. To właśnie Ci zawodnicy powinni odgrywać pierwszorzędne role podczas tegorocznych Mistrzostw Świata, ale jak wiadomo MŚ rządzą się swoimi prawami, także niespodzianek na pewno nie zabraknie.

Ja jak zwykle liczę na dobry występ Allistera Cartera. Ali nie rozgrywa jakiegoś wybitnego sezonu w swoim wykonaniu, ale w China Open doszedł do półfinału pokonując po drodze takich zawodników jak Ricky Walden, Matthew Selt czy swojego mentora Petera Ebdona co pozwala sądzić, że forma przed najważniejszym turniejem sezonu jest dobra. "Kapitan" po kłopotach zdrowotnych(zdiagnozowanie raka jąder w lipcu 2013 roku) wydaje się, że dochodzi powoli do siebie i mam nadzieję, że zaskoczy tak jak w 2012 roku. Tak w ogóle to jest wiele podobieństw między sezonem 2012, a 2014 w wykonaniu Cartera. Wtedy też Anglik jakoś specjalnie nie oszałamiał swoją grą, ale czym bliżej było Mistrzostw tym lepiej się prezentował, a na samych MŚ zbudował świetną formę zostając drugi raz w karierze wicemistrzem świata. Może tym razem wreszcie uda się zostać Mistrzem Świata?! Wiem, rozmarzyłem się, ale na pewno Cartera nie można skreślać i jeżeli nie trafi w pierwszych rundach na swojego starszego rodaka O'Sullivana, z którym wybitnie źle mu się gra to może w tegorocznych zmaganiach sporo namieszać.

Przypomnę, że miejsca z urzędu w turnieju głównym Mistrzostw Świata ma najlepsza 16 rankingu prowizorycznego, a więc:
1. Ronnie O' Sullivan
2. Neil Robertson
3. Mark Selby
4. Ding Junhui
5. Barry Hawkins
6. Stuart Bingham
7. Judd Trump
8. Marco Fu
9. Shaun Murphy
10. Stephen Maguire
11. John Higgins
12. Ricky Walden
13. Mark Davis
14. Allister Carter
15. Mark Allen
16. Joe Perry

Do tej 16 zostaną dolosowani zawodnicy, którzy przejdą przez kwalifikacje, które rozpoczynają się 8 kwietnia, czyli już jutro. Owe kwalifikacje potrwają aż 9 dni, a wyniki można śledzić za pomocą tego live score'a:
http://livescores.worldsnookerdata.com/

A Wy w kim upatrujecie zwycięzce tegorocznego czempionatu lub chcielibyście, aby wygrał... :?: :!:
Zapraszam do dyskusji :)

_________________
Moderator forum WrestleFans: 11.06.2015 - 25.04.2017
2x Moderator roku: 2015, 2016
8x User Miesiąca: Grudzień 2011, Czerwiec 2015, Listopad 2016, Sierpień: 2014, 2015, 2016, 2017, 2018

Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 

Offline
Post: pt kwie 18, 2014 12:30 am 
Superstar
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn lip 18, 2011 4:02 pm
Posty: 3773
Znamy pary pierwszej rundy tegorocznych Mistrzostw Świata!

Dzisiaj o godzinie 13:00 odbyła się ceremonia losowania 77 MŚ w Snookerze. Każdą z 16 par postaram się pokrótce opisać i wskazać faworyta w danym pojedynku. Do najlepszej 16, która występ w turnieju głównym miała zapewniony z urzędu dzięki wysokiemu miejscu w rankingu prowizorycznym dolosowanych zostało kolejnych 16 zawodników, którzy z powodzeniem przeszli przez kwalifikacje, które odbyły się w dniach 8-16 kwiecień.

Oto te pary:

Ronnie O'Sullivan - Robin Hull

Nie muszę chyba pisać kto jest faworytem w tym pojedynku. A gdyby jednak ktoś nie wiedział to jest nim oczywiście Ronnie "The Rocket" O'Sullivan, który postara się po raz trzeci z rzędu, a szósty w ogóle zwyciężyć w Mistrzostwach Świata. Wydaje się, że start w turnieju nie będzie miał specjalnie trudny, gdyż nazwisko Hull nie powala nikogo na kolana. Robin jest Finem i po raz drugi w karierze udało mu się wejść do turnieju głównego lub jak kto woli fazy telewizyjnej Mistrzostw Świata. Stawiam na gładkie 10:2 czy coś w ten deseń, choć wiadomo, że O'sa w fazach początkowych turniejów nie ma zbyt ustabilizowanej dyspozycji to jednak w tym spotkaniu żadnej krzywdy mu nie wróżę.

Joe Perry - Jamie Burnett

Tu może być różnie choć oczywiście faworytem jest Joe Perry. Starszy z Anglików nie rozgrywa wybitnego sezonu, ale jednak na te większe turnieje jak już udowodnił w przeszłości potrafi się należycie przygotować dlatego też myślę, że przy lekkich problemach, ale wygra to spotkanie. Dla Burnetta, który jest znacznie mniej znanym zawodnikiem od swojego rodaka, a jest tylko rok młodszy od swojego przeciwnika, czyli ma już 38 lat sam awans do najlepszej 32 Mistrzostw Świata to już sukces.

Shaun Murphy - Jamie Cope

Jedna z najbardziej wyrównanych par pierwszej rundy, na którą powiem szczerze ostrzę sobie zęby. Mam zamiar obejrzeć w całości ten pojedynek i będę trzymał kciuki za Jamiego Cope'a. Od dawna darzę sympatią tego nieobliczalnego Anglika, który jednak ostatnie sezony miał fatalne w swoim wykonaniu. Teraz jednak chyba wszystko powoli wraca do normy skoro Cope potrafił przebić się przez kwalifikacje. Murphy to natomiast wiadomo - solidność. Mistrz Świata z 2005 roku na pewno jest faworytem tego pojedynku i łatwo skóry nie odda, choć mi nie wiem czemu wydaje się, że w tym pojedynku naprawdę może się dziać tyle, że o końcowym zwycięstwie może zadecydować 19 partia. Oby tak też było, bo Murphy mimo, że rozgrywa całkiem dobry sezon to na pewno jest do pokonania.

Marco Fu - Martin Gould

Ta para wydaje się być jeszcze bardziej wyrównana niż poprzednia. Lubię oglądać pojedynki Goulda, ponieważ Brytyjczyk zawsze coś ciekawego wykombinuje. 32-latek jest znany z tego, że potrafi przegrać wygrany pojedynek, ale teże wygrać mecz, którego wydawało się, że nie ma prawa wygrać, czyli odwrócić losy meczu. Fu jest również dość ciekawym zawodnikiem, gdyż jeżeli jest w swojej najwyższej dyspozycji to potrafi zagrozić praktycznie każdemu snookerzyście w tourze. Na MŚ jak dotychczas wiodło mu się jednak nie najlepiej dlatego też większe szanse w tym pojedynku daje Gouldowi.

Barry Hawkins - David Gilbert

W tym pojedynku nie mam wątpliwości, że zwycięzcą będzie Hawkins. Wicemistrz świata z ubiegłego roku wciąż znajduje się w dobrej formie i na pewno przy dobrych wiatrach i w tym czempionacie jest w stanie zajść daleko. Gilbert co prawda potrafi sprawić niespodziankę, ale z równo grającym Hawkinsem będzie mu o nią niezwykle ciężko...

Ricky Walden - Kyren Wilson

Większe szanse na zwycięstwo i awans do najlepszej "16" ma oczywiście Walden, ale ja będę trzymał kciuki za 22-letniego Anglika. Śledziłem losy Wilsona w kwalifikacjach i jego postawa w niektórych spotkaniach mi zaimponowała. Może być on odkryciem tegorocznego snookerowego mundialu jak Luca Brecel dwa lata temu czy Dechawat Poomjaeng przed rokiem. Radziłbym przyjrzeć się temu zawodnikowi, bo może być z niego w przyszłości naprawdę dużego formatu gracz.

Mark Davis - Dominic Dale

No i nastał czas na parę, która kompletnie mnie nie interesuje. Nie lubię oglądać snookera zarówno Davisa jak i Dale'a, także zwycięzca tego pojedynku jest mi zupełnie obojętny. Na papierze większe szanse na awans ma Davis i pewnie tak będzie.

Ding Junhui - Michael Wasley

Powiem krótko - jeżeli Ding Junhui nie wygra tego spotkania to będzie to sensacja. Chińczyk jak już pisałem w poprzednim poście rozgrywa kapitalny sezon i powinien w tym roku dużo zawojować na MŚ. Jak będzie czas pokaże. Wasley to natomiast kolejny po Wilsonie z grupy tych młodych wilczków, którzy szturmem przebijają się do światowej czołówki. 24-latek furorę zrobił już w kwalifikacjach w meczu IV rundy z Robertem Milkinsen, którego to pokonał 10:9 i jakby tego jeszcze było mało to uczynił to w dogrywce na czarnej. Tak więc Wasley swoje już zrobił i godnie pożegna się z turniejem po ewentualnej porażce, która pewnie nastąpi ;)

Mark Selby - Michael White

Para, która mnie niezwykle interesuje z dwóch względów. Raz, że zwycięzca tego meczu będzie ewentualnym przeciwnikiem mojego ulubionego zawodnika, Allistera Cartera w II rundzie, a dwa, że jest to po prostu fajnie zapowiadający się pojedynek. Trzymam kciuki za White'a, którego doskonale pamiętam z ubiegłorocznych Mistrzostw Świata, w których to doszedł aż do ćwierćfinału. Niemniej z Selbym na pewno nie będzie mu łatwo i to pochodzący z Leicester zawodnik będzie faworytem tego spotkania.

