Logowanie | Rejestracja


Zaloguj się

Nazwa użytkownika:   Hasło:   Loguj mnie automatycznie  
Dzisiaj jest śr sty 24, 2018 1:44 am

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]





Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 512 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 31, 32, 33, 34, 35  Następna
Autor Wiadomość

Offline
Post: wt sty 02, 2018 3:59 pm 
Superstar
Awatar użytkownika

Rejestracja: sob gru 22, 2012 10:20 am
Posty: 3040
Lokalizacja: Grodzisk Mazowiecki
John Wick (2014)

http://www.filmweb.pl/film/John+Wick-2014-698144

Strasznie solidne kino akcji, aż można powiedzieć do bólu solidne, nie nastawiałem się tu na fabularne fajerwerki więc nie było to dla Mnie zawód, film można powiedzieć opisujący zemstę, no ukradli Mu samochód i zabili psa, a On się mści, no powód taki średni, no ale po dodaniu że był zniszczony po śmierci żony to pewnie po zbiciu doniczki z kwiatkiem by taką akcję zrobił XD Keanu Reeves w roli głównej sprawdza się świetnie, jak dla Mnie gość jest stworzony do tego typu kina, oprócz Niego Willem Dafoe tworzy ciekawą postać, no i recepcjonista zawsze na propsie XD Na minus główny zły i jego syn którego gra Theon Greyjoy'a z gry o tron którzy są po prostu do bólu przeciętni. Co najważniejsze sceny walki są zrobione bardzo starannie, zawsze wiadomo co dzieje się na ekranie, wiadomo realizmu mało, ale sceny ogląda się naprawdę z przyjemnością, do tego naprawdę dobra muzyka.

6/10

Fighter (2010)

http://www.filmweb.pl/film/Fighter-2010-420435

Jak Ja się spodziewałem sztampowej sportowej papki o drodze na szczyt i Niby tak było, ale zrealizowane w tak świetny sposób, niby sztampowa historia, ale poprowadzona w nietypowy sposób. Opowiada o gości który wraca do boksu i Jego relacjach z rodziną i nową poznaną dziewczyną i te ukazanie relacji Mnie urzekło Swoją prawdziwością. Pokazuje jak w przypadku wielkiego talentu każdy chce stać za tym sukcesem, jak to każdy chce mieć go na wyłączność, a On tylko się chce w spokoju przygotować do walki. Christian Bale w roli Jego szalonego brata wypada świetnie, z jednej strony postać dramatyczna, a z drugiej dostarcza masę komedii, Amy Adams jak zawsze wypada świetnie i przy Nich odgrywający główną rolę Mark Wahlberg wypada trochę blado.

8/10

_________________
User Roku 2017
Najprzyjaźniejszy User Roku 2017
2x User Miesiąca: Czerwiec 2017, Wrzesień 2017

Moderator od 22.09.2017

1 miejsce w Typerze Evolve i PWG 2016
2 miejsce w Typerze CZW, NOAH i NJPW 2016
3 miejsce w Typerze ROH 2016


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 

Offline
Post: wt sty 02, 2018 4:59 pm 
Legenda
Awatar użytkownika

Rejestracja: wt wrz 23, 2008 6:52 pm
Posty: 5591
Lokalizacja: Szczecin
U mnie filmowe podsumowanie roku 2017 wygląda następująco:

Obejrzanych/ocenionych filmów 231. Z tego średnia ocena to 5,60.
Taka duża liczba, bo też jakieś parominutowe krótkometrażówki, a i pewnie zdarzyło się ocenić coś, co wcześniej się już widziało. Albo coś pojebałem w filtrowaniu, chociaż jak dałem "w ciągu ostatniego roku" to też mi wyszło tyle :P


Nie dałem w tym roku żadnej 10'tki, lecz dałem trzy 9'tki i szesnaście 8'mek.
Trzy filmy załapały się też na jedynkę.


Jeśli chodzi o filmy z samego roku 2017, to mam ich na koncie 58. Wśród nich żadnej 10'tki i 9'tki, ale też żadnej 1'nki.
Średnia ocena: 5,5.