Allister Carter - Xiao Guodong

Ali trafił chyba dosyć dobrze. Chyba, bo szczerze mówiąc ten Chińczyk jest dla mnie anonimowy. Oczywiście pewnie go gdzieś widziałem, ale nazwisko mi nic nie mówi. Tak naprawdę to nie wiem czego się po nim spodziewać. Mam nadzieję, że skończy się jakimś 10:4 dla Kapitana i będzie można koncentrować się na Selbym bądź Whicie :P

John Higgins - Alan McManus

Kolejna para z serii tych, które mnie zbytnio nie interesują. Niemniej spojrzę jeżeli będzie takowa okazja na ten mecz, żeby sprawdzić w jakiej dyspozycji znajduje się John Higgins, bo jak wiadomo Higgins w formie jest w stanie pokonać każdego. W tym meczu oczywiście będzie faworytem.

Stuart Bingham - Ken Doherty

Bingham od kilku sezonów nie schodzi poniżej pewnego poziomu i w tym roku jest podobnie, dlatego też będzie trzeba na 37-letniego Anglika uważać. Doherty natomiast choć już trochę zapomniany to jednak także nie jest to byle kto, ponieważ przypomnijmy, że jest to Mistrz Świata z 1997 roku. Irlandczyk jednak swoje najlepsze lata ma już dawno za sobą i nic wielkiego mu w tym turnieju nie wróżę.

Judd Trump - Tom Ford

Dosyć ciekawe zestawienie zawodników powoduje, że to może być jeden z ciekawszych meczów na tym etapie turnieju. Wygrać powinien oczywiście Trump, ale z nim różnie to bywa, a Ford znajduje się w naprawdę dobrej formie co pokazał pokonując w kwalifikacjach choćby Matthew Stevensa. Niemniej stawiam na "Trampka".

Stephen Maguire - Ryan Day

Ta para również jest bardzo interesująca, a to dlatego, że spotkają się w niej zawodnicy znajdujący się w podobnej dyspozycji. Minimalnie większe szanse na zwycięstwo daje Szkotowi, ale będę kibicował Walijczykowi, gdyż lubię Day'a.

Mark Allen - Michael Holt

Jeżeliby pochodzący z Irlandii Płn. zawodnik był w swojej normalnej dyspozycji to wskazanie faworyta w tym spotkaniu nie stanowiłoby problemu, ale że Allen w tym sezonie gra co tu dużo mówić - katastrofalnie to może być naprawdę różnie. Holt jest doświadczonym zawodnikiem i jeśli Allen będzie mu dawał dużo szans to pewnie większość skrupulatnie wykorzysta i zwycięży w tym pojedynku. Oby tak jednak nie było, bo Allen to ciekawa postać i lepsze dla tego biznesu byłoby to, aby to on wygrał ten mecz.

Neil Robertson - Robbie Williams

No i na koniec pojedynek, w którym faworyt jest oczywisty. Australijczyk powinien się z łatwością rozprawić z debiutującym na Mistrzostwach Świata Robbiem Williamsem.

Mistrzostwa Świata ruszają już w sobotę i potrwają do 5 maja. Czekają nas wielkie emocje, a ja jeszcze raz zapraszam do dyskusji, bo jest o czym pisać :!: :wink:

_________________
Moderator forum WrestleFans: 11.06.2015 - 25.04.2017
2x Moderator roku: 2015, 2016
8x User Miesiąca: Grudzień 2011, Czerwiec 2015, Listopad 2016, Sierpień: 2014, 2015, 2016, 2017, 2018

Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 

Offline
Post: pt kwie 18, 2014 10:55 am 
Superstar
Awatar użytkownika

Rejestracja: sob gru 25, 2010 3:13 pm
Posty: 2257
Lokalizacja: Nowy Dwór Mazowiecki
Krótko napiszę.

Mistrzostwa Świata to coś co trzeba obejrzeć obowiązkowo. Mimo iż się tutaj nie udzielam to snooker ogladam regularnie. Ale, że są MŚ, to i ja coś napiszę. Oczywiście po krótce, bo każdego spotkania nie chcę mi się opisywać. Patrząc na pary pierwszej rundy mam wrażenie, że niespodzianek być nie powinno. Przynajmniej tak mi się wydaję, ale jak wiemy różnie to bywa. Kilka par wygląda bardzo ciekawie i jestem ciekaw jak sprawią wsię faworyci. To co bardzo lubie w jakichkolwiek MŚ to to, czy będzie jakiś wyraźny czarny koń zawodów. Czy ktoś na kogo byśmy nie stawiali przejdzie do na przykład ćwierćfinałów, a i tam zagra bardzo dobrze. Oprócz tego czy wszyscy faworyci będą w takiej formie jaką by chcieli mieć. Sullivan dorobił się nawet własnego programu, ale co by nie powiedzieć, zasłużył raczej na niego. A kogo bym chciał na zwycięscę? Albo O'Sullivana, albo kogoś kto pod uwagę brany nie był. Nie mówię tutaj o jakimś zawodniku, który nigdy tego nie wygrał, ale o kimś, kto nie gra ostatnio najlepiej, a tu nagle bam i wygrywa. Zawsze lubiłem niespodzianki, a snooker jest sportem gdzie może się to udać, bo jak wszyscy wiemy nawet przerwa pomiędzy kolejnymi partiami może obrócić spotkanie o 180 stopni.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 

Offline
Post: ndz kwie 20, 2014 12:00 am 
Superstar
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn lip 18, 2011 4:02 pm
Posty: 3773
Mistrzostwa Świata rozpoczęte!

Ronnie O'Sullivan vs Robin Hull 10:4

Tak jak się spodziewałem - Ronnie O'Sullivan bez większych kłopotów pokonał Robina Hulla do 4. Oglądałem prawie całą pierwszą sesję tego pojedynku i fragmentami gra O'sy mogła naprawdę zaimponować. Aktualny Mistrz Świata rozpoczął mecz z Finem od wysokiego C szybko wychodząc na prowadzenie 3:0 i zdobywając przy tym w drugim frejmie 124 punktowy brejk. Co ciekawe zarówno w pierwszym jak i trzecim frejmie swoje szanse miał Hull, ale Fin, dla którego jest to drugi występ w "Teatrze marzeń" nie wykorzystał ich. 40-latek wyraźnie nie mógł sobie poradzić z szybkością toczenia pojedynku na tym stole, ale po tych trzech feralnych potyczkach doszedł do siebie, gdyż czwarty frejm należał już do niego. Ba, osiągnął w nim break stu punktowy i na przerwę mógł się udać w bardzo dobrym humorze. Kolejny frejm także mógł, a nawet powinien wygrać Fin, gdyż wbił już bilę "robiącą" frejma, i O'Sullivan potrzebował snookera, aby jeszcze coś uszczknąć w tej partii dla siebie. Ta sztuka mu się udała, gdyż szybko udało się s przygotować pułapkę, z której nie był w stanie wyjść Hull. Potem O'sa wyczyścił stół do końca i w ten sposób wykradł frejma, którego wydawało się, że nie ma prawa wygrać. To wydarzenie wyraźnie załamało Hulla, gdyż przegrał kolejne trzy partie bez większej walki.
Tak więc pierwsza sesja zakończyła się wynikiem 7:2 i praktycznie losy pojedynku były już przesądzone. Druga sesja tego meczu rozpoczęła się punktualnie o godzinie 20:00 i jak można było się spodziewać długo nie potrwała. Wprawdzie Fin jeszcze się porwał i wygrał dwa frejmy co pozwoliło mu nie przegrać przed regulaminową przerwą, która następuje po rozegraniu 4 frejmów w danej sesji, ale to było wszystko na co go dzisiaj było stać. Mimo to Hull nie ma czego się wstydzić, bo spisał się całkiem przyzwoicie zważywszy na to z kim przyszło mu grać. O'Sullivan natomiast udowodnił tylko tezę i notowania bukmacherów, że jest głównym faworytem do tego, aby wygrać po raz trzeci z rzędu snookerowy czempionat. Jedyne co może nieco niepokoić fanów O'sy to fakt ilości szans jaką w tym meczu otrzymywał od Ronniego jego przeciwnik. To musi ulec zmianie, bo jakiś lepszy i wytrawniejszy zawodnik może O'Sullivanovi wyrwać nie jeden i nie dwie partie w ten sposób ;)


Stuart Bingham vs Ken Doherty 5:4

Tego meczu praktycznie nie oglądałem z prostego względu - w tym samym czasie było toczone spotkanie, o którym napisałem wyżej. Mimo to coś napiszę, gdyż wynik jest dość interesujący. Spodziewałem się, że jednak Doherty nie będzie w stanie dotrzymać kroku Binghamowi, który rozgrywa bardzo dobrym sezon, a tu proszę.
Dziwi mnie ten wynik tym bardziej, że już w pewnym momencie było chyba 3:1 dla Anglika, no ale to w sumie dobrze, że wynik jest na styku, bo jutro kiedy to będzie kończony ten pojedynek będzie ciekawiej.


Shaun Murphy vs Jamie Cope 4:5

Pierwszą sesję tego pojedynku śmiało można określić mianem sesji nie wykorzystanych szans Shauna Murphy'ego. Mistrz Świata z 2005 roku prowadził już w tym pojedynku 4:1 by przegrać 4 kolejne frejmy. Murphy mógł, a nawet powinien prowadzić 2/3 frejmami z młodszym rodakiem po pierwszej części zmagań, a tu nieoczekiwanie to on jest pod kreską. Mnie taki obrót wypadków cieszy, bo jak już pisałem przy okazji losowania - kibicuje w tym spotkaniu Cope'owi. Co ciekawe słynący z bardzo ofensywnego i czasami wręcz bezmyślnego snookera Cope w tym pojedynku gra z o wiele większą głową niż jego rutynowany rodak. Oby tak dalej!

Stephen Maguire vs Ryan Day 3:6

W tym pojedynku wynik po pierwszej sesji, także jest jak najbardziej po mojej myśli. Tego spotkania niestety nie oglądałem, ale sam fakt, że Day w jednym ze swoich zwycięskich frejmów wbił breaka o wysokości 130 punktów świadczy o tym, że Walijczyk był dzisiaj dobrze dysponowany. Tak w ogóle to jest to najwyższy break dnia dzisiejszego. Druga sesja tego pojedynku zaplanowana jest na godzinę 20:00 w dniu jutrzejszym i mam nadzieję, że Ryan Day nie roztrwoni przewagi jaką sobie dzisiaj wypracował.

Ali Carter vs Xiao Guodong 5:4

Już na samym wstępie trzeba napisać, że to nie był dzień Allistera Cartera. Oj, nie był. Co prawda "Kapitan" dobrze wszedł w mecz i wyszedł na wysokie prowadzenie 4:1, ale później popisowo roztrwonił przewagę, a tak naprawdę każda z tych pierwszych pięciu partii, także była w miarę wyrównana i różnie to mogło być. Dobrze, że Ali prowadzi po tej pierwszej sesji, ponieważ jeżeli grając snooker na miarę 60% swoich możliwości prowadzi to świadczy o tym, że ma jeszcze wielkie rezerwy,a co za tym idzie możliwości. Oby jego najlepszy snooker wrócił na drugą rundę, bo w takiej dyspozycji jaką pokazał dzisiaj będzie mega ciężko pokonać Selby'ego czy nawet White'a. Może jestem nieco krytyczny, ale znam już tego zawodnika, bo śledzę jego karierę i wiem, że wcale najgorzej do tej imprezy nie jest przygotowany, dlatego też jestem optymistycznie nastawiony na drugą sesję meczu z Chińczykiem i nie biorę nawet pod uwagi opcji jakoby Carter miał zakończyć swój tegoroczny udział w czempionacie na pierwszej rundzie ;)

Co jutro :?:

11:00:
Stuart Bingham vs Ken Doherty (2 sesja)
Joe Perry vs Jamie Burnett (1 sesja)

15:30:
Allister Carter vs Xiao Guodong (2 sesja)
Ding Junhui vs Michael Wasley (1 sesja)

20:00:
Shaun Murphy vs Jamie Cope (2 sesja)
Stephen Maguire vs Ryan Day (2 sesja)

_________________
Moderator forum WrestleFans: 11.06.2015 - 25.04.2017
2x Moderator roku: 2015, 2016
8x User Miesiąca: Grudzień 2011, Czerwiec 2015, Listopad 2016, Sierpień: 2014, 2015, 2016, 2017, 2018

Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 

Offline
Post: pn kwie 21, 2014 11:21 am 
Superstar
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn lip 18, 2011 4:02 pm
Posty: 3773
Dzień II:

Wczorajszy dzień był naprawdę emocjonującym dniem, o czym zresztą świadczą już same wyniki, jeżeli ktoś nie oglądał żadnego ze spotkań. Ja to szczęście miałem, że kilka obejrzałem, a o kilku słyszałem, dlatego też jak zwykle opisze pokrótce każdy z nich :)

Stuart Bingham vs Ken Doherty 5:10

Na początek mecz, o którym można powiedzieć jedną, a w zasadzie to dwie rzeczy. Świetna postawa Kena Dohertego, który wygrał wszystkie 6 frejmów w 2 sesji, a co za tym idzie katastrofalny występ Binghama. Anglik miał wielkie problemy, aby zbudować breaka choćby 20 punktowego, a z tak dysponowanym Binghamem śmiem twierdzić, że wygrałby Robin Hull... Dla Irlandczyka natomiast wielkie brawa, bo po kilku suchych latach w zawodowym snookerze ma szansę na naprawdę fajny rezultat. O pierwszy ćwierćfinał od 2006 roku powalczy z Higginsen bądź McManusem. Raczej z tym pierwszym co oznacza, że w drugiej rundzie będzie nas czekać prawdziwy klasyk, bo obaj panowie są już zaawansowani wiekowo ;)

Joe Perry vs Jamie Burnett 3:6

Śledziłem pierwszą część pierwszej sesji tego pojedynku, i w niej lepiej spisywał się Joe Perry, który prowadził, a tu patrzę na końcowy wynik i zonk - 3:6 dla Burnetta. Dla mnie to oczywiście zaskakujący wynik, bo wyżej sobie cenie umiejętności Perry'ego, ale jak widać albo Burnett przygotował tak dobrą formę, albo Perry jest w tak słabej formie. Raczej to pierwsze, bo jak patrzę na wyniki tych ostatnich partii to Burnett sypał naprawdę pokaźnymi breakami. W sumie to i tak ten mecz nie ma wielkiego znaczenia, bo lepszy z tej pary o ćwierćfinał zagra z O'Sullivanem, a chyba nie muszę mówić co to oznacza ^^


Allister Carter vs Xiao Guodong 10:8

Niestety, ale nie miałem możliwości obejrzeć tego meczu na żywo, dlatego też z odtworzenia obejrzałem sobie chyba 3 ostatnie partie. No i w nich Ali spisywał się całkiem przyzwoicie, choć na pewno byłoby się jeszcze do czego przyczepić. Najważniejsze jednak jest to, że wygrał ten mecz i teraz już ze spokojem może przyjrzeć się spotkaniu Selby vs White, który wyłoni jego przeciwnika w II rundzie. Jak dla mnie Carter, który mimo, że jak dotychczas nie zachwyca swoją grą, nie jest bez szans w tym pojedynku. Nawet jeżeliby przyszło mu się mierzyć z Markiem Selbym.

Ding Junhui vs Michael Wasley 6:3

Ten mecz także raczej śledziłem z live-score'a w telefonie(XD), aniżeli podczas oglądania transmisji no i muszę powiedzieć, że Wasley pozostawił po sobie naprawdę dobre wrażenie, a i z tego co słyszałem to w pierwszej w części tej sesji to on dyktował warunki faworyzowanemu rywalowi i tak naprawdę to Chińczyk może być zadowolony, że przegrał tylko 3 partie z Waslayem. Później, mniej więcej od stanu 3:3 kontrolę nad spotkaniem przejął Ding, który najpierw popisał się 136-punktowym breakiem(najwyższym jak do tej pory w turnieju), a później dołożył jeszcze do tego dwie kolejne partie i przed drugą sesją wydaje się, że jest w komfortowej sytuacji.


Stephen Maguire vs Ryan Day 9:10

No i teraz przyszedł czas na jeden z dwóch najlepszych, a na pewno już najbardziej emocjonujących meczów dnia wczorajszego. Po pierwszej sesji Day prowadził z Maguirem 6:3 i wydawało się, że ma wszystko pod kontrolą. Tym bardziej, że dobrze wszedł w tę sesję, gdyż szybko zrobiło się 8:4 dla niego, a Walijczyk znów popisywał się łatwością zdobywania punktów tak jak w pierwszej sesji tego pojedynku. Nic jednak bardziej mylnego, Maguire dopiero w tym momencie zaczął grać swój najlepszy snooker i zaliczył mały powrót do meczu, bowiem wygrał dwie kolejne partie i zmniejszył nieco stratę dzielącą go do przeciwnika. W jednej z nich co myślę warte podkreślenia uzyskał 134 punktowy break. Gdy wydawało się, że Szkot pójdzie za ciosem i wygra także 15 frejm to niespodziewanie do głosu znów doszedł Ryan Day. Walijczyk zbudował ładny 60 punktowy break, ale po chwili popełnił prosty błąd, który jeszcze na chwilę pozwolił do stołu wrócić Szkotowi. Ten jednak nie wykorzystał szansy, i Day na raty, bo na raty, ale wygrał tego frejma i był już praktycznie jedną nogą w II rundzie Mistrzostw Świata. W tym jednak momencie Stephen Maguire, który już nie miał naprawdę nic do stracenia zaczął grać wprost fantastycznie. Wygrał po kolei 3 partie i doprowadził do stanu 9:9 co można śmiało określić mianem najlepszego comebacku jak dotąd tych Mistrzostw. Na szczęście dla Daya, i dla mnie, bo kibicowałem jak ktoś czyta moje posty od początku Walijczykowi 19-partia należała już do niego i to Ryan Day może świętować awans do drugiej rundy po świetnym meczu z obu stron, a Maguire drugi rok z rzędu żegna się Crucible Theatre już w pierwszej rundzie.