Najgorsza piątka 2017:
5. PolandJa. Komedia z tego żadna. Pogubił się w tym reżyser. Niby przekaz jest, ale nie trafia, bo kiepsko się to ogląda. Momentami naiwny.
4. Bright. Kilka rozsypanych puzzli, a każdy osobno wygląda słabiutko. Pomysł był dobry (nie bawimy się w alternatywne światy), jednak wykonanie okazało się być fatalne.
3. Volta. Ojojoj, słabiutko. Jako komedia niezbyt zdaje egzamin, zaś jako kryminał jest pogmatwany i niezbyt ciekawy.
2. Następcy 2. Pierwsza część zdatna do przełknięcia. Druga część.... o matko, ależ to była kupa. Rozczarowali.
1. Synalek. Albo ja jestem głupi, albo ten film jest marny. Nierealne, sztuczne. Mnie nie podeszło.


Najlepsza piątka 2017:
5. Obdarowani. Mała Mckenna Grace zrobiła dobrą robotę.
4. Thor: Ragnarok. Jedne żarty podejdą, inne nie. W większości jednak na 'tak" :) Hulk robi tu świetną robotę, pozytywne wrażenie robi Korg, natomiast zanika nam.... Loki. Polecam.
3. Baby Driver. Jeden z lepszych filmów tego roku, po prostu :)
2. Mother! Odważne dzieło, które wymaga bardzo otwartej głowy. Kiedy się poukłada klocki kto jest kim, zmusza do refleksji. Oglądać !
1. Strażnicy Galaktyki vol. 2. Przyjemna i zabawna przygoda. Oglądajcie !

_________________
Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 

Offline
Post: wt sty 02, 2018 10:52 pm 
Legenda
Awatar użytkownika

Rejestracja: wt wrz 23, 2008 6:52 pm
Posty: 5591
Lokalizacja: Szczecin
Zawsze jest czas na miłość
Emily Walters (Diane Keaton) jest amerykańską wdową mieszkającą w sąsiadującej z wiejskim otoczeniem dzielnicy Londynu. Kobieta nie może jednak znaleźć sobie miejsca w życiu. Pewnego dnia poznaje ekscentrycznego właściciela osobliwej chatki znajdującej się na obrzeżach miasta (Brendan Gleeson). Między nimi rodzi się wyjątkowa więź, która przeczy wszystkim konwenansom. Wkrótce mężczyzna staje się celem nieuczciwych przedsiębiorców, którzy chcą go wysiedlić. Emily zrobi wszystko, aby mu pomóc, ryzykując nawet odrzucenie przez grono dotychczasowych znajomych.
To nie jest oryginalna opowieść. Film od samego początku nie obiecuje nic ponad uroczą opowieść, więc trudno mówić o rozczarowaniu z powodu oczekiwań. Tutaj główną (jedyną poza tematyką dla wielbicieli tego gatunku) atrakcją są nazwiska - Diane Keaton i Brendan Gleeson. Przyznać trzeba, że dobór był trafiony. Diane dobrze się wpasowuje w rolę rozmarzonej starszej pani, uśmiechniętej "singielki", która już odchowała swoje. Tak samo Gleeson jako mężczyzna po przejściach, żyjący we własnym świecie, niemal wyalienowany od społeczeństwa.
Reżyser nie stawia żadnych wyzwań. Film jest lekki i przyjemny na zrelaksowanie się, ale potem idzie w zapomnienie. Nie będziemy go rozpamiętywać. Wszystkie klocki tego story można samemu ułożyć. Choć muszę przyznać, że riposta Donalda w sądzie do adwokata zrobiła na mnie dobre wrażenie :)