Shaun Murphy vs Jamie Cope 10:9

To spotkanie podobało mi się jeszcze bardziej niż poprzednie. Może dlatego, że śledziłem je w większym wymiarze czasowym niż tamto spotkanie. Panowie Murphy i Cope zagrali naprawdę bardzo fajny pojedynek, który od początku do praktycznie samego końca trzymał w napięciu. Anglicy szli łeb w łeb, ale ostatecznie lepszy okazał się Murphy, który trzeba obiektywnie powiedzieć w przekroju całego spotkania był lepszym graczem. I mówi to człowiek, który trzymał kciuki za Cope'a, no ale cóż - na pewno nie jestem zawiedziony po tym meczu, bo było co oglądać, a i emocje naprawdę były przednie. Ten mecz skończył się coś koło północy naszego czasu, a to już samo mówi za siebie. Mam też taką małą satysfakcję, bo jak tylko zobaczyłem drabinkę turniejową to obstawiałem w tym i poprzednim pojedynku 19-frejmowe pojedynki, i jak widać miałem rację, co pokazuje, że trochę znam się na rzeczy zwanej SNOOKER XD Kolejnym przeciwnikiem Murphy'ego będzie lepszy z pary Fu/Gould, także i w drugiej rundzie Murphy nie jest bez szans na zwycięstwo, a nawet pewnie będzie faworytem tego spotkania ;)

A oto co dzisiaj będziemy mogli oglądać:

11:00:
Joe Perry vs Jamie Burnett (2 sesja)
Mark Selby vs Michael White (1 sesja)

15:30:
John Higgins vs Alan McManus (1 sesja)
Ding Junhui vs Michael Wasley (2 sesja)

20:00:
Ricky Walden vs Kyren Wilson (1 sesja)
Mark Selby vs Michael White (2 sesja)

_________________
Moderator forum WrestleFans: 11.06.2015 - 25.04.2017
2x Moderator roku: 2015, 2016
8x User Miesiąca: Grudzień 2011, Czerwiec 2015, Listopad 2016, Sierpień: 2014, 2015, 2016, 2017, 2018

Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 

Offline
Post: wt kwie 22, 2014 12:11 am 
Star
Awatar użytkownika

Rejestracja: śr paź 06, 2010 8:57 pm
Posty: 1768
Lokalizacja: Warszawa
Stuart Bingham 5-10 Ken Doherty

Oglądałem całą drugą sesję, bo po pierwszej i wyniku 5-4 byłem pełen nadziei, że Ken może to wygrać. Włączyłem mecz i nie wierzyłem w to co widziałem, bo Irlandczyk pokonał swojego rywala 6-0 i wygrał bardzo przekonująco. Wynik trochę zaciemnia obraz tego spotkania, bo jednak panowie nie popisali się umiejętnościami. Była masa prostych błędów, czy to na wbiciach, czy na odstawnych - zwłaszcza po stronie Binghama - co pozwoliło awansować Doherty'emu. Cieszę się z takiego rozstrzygnięcia, bo kibicowałem mu z całego serca, ale nie sądzę, żeby przeszedł Higginsa/McManusa, po prostu wykorzystał fatalny dzień Stuarta.

Mark Selby 10-9 Michael White

Oglądałem tylko ostatniego frejma spotkania, które zakończyło się dosłownie przed chwilą, bo zaciekawił mnie wynik. Nie lubię Selby'ego i zawsze liczę na jego przeciwników, a tutaj młodzieniec doprowadził od 8-6 do 8-8, a potem do 19. frejma, w którym niestety przegrał. Mimo wszystko muszę przyznać, że Mark zasłużył na wygraną w tej partii, bo po prostu zaprezentował wyśmienitego snookera. Fantastyczna długa bila, potem przez cały stół, ale z pechowym rozbiciem i zaczęła się wymiana na odstawna. White przejął kontrolę, ale tylko do momentu kapitalnego zagrania byłego #1 rankingu, bo "Jester from Leicester" postawił fantastycznego snookera za zieloną, z którym nie poradził sobie młody Walijczyk, a Selby skonstruował świetnego brejka i całą partię dobił kolejnym świetnym długim wbiciem. Statystyki również pokazują, kto zasłużył na wygraną, ale mimo wszystko wielkie brawa dla Michaela White'a i szkoda, że nie udało mu się awansować dalej.


A co do samozadowolenia - mi na razie radość sprawia to, że myśląc o pokonaniu zawodników z 16 mówiłem o: Dale'u, McManusie, Dohertym i Dayu, a z tej czwórki dwóch już awansowało (reszta to na razie zawodnicy z 16), McManus prowadzi 6-3 po pierwszej sesji z Higginsem, a Dominic jeszcze nie grał. Potencjalnie powinienem też wymienić Michaela Holta, ale jako fan Allena wierzę w jego wygraną i nie będę już go przekreślał :D

_________________
ObrazekObrazek


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 

Offline
Post: wt kwie 22, 2014 9:41 am 
Superstar
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn lip 18, 2011 4:02 pm
Posty: 3773
Dzień III:

Jeżeli przedwczorajszy dzień był emocjonujący to cóż tu powiedzieć o wczorajszym, który był mega emocjonujący. Mowa tu oczywiście o pojedynkach Selby'ego z Whitem i, a może przede wszystkim spotkaniu Dinga z Michaelem Wasleyem :)

Joe Perry vs Jamie Burnett 10:7

Druga sesja tego pojedynku zakończyła się wynikiem 7:1 dla Perry'ego, a co za tym idzie 10:7 w całym spotkaniu, a to tylko pokazuje jak dużo dzieliło wczoraj Burnetta od Perry'ego. Jak widać zawodnik pochodzący z Wisbech po pierwszej bardzo nie udanej dla siebie sesji wziął się w garść i w drugiej nie pozostawił już złudzeń młodszemu rodakowi kto jest lepszy. Co ciekawe w tym jedynym wczorajszym wygranym frejmie przez Burnetta, Anglik osiągnął 111 punktowy break, ale na nic to się zdało. Kolejnym rywalem Perry'ego będzie Ronnie O'Sullivan. Tam Brytyjczyk będzie już musiał grać doskonale od pierwszej do ostatniej partii, jeżeli chce coś z 5-krotnym mistrzem wartościowego osiągnąć.

John Higgins vs Alan McManus 3:6


Nie oglądałem tego spotkania, ale z tego co słyszałem z relacji komentatorów z eurosportu głównego to McManus, który wyróżnia się oryginalnymi spodniami wręcz szalał we wczorajszym spotkaniu z Higginsen. Starszy ze Szkotów wyszedł już na prowadzenie 6:1, ale dwie ostatnie partie pierwszej sesji powędrowały już na konto Higginsa co świadczy, że wiele w tym meczu jeszcze może się wydarzyć.

Ricky Walden vs Kyren Wilson 6:3

Ricky Walden rozpoczął ten mecz bardzo dobrze od wbicia w drugiej partii breaku 137 punktowego, który jest najwyższym na ten moment breakiem w turnieju. Jednakże o dziwo ubiegłoroczny półfinalista Mistrzostw Świata dwie kolejne partie przegrał i zrobiło się 1:3 dla Wilsona, który przypominam jest jednym z czterech debiutantów, którzy grają w tegorocznym snookerowym czempionacie. 22-latek nie był jednak w stanie iść za ciosem i wszystkie pozostałe partie w tej sesji przegrał mimo, że większość z nich była naprawdę wyrównana i różnie to mogło się potoczyć. Jednakże coś mi się wydaje, że w tym meczu może się jeszcze wiele wydarzyć tak jak choćby u White'a i Selby'ego wczoraj.

Mark Selby vs Michael White 10:9

A jeżeli już była mowa o tym pojedynku to oto i on. Naprawdę fajne spotkanie trzymające w napięciu, ponieważ Walijczyk tak jak już Gi4lu wspominał cały czas dochodził faworyzowanego Selby'ego. Wprawdzie początek tej sesji należał do Selby'ego, który wygrał trzy pierwszej frejmy i wysunął się prowadzenie 8:4 co nie zwiastowało większych emocji w tym spotkaniu. White jednak się nie poddał i zaliczył wspaniały powrót do spotkania wygrywając cztery partie po kolei. White nie sypał jakimiś wielkimi breakmi, bowiem chyba najwyższy jego break w tym spotkaniu to 62, ale pomalutku na raty wygrywał te wyrównane partie czym wyraźnie wprowadzał nerwowość u Selby'ego. Ten z kolei popełnił kuriozalny faul bodaj w 17 partii, gdzie uderzył w różową bilę podczas gdy sędzia nie ogłosił "free ball" i należało uderzyć w inną bilę, już nie pamiętam którą ;) Ta sytuacja jednak nie złamała Selby'ego i „The Jester from Leicester” wygrał tę partię czym zbliżył się do drugiej rundy i pojedynku z Alim Carterem. Ale ten awans nie przyszedł mu tak łatwo, bo kolejna równie szarpana partia powędrowała na konto Walijczyka i o tym kto awansuje do kolejnej rundy po raz kolejny musiał zadecydować decider ;) A w nim tak jak już Gielu fajnie opisał Mark Selby popisywał się genialnym snookerem za zieloną, który okazał się kluczem do wygrania tego spotkania. Wygrał snookerzysta lepszy, bardziej kompletny i na pewno to Selby będzie faworytem w starciu z Carterem, ale ja tam widziałem kilka, a nawet sporo niedociągnięć w tej grze Anglika i na pewno Carter z tak dysponowanym rywalem nie jest bez szans. Mecz na pewno będzie wyrównany i pewnie wszystko zakończy się minimalnym zwycięstwem którego z nich. Mam nadzieję, że górą będzie Carter :D

Ding Junhui vs Michael Wasley 9:10

No i taki bonusik dnia wczorajszego jak to trafnie określił Rafał Jewtuch. Co za mecz :!: Na pewno pod względem emocji to spotkanie jak dotąd było najlepsze i trudno będzie taki dreszczowiec powtórzyć. Chyba po raz pierwszy w historii mecz I rundy trwał 3 dni, bo pierwsza sesja tego pojedynku odbyła się dwa dni temu, druga była tak wyrównana i długa, że została przerwana przy wyniku 9:8 dla Chińskiego snookerzysty i przełożona na pierwszy wolny stół po sesji wieczornej. Panowie na niego musieli czekać sporo, bo zarówno Selby z Whitem jak i Walden z Wilsonem specjalnie nie śpieszyli się, aby opuścić swoje stanowiska pracy. No i tak wznowienie meczu rozpoczęło się mniej więcej o północy naszego czasu, a o gdzieś 23:00 czasu Londyńskiego. Ta przerwa wyraźnie lepiej podziałała na Wasleya, który zresztą już przed przerwą spisywał się o wiele lepiej od faworyzowanego rywala i można powiedzieć, że miał Dinga na deskach, dlatego też niechętnie chciał kończyć ten pojedynek po przerwie. Debiutant grał jak z nut i zbudował fantastyczny break o wysokości 103 punktów czym wyrównał stan pojedynku. No i po raz kolejny o tym kto awansuje do drugiej rundy musiał zadecydować finałowy 19 frejm. To już czwarta taka sytuacja w tych MŚ. Jak na 3 dni to statystyka naprawdę dobra :D W nim mieliśmy emocji co nie miara, bo raz bliżej zwycięstwa był Ding, a raz Wasley, ale ostatecznie lepszy okazał się Anglik, który wbił ostatnią czerwoną bilę w świetny sposób do środkowej kieszeni czym ustawił sobie praktycznie grę na kolorach, bo świetnie doszedł na bilę czarną. Nie wiem czy to było przypadkowe uderzenie czy też nie, bo opinie na temat są podzielone, ale zagrało mu to wszystko wprost fantastycznie. Następnie 24-letni snookerzysta wyczyścił stół aż do różowej czym postawił Dinga w konieczności stawiania snookera. 5-krotny zwycięzca dużych turniejów w tym sezonie do stołu jeszcze podszedł, ale bez większego powodzenia, bo mimo, że ustawił 3 snookery to z każdego z nich wyszedł Wasley i niedługo potem trafił różową czym definitywnie pozbawił złudzeń Ding Junhuia. I w ten sposób Michael Wasley sprawił największą niespodziankę tych Mistrzostw. Ba, sensację :!: Pisałem zresztą już po losowaniu, że jeżeli w tym pojedynku lepszy okaże się Wasley to będzie to niebotyczna sensacja, ale szczerze mówiąc w nią niewierzyłem, a tu proszę. Mistrzostwa Świata rządzą się swoimi prawami i po raz kolejny sport zwany snookerem pokazał nam jak jest nieprzewidywalny. Ding Junhui rozgrywał świetny sezon, wygrał najwięcej turniejów w tym sezonie, a konkretnie jak już pisałem pięć czym wyrównał niebotyczny rekord Stephana Hendry'ego, i był drugim po O'Sullivanie według bukmacherów faworytem do zwycięstwa, a tu żegna się z Crucible Theatre już w pierwszej rundzie. O ćwierćfinał rewelacyjny Michael Wasley zagra z lepszym z pary Mark Davis/ Dominic Dale i jestem pewny, że każdego z nich jest w stanie ograć.

A co czeka nas dzisiaj :?: :!:

11:00:
Marco Fu vs Martin Gould (1 sesja)
John Higgins vs Alan McManus (2 sesja)

15:30:
Barry Hawkins vs David Gilbert (1 sesja)
Judd Trump vs Tom Ford (1 sesja

20:00:
Mark Allen vs Michael Holt (1 sesja)
Ricky Walden vs Kyle Wilson (2 sesja)

Dzisiaj też emocji nie powinno zabraknąć :)

_________________
Moderator forum WrestleFans: 11.06.2015 - 25.04.2017
2x Moderator roku: 2015, 2016
8x User Miesiąca: Grudzień 2011, Czerwiec 2015, Listopad 2016, Sierpień: 2014, 2015, 2016, 2017, 2018

Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 

Offline
Post: śr kwie 23, 2014 10:19 am 
Superstar
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn lip 18, 2011 4:02 pm
Posty: 3773
Dzień IV:

Wczorajszy dzień nie obfitował w taką ilość emocji jak w dniach poprzednich, ale i tak nie można narzekać, bowiem mogliśmy obejrzeć kilka interesujących spotkań.

John Higgins vs Alan McManus 7:10

Pisząc w pierwszym akapicie, że mogliśmy oglądać wczoraj kilka dobrych spotkań miałem między innymi, a może i nawet przede wszystkim na myśli ten pojedynek. Co prawda nie dane było mi obejrzeć tego meczu na żywo, bo akurat miałem wtedy jazdę. Ale z odtworzenia obejrzałem kilka partii mniej więcej od stanu 9:4 albo 9:5(nie pamiętam już dokładnie) dla Alana McManusa. No i podczas tych partii aż trudno było mi uwierzyć, że to mniej znany ze Szkotów jest na tak wysokim prowadzeniu, bowiem Higgins zaczął grać świetnie wbijając po kolei breaki o wysokości 111, 67 i 94 punktów. No i powiem szczerze, że nie tyle liczyłem, bo nie lubię Higginsa co sądziłem, że tu może być naprawdę wspaniały comeback młodszego ze Szkotów, gdyż przecież Higgins słynie nie od dziś z tego typu powrotów. Stało się jednak inaczej, choć przez długi czasu trwania tej 17 partii wyglądało na to, że znów górą będzie Higgins i doprowadzi mówiąc piłkarskim slangiem do kontaktowego wyniku. Higgins wydawało się, że zrobił w tym frejmie wszystko co było już najtrudniejsze, bo rzeczywiście tak było, gdyż ściągnął ze stołu ostatnią czerwoną i miał przed sobą naprawdę łatwą niebieską, na którą zresztą dobrze spozycjonował i miał fajny kąt na żółtą. Nie trafił jednak tej banalnej niebieskiej i zostawił przeciwnikowi wręcz idealny układ na stole, gdyż prawie wszystkie bile były ustawione na swoich nominalnych pozycjach, a nawet jeżeli nie były to były pod kieszeniami. Mniej utytułowany ze Szkotów oczywiście wykorzystał tą sytuację i sprawił chyba drugą największą niespodziankę tych mistrzostw wyeliminowując z turnieju Higginsa. Pierwszą oczywiście jest sensacyjna porażka Dinga. O 1/4 McManus, dla którego to zwycięstwo jest wielkim sukcesem zagra z innym bardzo doświadczonym, ale też o wiele bardziej utytułowanym rywalem - Kenem Dohertym. Zarówno dla Szkota jak i Irlandczyka będzie to niezwykle ważne spotkanie, bowiem od bardzo dawna żaden z nich nie doszedł do tak wysokiej fazy turnieju jak ćwierćfinał Mistrzostw Świata. Wydaje się na papierze, że lekkim faworytem w tym spotkaniu będzie Ken Doherty i to właśnie jemu będę raczej kibicował ;)


Marco Fu vs Martin Gould 6:3

To spotkanie podobno także stało na bardzo dobrym poziomie. Panowie sypali wysokimi breakami co nie miara, szczególnie Marco Fu, który cały czas miał podejścia około 100 punktów, a raz wbił nawet break 124 punktowy. Gould z tego co słyszałem również nie odstawał od swojego przeciwnika, ale z tak dysponowanym Azjatą ciężko mu było ugrać coś więcej niż 3 frejmy. Nie mniej wydaje mi się, ze Gould jest w stanie wrócić do tego pojedynku, a nawet go wygrać.

Judd Trump vs Tom Ford 6:2

Dla odmiany ten mecz poziomem nie powalał, i naprawdę słabo oglądało się to spotkanie co spowodowało, że po obejrzeniu mini sesji(4 pierwszych frejmów) dałem sobie spokój z tym pojedynkiem. Nie dość, że zawodnicy praktycznie nie budowali wysokich breaków to jeszcze spotkanie było toczone w mozolnym tempie co zmusiło organizatorów do przełożenia ostatniego frejma tego pojedynku na następną sesję. Lepszy w tej całej taktycznej grze, bo chyba tak się mówi na tego typu pojedynki okazał się Judd Trump. Niemniej jeżeli młody Anglik chce zaistnieć w tym turnieju to musi poprawić swoją grę, bo w następnej rundzie trafi na na pewno bardziej wymagającego rywala niż Tom Ford.