6/10



LEGO NINJAGO: FILM
W pełnometrażowym filmie "Ninjago" do walki o Ninjago City staną: młody Lloyd, zwany również Zielonym Ninją, oraz jego przyjaciele – tajni wojownicy i Master Builderzy LEGO. Grupie przewodzi mistrz kung fu, Wu, równie mądry, co dowcipny. Bohaterowie filmu muszą pokonać złego lorda Garmadona, Najgorszego Gościa Wszech Czasów — i jednocześnie ojca samego Lloyda.
Dotychczas na temat filmów w świecie Lego miałem dobre opinie. "Lego Przygoda" oceniłem na ósemkę, "Lego Batman" na siódemkę. Przyszedł jednak gorszy moment. Tak jak przy "Lego Przygoda" pisałem że to bardzo fajna animacja którą można polecić każdemu, tak "Ninjago" to jedynie bajka dla dzieci z podstawówki (początkowe klasy).
"Ninjago" porzuca koncepcję mieszania ze sobą różnych światów i skupia się na świecie wojowników ninja. Co więc mamy ? Z pozoru zwykły nastolatek, wyśmiewany i prześladowany za więzi ze złym ojcem, robi mega błąd, potem naprawia będąc głównym motorem do ostatecznego triumfu i pojednania. Bardzo oklepane story. Do tego nieciekawe postacie; tych pozostałych gości ninja równie dobrze mogło nie być. Jedynie Garmadon w miarę daje radę.
Mam nadzieję, że ten spadek formy to tylko chwilowa zadyszka.

4/10

_________________
Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 

Offline
Post: czw sty 04, 2018 11:47 pm 
Legenda
Awatar użytkownika

Rejestracja: wt wrz 23, 2008 6:52 pm
Posty: 5591
Lokalizacja: Szczecin
Zagłodzeni
Troje młodych ludzi podróżuje do małego miasteczka na Florydzie, gdzie krąży legenda o dzikich dzieciach. Gdy docierają, zostają porwani przez psychopatę.
Fajna koncepcja - walka o życie człowiek vs człowiek w imię miski jedzenia od stręczyciela. Zabijasz, aby jeść. Całkiem nieźle - jak na aktorów z niższej półki - pokazali desperację ludzi, którzy dłużej byli uwięzieni. Mimo że film jest w dużej mierze przewidywalny, idzie dotrwać do końca przy utrzymującym się jako tako zainteresowaniu.
Oczywiście jak to w "horrorach" klasy B, logika jest większą abstrakcją, niż w WWE. Bohaterowie CIĄGLE są w pełni sił (nawet po uderzeniu przez samochód :!: ). Dwóch braci po takim samym okresie niewoli - jeden wyraźnie zarośnięty, drugi praktycznie bez zmian. Więźniowie po tygodniach (miesiącach ?) wygłodzenia nieustannie w dobrej formie. Nawet się nie będę zastanawiał, gdzie załatwiali potrzeby fizjologiczne.
Jak pisałem wyżej, fajna koncepcja, ale wiele niedociągnięć. Zdatne do obejrzenia, jeżeli ktoś lubi tego typu filmy.