Barry Hawkins vs David Gilbert 5:4

Tego spotkania w ogóle nie widziałem, więc zbyt wiele o nim nie napiszę. Na pewno pierwsza sesja tego pojedynku była bardzo wyrównana o czym zresztą świadczy sam wynik. Nadal faworytem tego pojedynku pozostaje Hawkins, który w jednym swoim podejściu popisał się 115-punktowym breakiem. Jednakże David Gilbert jest groźnym zawodnikiem i ubiegłoroczny wicemistrz świata będzie musiał się pilnować, gdyż wynik cały czas jest na styku i jeżeli tak będzie to samego końca to jak pokazał przykład Dinga Junhui'a - różnie to się może skończyć.

Mark Allen vs Michael Holt 5:2

Mark Allen o dziwo mimo fatalnego sezonu w swoim wykonaniu poradził sobie całkiem dobrze w pierwszej sesji pojedynku z Holtem i na ten moment na pewno to jemu daje większe szanse na awans do dalszej fazy turnieju. Holt jednak jest o tyle ciężkim przeciwnikiem, że potrafi wykorzystać błędy przeciwnika i wykraść frejmy, których nie powinien wygrać. No cóż, jeżeli Allen się nie oddali na 2/3 frejmy od rywala to może nas czekać naprawdę emocjonująca końcówka, bo jak wiadomo z twarzy Marca Allena czasami można czytać jak z otwartej książki, gdyż to jeden z bardziej emocjonalnych zawodników w całym tourze. Ale to dobrze, bo czym więcej tego typu postaci tym lepiej się ogląda snooker.

Ricky Walden vs Kyren Wilson 10:7

Początkowo miałem zamiar skupić się na tym pojedynku i go obejrzeć, bo mecze debiutantów na ogół są ciekawe jak pokazał przykład Wasleya, ale jakoś tak nudzi mnie snooker w wykonaniu Waldena, że długo przy tym meczu nie wytrzymałem. Liczyłem, że Wilson powróci jeszcze do tego spotkania, ale jak ubiegłoroczny półfinalista czempionatu wygrał frejma na 9:7 to wiedziałem, że jest już praktycznie po wszystkim, bo starszy z Brytyjczyków to zbyt cwany i doświadczony zawodnik, aby roztrwonić taką przewagę i to z debiutantem. No i rzeczywiście nie roztrwonił i może się cieszyć awansem do 2 rundy, gdzie zmierzy się z lepszym z pary Barry Hawkins/David Gilbert. Jeżeli zwycięży Hawkins to będziemy świadkami powtórki półfinału MŚ z ubiegłego roku, gdzie właśnie to Ci zawodnicy walczyli o wielki finał.

A to już rozkład jazdy na dzień dzisiejszy:

11:00:
Barry Hawkins vs David Gilbert (2 sesja)
Judd Trump vs Tom Ford (2 sesja)

15:30:
Neil Robertson vs Robbie Williams (1 sesja)
Marco Fu vs Martin Gould (2 sesja)

20:00:
Mark Davis vs Dominic Dale (1 sesja)
Mark Allen vs Michael Holt (2 sesja)

_________________
Moderator forum WrestleFans: 11.06.2015 - 25.04.2017
2x Moderator roku: 2015, 2016
8x User Miesiąca: Grudzień 2011, Czerwiec 2015, Listopad 2016, Sierpień: 2014, 2015, 2016, 2017, 2018

Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 

Offline
Post: czw kwie 24, 2014 9:58 am 
Superstar
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn lip 18, 2011 4:02 pm
Posty: 3773
Dzień V:

Na wydarzenia z V dnia mistrzostw nie można narzekać, ponieważ kilku ze snookerzystów pokazało snookera na najwyższym światowym poziomie.

Judd Trump vs Tom Ford 10:8

O tym spotkaniu, a szczególnie jego zwycięzcy nic dobrego nie należy pisać, gdyż Trump grał po prostu słabo. Dość powiedzieć, że przez pierwszej 3 frejmy tego pojedynku 24-letni Anglik nie wbił ani jednej bili do kieszeni i dał się praktycznie dojść Fordowi, bo zrobiło się niespodziewanie już tylko 6:5 dla faworyzowanego Trumpa. Przez te trzy pierwsze partie tak jak już pisałem Judd Trump nie trafił dosłownie nic, ale jego czas bez ulokowania bili w kieszeni zakończył się na 50 minutach z okładem dlatego, że w 3 frejmie Ford sfaulował za 4 punkty. Kolejną partię także powinien wygrać Tom Ford, gdyż Trump nadal mylił się niemiłosiernie przestrzelając bilę o jakieś 10 centymetrów, a wcześniej niekiedy nawet o 20 cm. Były to po prostu niebywałe pudła. Mimo to udało mu się zwyciężyć w tej 12 partii, gdyż jego rywal spudłował łatwą różową, która dawałaby mu już frejma i wyrównanie losów w meczu. Ford popełnił podobny błąd jak Higgins przed dwoma dniami na niebieskiej. Dla Szkota był to jednak o tyle kosztowny błąd, że spowodował iż było to już jego ostatnie podejście na tych Mistrzostwach Świata. Tu już tak tragicznie nie było, no ale Ford prezentował się na tle mizernie grającego Trumpa o wiele lepiej i po pierwszej mini sesji powinien być wynik remisowy. Po tej przerwie Trump spisywał się już odrobinę lepiej co pozwoliło mu wygrać to spotkanie 10:8, choć z taką grą z Ryanem Day'em, który będzie jego kolejnym przeciwnikiem będzie ciężko o zwycięstwo

Barry Hawkins vs David Gilbert 10:4

Kiedy swoje spotkanie rozgrywali Trump z Fordem to równocześnie trwał mecz Hawkinsa z Gilbertem. W nim prawdziwy popis gry dał Barry Hawkins. Aktualny wicemistrz świata wygrał wszystkie frejmy w drugiej sesji co spowodowało, że odnotował efektowne zwycięstwo 10:4 nad przecież nie jakimś outsiderem Davidem Gilbertem. Wynik poszedł w świat i na pewno u jego kolejnego przeciwnika może budzić respect postawa Hawkinsa we wczorajszym dniu. A przypomnijmy, że kolejnym przeciwnikiem Hawkinsa będzie Ricky Walden. Szykuje się ciekawe spotkanie zakończone mam nadzieję zwycięstwem Barry'ego.

Marco Fu vs Martin Gould 10:7

Co tu dużo pisać, nie wiem czy nie był to najlepszy mecz pierwszej rundy pod względem poziomu. Naprawdę to spotkanie oglądało się bardzo fajnie, bowiem obaj panowie, a w szczególności Marco Fu pokazali masę dobrego snookera. Fu jak to ma w zwyczaju gra z taką gracją, lekkością, a że trafił na te mistrzostwa z formą doskonale to jego gra i postawa jak dotąd w tym turnieju pozostawia po sobie bardzo dobre wrażenie. Nieco skrzywdzony może czuć się Martin Gould, bowiem Brytyjczyk grał dobre spotkanie i na pewno jeżeli trafiłby na kogoś innego to stać go było na awans do dalszej części mistrzostw. Na reprezentanta Hongkongu będzie trzeba w 2 rundzie bacznie zwrócić uwagę, bo jeżeli nadal będzie spisywał się tak rewelacyjnie to może okazać się prawdziwym czarnym koniem tych MŚ. O ćwierćfinał w Crucible Theatre Marco Fu zagra z Shaunem Murphym i na pewno po tym co pokazał w meczu z Gouldem będzie faworytem tego spotkania.

Neil Robertson vs Robbie Williams 7:2

Tego meczu akurat w ogóle nie oglądałem, ale należy napisać że Australijczyk wciąż znajduje się w bardzo dobrej formie, o czym świadczy choćby fakt, że wbił w pierwszej sesji meczu z Williamsem dwa breaki 100 punktowe i w całym sezonie takowych breaków ma już 95 co jest nie lada wyczynem. Oby osiągnął tą magiczną granicę 100 breaków stu punktowych w tym sezonie, gdyż to by było naprawdę coś. Awans do II rundy oczywiście Robo ma już w kieszeni, gdyż debiutujący w Mistrzostwach Świata Robbie Williams na pewno nie jest w stanie podnieść się z takiego stanu.

Mark Davis vs Dominic Dale 2:7

Tak jak już pisałem po losowaniu, ta para mnie zupełnie nie obchodzi i nawet nie zerkam na to spotkanie. Niemniej dziwi mnie tak wysokie prowadzenie Dale'a, choć może nie jest to niespodzianka, bowiem nie ukrywam, że nie śledzę losów tych snookerzystów i nie wiem kto w jakiej jest formie.

Mark Allen vs Michael Holt 10:4

Najwidoczniej Mark Allen pozazdrościł wyczynu Barry'emu Hawkinsowi, bo sam także wygrał wszystkie frejmy w drugiej sesji tego pojedynku, a co za tym idzie całe spotkanie 10:4. Północnoirlandzki snookerzysta zaskakuje mnie nieco swoją postawą w tym turnieju, bo jak dotąd w całym sezonie radził sobie naprawdę słabo, a tu pokazuje naprawdę solidny snooker. Nie wiem czy to starczy na Neila Robertsona, bo na 99% to Australijczyk będzie jego kolejnym przeciwnikiem w batalii o ćwierćfinał, ale tak dysponowany Allen nie jest bez szans na sprawienie niespodzianki w tym meczu.

Zestaw gier na dzień dzisiejszy:

14:00:
Mark Davis vs Dominic Dale (1 runda - sesja II)
Mark Selby vs Allister Carter (2 runda - sesja I)
20:00:
Neil Robertson vs Robbie Williams (1 runda - sesja II)
Ronnie O’Sullivan vs Joe Perry (2 runda - sesja I)

Dla mnie hitem dzisiejszego dnia będzie oczywiście spotkanie Selby'ego z Carterem, ale nie będę mógł go obejrzeć, a przynajmniej na żywo, bo pokrywają się z czasem trwania moich praktyk :(

_________________
Moderator forum WrestleFans: 11.06.2015 - 25.04.2017
2x Moderator roku: 2015, 2016
8x User Miesiąca: Grudzień 2011, Czerwiec 2015, Listopad 2016, Sierpień: 2014, 2015, 2016, 2017, 2018

Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 

Offline
Post: pt kwie 25, 2014 10:45 am 
Superstar
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn lip 18, 2011 4:02 pm
Posty: 3773
Dzień VI:

We wczorajszym dniu odbyły się dwa ostatnie mecze I rundy oraz swoje mecze zainaugurowały już pary walczące o ćwierćfinały tegorocznego czempionatu.

Mark Davis vs Dominik Dale 5:10

Tego meczu jak już wiecie doskonale z moich poprzednich wywodów nie oglądałem, więc posłużę się suchymi faktami. Po pierwszej sesji tego pojedynku, w którym wynik brzmiał 7:2 na korzyść Walijczyka było już jasne, że jego rywal będzie miał mega ciężkie zadanie, aby powrócić do tego spotkania. A że Davis nie jest snookerzystą zbyt wielkiej klasy to oczywiście ta sztuka mu się nie udała. Druga sesja tego pojedynku była już jednak o wiele bardziej wyrównana, gdyż zakończyła się ona wynikiem 3:3, ale że tylko 3 partie brakowało Dale'owi do zwycięstwa i awansu do II rundy, to może już cieszyć się z awansu do kolejnej rundy. W niej zagra z największą sensacją tych mistrzostw, Michaelem Wasleyem. Kibicować będę oczywiście pogromcy Dinga.

Mark Selby vs Allister Carter 5:3

Ogromnie żałuje, że nie było mi dane obejrzeć tego spotkania, bowiem z tego co słyszałem to poziom tego meczu jest naprawdę wysoki. Dość powiedzieć, że "Kapitan" w dwóch swoich zwycięskich frejmach uzyskał breaki 100-punktowe, a akurat Carterowi taka sztuka w ostatni czasie się zbyt często nie zdarzała :!: Śledziłem ten mecz na live-scorze, i powiem Wam, że byłem ogromnie zaniepokojony wynikiem tego meczu, gdyż w pewnym momencie zrobiło się już 5:1 dla pochodzącego z Leicester Selby'ego, i wynik dla Cartera był już bardzo niebezpieczny. Na szczęście dwie ostatnie partie powędrowały już na jego konto i nadal wszystko jest otwarte. II sesja tego pojedynku rozpocznie się już za niespełna godzinę i już ostrzę sobie na nią ząbki, bo tym razem obejrzę ten pojedynek :D Natomiast finałowa III sesja tego meczu ma się rozpocząć punktualnie o godzinie 20:00. Szykują się wielkie emocje dla fanów "Jestera" i "Kapitana" :!: :-D

Neil Robertson vs Robbie Williams 10:2

Tu raczej należałoby napisać, że Neil Robertson przez KO wygrał z Robbie'm Williamsem, bo naprawdę Australijczyk znokautował swojego rywala. Wygrać w takim stylu w Mistrzostwach Świata to naprawdę sztuka, tym bardziej, że poziom w ostatnich latach się niezwykle wyrównał i coraz rzadziej możemy oglądać; nawet w pierwszych rundach tak jednostronne pojedynki. "Robbo" pozostawił po sobie znakomite, kto wie czy nie najlepsze oprócz Marco Fu wrażenie po meczach I rundy. Mistrz Świata z 2010 roku zainkasował cztery breaki 100-punktowe debiutantowi z Wallasey. W tej chwili Robertson ma już na swoim koncie 97 "setek" w tym sezonie i tylko trzy dzielą go od upragnionej 100. W następnej rundzie Robertson zmierzy się z Markiem Allenem.

Ronnie O'Sullivan vs Joe Perry 3:5

Zastanawiałem się chwilę co by tu o tym spotkaniu napisać, bo faktem jest, że O'sa fatalnie wszedł w ten pojedynek i szybko zrobiło się 1:3, a nawet 1:4 dla starszego z Anglików, ale faktem też jest, że ten mecz naprawdę fajnie się oglądało, tempo było wręcz doskonałe i specjalnie oprócz tego początku to do poziomu spotkania też nie ma co się przyczepiać. Może to i lepiej, że O'Sullivan od początku nie grał jak maszyna, bo wtedy emocji w tym pojedynku by praktycznie nie było, a tak były i tu już w pierwszej sesji, gdzie Ronnie od stanu 1:4 nagle się obudził i ni stąd ni zowąd wyciągnął z kieszeni break 117-punktowy. Od tamtej pory gra Mistrza Świata uległa znacznej poprawie i sesja zakończyła się minimalnym prowadzeniem Perry'ego, który trzeba powiedzieć spisywał się w tej pierwszej sesji nadspodziewanie dobrze. Jeżeli utrzyma tak dobrą dyspozycję to możemy mieć emocje w tym meczu do samego końca, choć nie chce mi się wierzyć, że akurat Perry okaże się pogromcą O'Sullivana :wink:

Rozkład jazdy na dzień dzisiejszy:
11:00:
Barry Hawkins vs Ricky Walden (2 runda - sesja I)
Mark Selby vs Allister Carter (2 runda - sesja II)
15:30:
Ronnie O’Sullivan vs Joe Perry (2 runda - sesja II)
Alan McManus vs Ken Doherty (2 runda - sesja I)
20:00:
Barry Hawkins vs Ricky Walden (2 runda - sesja II)
Mark Selby vs Allister Carter (2 runda - sesja III)

P.S. Fajnie by było, aby ktoś coś napisał, bo głupio tak po raz enty dublować swój post, a naprawdę jest o czym pisać. :wink:

_________________
Moderator forum WrestleFans: 11.06.2015 - 25.04.2017
2x Moderator roku: 2015, 2016
8x User Miesiąca: Grudzień 2011, Czerwiec 2015, Listopad 2016, Sierpień: 2014, 2015, 2016, 2017, 2018

Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 

Offline
Post: pt kwie 25, 2014 8:27 pm 
Superstar
Awatar użytkownika

Rejestracja: sob gru 25, 2010 3:13 pm
Posty: 2257
Lokalizacja: Nowy Dwór Mazowiecki
No dobrze, masz :D.

Osobiście ciężko mi jest coś napisać, bo aż tak nie śledzę relacji, mimo iż bez przerwy Eurosport mam włączony i bez przerwy słyszę relacje.

Co prawda nie śledzę spotkań poza telewizyjnych, ale Ronnie faktycznie słabo zaczął. Nie wiem czy dobrze kojarze, ale chyba nawet czysto 3:0 przegrywał.

Mark Davis vs. Dominik Dale

To akurat oglądałem i byłem mocno zaskoczony. Sporo taktycznego snookera i nawet jeśli obstawiało się Davisa to trzeba powiedzieć iż miał poważne problemy ze skuteczną grą. Często kiedy dochodzilo do wymiany odstawnych to szybko dochodziło do kolejnych błędów. Dale popełniał łatwe błędy, wystawiał czerwone, a rywal nawet tego nie potrafił wykorzystać. Zemścilo się to. Gdyby wykorzystywał okazję jakie Dominic mu dawał to mógłby to nawet wygrać. Ale jak jego rywal coś psuł, to on sam po chwili także. No i taki był tego efekt.

Neil Robertson vs Robbie Williams

Tutaj bardziej szczegółowo widziałem sam koniec. Robertson zagrał bardzo pewnie i ładnie. Nie ma co się przyczepić do jego gry. 97 setek w sezonie robi wrażenie i jeśli utrzyma taką forme w pojedynku z Allenem to ta "100" będzie przebita i to dosyć łatwo.

Ronnie O'Sullivan vs Joe Perry

A propos Sullivana. Ja powiem tak. Gra się tak jak przeciwnik pozwala. Być może nie chciał narzucać zbyt wysokiego poziomu, albo grał tak jak Perry, chciał dać mu szanse co ten niemiłosiernie wykorzystał. Oczekuje w drugiej sesji podobnego wyniku, ale dla Ronniego i wynik 8:8 przed 3 sesją. Chyba tak będzie najciekawiej.

Trochę szkoda mi Higginsa, bo zawsze podobała mi się jego gra, ale tutaj także należą się brawa dla jego rywala. Tu także jestem ciekaw jak zagra Wasley. Bardzo lubie jakieś "nowe" twarze, które pokonują takich wielkich zawodnikow. To zawsze lepiej wpływa na odbiór zawodów. Chciałbym, aby był tutaj jakiś "czarny koń", który doszedłby do 1/4 i tam też pokazał dobrą grę.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 

Offline
Post: sob kwie 26, 2014 11:02 am 
Superstar
Awatar użytkownika

Rejestracja: pn lip 18, 2011 4:02 pm
Posty: 3773
Dzień VII:


Wczorajszy dzień był dla mnie bardzo irytujący, bowiem większość wyników nie ułożyła się po mojej myśli, i większy udział w tym miał pech niż słaba gra zawodników, na których stawiałem...