4,5/10


Siedem sióstr
Koniec XXI wieku. Ze względu na skrajne przeludnienie wprowadzone zostają drastyczne przepisy, pozwalające na posiadanie tylko jednego dziecka. Specjalna służba wyłapuje i neutralizuje „nielegalne” dzieci. Gdy więc w rodzinie Settmanów na świat przychodzą siedmioraczki (Noomi Rapace), rodzice stają przed dramatycznym wyborem. Nie godząc się z polityką władz postanawiają ukrywać córki w domu, pozwalając każdej z nich opuszczać go w jednym wyznaczonym dniu tygodnia. Każda z nich ma na imię tak jak nazywa się jej dzień: Poniedziałek, Wtorek i tak dalej. Dla świata mają jednak pozostać jedną osobą – Karen Settman. Przez lata ta skomplikowana gra prowadzona jest z powodzeniem, mimo narastającego terroru i inwigilacji. Jednak pewnego dnia Poniedziałek Settman nie wraca do domu…
Lubię takie filmy koncentrujące się na dystopii. Zazwyczaj pozostawiają po seansie pole do dyskusji. Tak też jest i tutaj, bo niby Nicolette Cayman (Glenn Close) jest bezwzględna i wymusza na obywatelach odgórnie przydzielone planowanie rodziny, jednak swoje argumenty ma.
Podobało mi się podejście do tego rodzeństwa. Niby siedmioraczki z krwi i kości, a jednak relacje bywają napięte; nie są jednomyślne co do narzuconego im planu na całe życie. Ciężar gry aktorskiej w całym filmie spoczywa na barkach Noomi Rapace, grającą siedem sióstr o odmiennych charakterach i radzi sobie z tym niełatwym zadaniem bardzo dobrze.
Akcja rozgrywa się dobrym tempem, ale twórcy trochę jednak odlecieli. Upadek z trzeciego piętra na metalowy kontener na śmieci, by chwilę potem być gotowym do biegu sprinterskiego..... ^^ Jak już w tym akapicie narzekam, to dodam że ten agent który goni siostry, wyszedł w tym filmie na mega-parówkę. Nie dość że daje tym siostrom dużo swobody czasu, to jeszcze zawsze - poza jednym wyjątkiem na końcu - się spóźnia. Nie dziwne, że rola gościa ograniczyła się do wypowiadania soczystych przekleństw :P Mam też mieszane uczucia do głównego twistu pod koniec. Z jednej strony jakoś trzeba było wykazać podział dobro-zło, a z drugiej strony jest to dość łopatologiczne; nietrudno po pierwszych scenach filmu domyślić się, że coś będzie w tej całej koncepcji nie tak.
Miałem przy tym filmie duże zainteresowanie, praktycznie niesłabnące. Muszę to docenić przy ocenie, ale widzę też te niedociągnięcia. Film na pewno dostarczy dobrej rozrywki, a i da nam możliwość do przemyśleń po seansie. Polecam :)

7,5/10

_________________
Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 

Offline
Post: pt sty 05, 2018 12:23 pm 
Superstar
Awatar użytkownika

Rejestracja: sob gru 22, 2012 10:20 am
Posty: 3040
Lokalizacja: Grodzisk Mazowiecki
Spider-Man: Homecoming (2017)

http://www.filmweb.pl/film/Spider-Man%3A+Homecoming-2017-659676

Dla wielu Marvel roku, dla Mnie po prostu dobry film, ale do takiego Logana Mu trochę brakuje, a i Thor był dla Mnie lepszy. Duży plus tego filmu to że tak powiem powtórzenie motywu z Wojny o Planetę małp, czyli nie robienie wielkiej historii z ratowaniem świata, ale sprowadzenie jej do małej skali. Do tego historia opiera się tu tylko na spider manie, co jest ogromnym plusem, bo jakby tu wepchnąć kilku innych superbohaterów to nie daliby rozwinąć się postaci Parkera, bo właśnie to postać ludzka jest bardziej eksponowana, gość który serio jara się Swoimi mocami, chce pomagać ludziom co Mu trochę średnio wychodzi i próbuje przestać być nerdem co Mu jeszcze bardziej nie wychodzi XD Sceny akcji przyjemne w oglądaniu, humor niezły, ale momentami za bardzo skupia się w okół jednego tematu. Do tego solidny zły, sztampowy, ale dobrze zrealizowany wątek miłosny który jednocześnie łączy się z wątkiem głównym. Czyli ogólnie dobre kino Marvela, ale nie było takiej rzeczy która urzekła Mnie tak jak w Loganie.

7/10

Król rozrywki (2017)

http://www.filmweb.pl/film/Kr%C3%B3l+rozrywki-2017-536242

Musicale mają to do Siebie że często są kiczowate i tu jest tego idealny przykład, miałem podczas oglądania tego filmu z 2-3 momenty w których wahałem się nad wyjściem z kina, ale z perspektywy czasu się cieszę że tego nie zrobiłem. Historia Niby o cyrku, a porusza tematy rasizmu, dyskryminacji społecznych i samorealizacji w dość luźny sposób, ale gdy trzeba to film zwalnia, muzyka dobrze dopasowuje się do nastroju, choć poza jednym utworem nic nie wpadło Mi w uchu. Hugh Jackman idealnie pasuje tu do Swojej roli, a postać którą tworzy to MVP tego filmu, trochę Mi szkoda niewykorzystanego potencjału Michelle Williams która później zeszła na boczny tor, a Zac Efron jest po to żeby więcej nastolatek kupiło bilety XD Trochę żałuję zmarnowanego potencjału, bo film naprawdę porusza ciekawe i trudne tematy, ale robi to zbyt powierzchownie no i momentami wpada w kiczowatość (Dobra La La Land momentami też to robił, także wybaczam XD ).