Mark Selby vs Allister Carter 13:9

Do prawdy jestem rozczarowany tym meczem, i nawet zły, ponieważ Carter grał dobrze, tylko brakowało szczęścia, którego aż nadto miał Mark Selby. The Jester from Leicester, bo to trafił przypadkowo czerwoną, a nawet jak spudłował to nic nie pozostawiał do wbicia starszemu rodakowi. Naprawdę szlag człowieka mógł trafić, bo to było takie głupie szczęście tego Selby'ego. Poza tym taki obraz gry utrzymywał się też w II sesji... Po pierwszych trzech frejmach, które wygrał Selby i wyszedł na prowadzenie 12:7 wyłączyłem ten mecz w p...(nie będę się zresztą brzydko wyrażał), bo równie dobrze każdą z nich mógł wygrać Ali Carter, i po prostu już nie mogłem tego ścierpieć. Następnie Carter jeszcze wygrał dwa frejmy, ale ostatnie jak zwykle należało do Selby'ego, który wygrał 22 partię i tym samym cały mecz 13:9. W przekroju całego meczu Selby był pewnie odrobinę lepszy, ale na pewno bardziej sprawiedliwy byłby wynik 13:11 czy coś w ten deseń, bo w tym meczu 80% frejmów wyrównanych szło na konto młodszego z Anglików i stąd też taki wynik, i moja irytacja. Po tym meczu mam na chwilę dość snookera, ale dzisiaj już mi trochę przeszło. Rywalem Selby'ego w walce o półfinał będzie lepszy z pary Ken Doherty/Alan McManus, dlatego też tak mi szkoda tej porażki, bo było praktycznie pewne, że zwycięzca pojedynku z pary Selby/Carter ma otartą drogę do półfinału, a wtedy to już tylko jeden malutki kroczek do wielkiego finału.

Ronnie O'Sullivan vs Joe Perry 7:9

Tego meczu nie oglądałem, więc niestety zbyt wiele na jego temat nie napiszę, aczkolwiek w dalszym czasie utrzymuje się bardzo ciekawa sytuacja i czeka nas naprawdę emocjonująca 3 sesja. Z tego co czytałem to Perry mógł, a nawet powinien po tej 2 sesji prowadzić 10:6, ale nie wytrzymał presji i przegrał tą ostatnią partię drugiej sesji z faworyzowanym rodakiem i nadal wszystko jest na styku. Liczę, że w tym meczu, którego początek III sesji rozpocznie się już o 11:00 będą takie emocje jakich oczekiwałem po spotkaniu Selby'ego z Carterem.

Alan McManus vs Ken Doherty 4:3

Oglądałem bodajże tylko czwartego frejma tego pojedynku, w którym to monster snookera założył Doherty swojemu przeciwnikowi. Było to o tyle istotne, że Irlandczyk w tym momencie przegrywał 1:4 i po prostu potrzebował zwycięstwa, aby złapać kontakt z rywalem. Ta sztuka się udała, gdyż doświadczony McManus długo nie był w stanie wyjść ze snookera, a gdy w końcu to uczynił to pozostawił na stole dogodny układ do rozpoczęcia breaka przez Mistrza Świata z 1997 roku. Pozostałych partii nie oglądałem, ale i nie żałuje, bo poziom tego meczu pozostawia wiele do życzenia, a i tempo nie jest rewelacyjne co spowodowało, że jeden frejm został przełożony na kolejną sesję tego meczu.

Barry Hawkins vs Ricky Walden 7:9

W tym pojedynku wynik jest także nieco zaskakujący dla mnie, ponieważ Hawkins świetnie rozpoczął to spotkanie od prowadzenia 3:0, a drugą część pierwszej sesji i II sesja to już popis gry Waldena, który dwukrotnie popisał się breakami 100-punktowymi. Ten mecz oglądam tyle o ile, więc nic odkrywczego nie napiszę. Mam nadzieję, że ostatnia sesja będzie już należeć do "Hawka".

Zestaw gier na dzisiaj:
11:00:
Alan McManus vs Ken Doherty (2 runda - sesja II)
Ronnie O’Sullivan -vs Joe Perry (2 runda - sesja III)
15:30:
Judd Trump vs Ryan Day (2 runda - sesja I)
Barry Hawkins vs Ricky Walden (2 runda - sesja III)
20:00:
Dominic Dale vs Michael Wasley (2 runda - sesja I)
Alan McManus vs Ken Doherty (2 runda - sesja III)

_________________
Moderator forum WrestleFans: 11.06.2015 - 25.04.2017
2x Moderator roku: 2015, 2016
8x User Miesiąca: Grudzień 2011, Czerwiec 2015, Listopad 2016, Sierpień: 2014, 2015, 2016, 2017, 2018

Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 

Offline
Post: sob kwie 26, 2014 11:00 pm 
Star
Awatar użytkownika

Rejestracja: śr paź 06, 2010 8:57 pm
Posty: 1768
Lokalizacja: Warszawa
Ronnie O'Sullivan 13-11 Joe Perry

Oglądałem tylko trzecią sesję tego pojedynku i nie mogłem trafić lepiej, bo to był jedyny okres tego pojedynku, w którym Ronnie grał jak na "Rakietę" przystało. Dzisiaj zagrał tak jak w 2012 i 2013 w Crucible, a także jak w Mastersie i Welsh Open w tym roku i wlał nadzieję w serca swoich kibiców, że może zostać mistrzem świata po raz trzeci z rzędu. Byłem pełen obaw, bo sesja zaczynała się od wyniku 7-9 i O'Sa cały czas gonił wynik, ale nie mógł doprowadzić do remisu mimo swoich okazji, bo popełniał głupie błędy. Jednak w końcu wyrwał frejma na 11-11 (to był dopiero drugi remis w meczu, wcześniej 1-1), który nota bene nie powinien paść jego łupem, bo Perry budował wygrywające podejście, ale przy rozbiciu z niebieskiej wpadła mu biała bila i aktualny mistrz świata nie wypuścił tej okazji z rąk. Strasznie zaimponowała mi postawa O'Sullivana, bo było widać, że jest skupiony i chce wygrać z Perrym, co uczynił w kapitalnym stylu. Dwa fantastyczne podejścia na 12-11 i 13-11, które zostały uwieńczone setkami - dokładnie 124 i 113. Zwłaszcza ten brejk na pierwsze prowadzenie "Rakiety" w tym spotkaniu był kapitalny, bo podszedł do naprawdę trudnego układu, ale wyczyścił go do końca jak na niego przystało. Co do meczu to warto wspomnieć, że w 1. sesji O'Sa miał skuteczność długich bil ok. 13%, w drugiej ok. 27, a w trzeciej już ponad 80 (łącznie 61%). Natomiast skuteczność wbić w trzeciej to było już ok. 97% i łącznie stanęła na 92%. Ogólnie jeżeli Ronnie w ćwierćfinale zagra tak, jak w ostatniej części meczu z Perrym to jestem spokojny o wynik niezależnie od rywala - po prostu na bardzo dobrą grę O'Sullivana nie ma mocnych i to niezależnie czy po drugiej stronie stanie Murphy, Fu, Allen, Selby czy jeszcze inny zawodnik. Btw. streak Ronniego w Crucible od 2012 roku to 12-0 i nie ukrywam, że liczę na to, iż po tegorocznych MŚ będzie on wynosił 15-0 :)

A co do pierwszej rundy to z tych niespodzianek miałem niezłą skuteczność, bo spodziewałem się awansu Dale'a, Doherty'ego, McManusa i Daya, za to kompletnie zaskoczył mnie Wasley i dobrze zaprezentował się Allen, który nie odpadł z Holtem. Co do meczu Kena Doherty'ego i Alana McManusa to byłem załamany poziomem tego pojedynku w drugiej sesji, Doherty do frejma nr 14 (było wtedy 3-10) miał najwyższego brejka o wartości 26, co bardzo dużo mówi o poziomie tego spotkania. Zmarnował z kilkanaście szans na ugranie większej ilości partii, ale sesja skończyła się wynikiem 5-10 i kilkanaście minut temu widziałem, że było 8-12 (nie wiem jak jest teraz, bo nie działa mi livescore). Byłem w tej parze za Irlandczykiem, ale z taką grą - jak to powiedział któryś komentator na ES - odpadłby w 2. rundzie Mistrzostw Polski, a co dopiero Mistrzostw Świata.

Z meczów, które jeszcze się nie zaczęły, czekam na Murphy - Fu i Allen - Robertson. Pierwsza para wyłoni rywala Ronniego w 1/4 i na papierze prezentuje się znakomicie, a w drugiej niby jest wyraźny faworyt, ale ja jako fan północnoirlandzkiego snookerzysty czekam na to spotkanie i liczę na niespodziankę. Come on Mark! :)

_________________
ObrazekObrazek


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 111 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następna


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 7 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  


Powered by phpBB © 2007 phpBB Group