6/10

_________________
User Roku 2017
Najprzyjaźniejszy User Roku 2017
2x User Miesiąca: Czerwiec 2017, Wrzesień 2017

Moderator od 22.09.2017

1 miejsce w Typerze Evolve i PWG 2016
2 miejsce w Typerze CZW, NOAH i NJPW 2016
3 miejsce w Typerze ROH 2016


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 

Offline
Post: sob sty 06, 2018 11:43 pm 
Legenda
Awatar użytkownika

Rejestracja: wt wrz 23, 2008 6:52 pm
Posty: 5591
Lokalizacja: Szczecin
Dla zainteresowanych.
Reżyser filmu 'Gwiezdne Wojny: Ostatni Jedi' wypowiedział się na temat TEJ sceny z Leią. Oczywiście spoilery dla tych, którzy jeszcze filmu nie widzieli.


_________________
Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 

Offline
Post: ndz sty 07, 2018 3:55 am 
Superstar
Awatar użytkownika

Rejestracja: sob gru 22, 2012 10:20 am
Posty: 3040
Lokalizacja: Grodzisk Mazowiecki
The Florida Project (2017)

http://www.filmweb.pl/film/The+Florida+Project-2017-787309#

Słyszałem o tym filmie dużo dobrego i włączyłem listę najlepszych filmów Dema i pierwsze miejsce, no to trzeba było pójść i się nie zawiodłem.
Koncepcja świetna dramat widziany oczami dziecka, które wiadomo jak to dziecko nie wie do końca co się dzieje, a widz doskonale zdaje Sobie z tego sprawę z powagi sytuacji, ale przez to że historia jest opowiedziana z takiej właśnie perspektywy film jest bardzo łatwy i przyjemny w odbiorze, mimo to że poważnie porusza naprawdę ciężkie tematy. To na co większość zwraca uwagę to gra aktorska dzieci, serio mistrzostwo świata, film w tym aspekcie jest można powiedzieć przełomowy, ogólnie poza Willem Dafoe (który jest świetny Swoją drogą) nie ma tu znanych nazwisk, wystarczy powiedzieć że reżyser znalazł główną bohaterkę na instagramie. Do tego film jest bardzo fajny ze strony wizualnej podkreślając mocno ten kontrast między tym bajkowym światem, a problemami prawdziwego świata.

9/10

Lobster (2015)

http://www.filmweb.pl/film/Lobster-2015-702950

Filmy hotelarskie u Mnie zawsze na propsie :P Tak całkiem na serio jest to mocno ciężkie kino w stylu Lanthimosa i widać wiele podobieństw do Morderstwa Młodego Jelenia. W świecie przedstawionym przez Greckiego reżysera nie można być singlem (czyli WF [*] XD ), postacie tu występujące za wszelką cenę chcą znaleźć Sobie drugą połówkę idę czasem na chore kompromisy. Postacie jak to w Jego filmach są prawie wyprane z uczuć (często też stwarzają Ich pozory, aby mieć z tego konkretny zysk) i główny bohater jest tego idealnym przykładem, już nie mówiąc o kobiecie której jedyną cechą jest totalny brak uczuć gdzie u Niej jest to przerysowane do granic możliwości.
Skłania do przemyśleń na team poświęcenia i dążenia do akceptacji za wszelką cenę w trochę inny, może nawet bardziej dosadny sposób i mimo że w 3/4 filmu lekko straciłem zainteresowanie to film jako całość jest warty uwagi.

7+/10

No i w końcu wchodzimy w piękny okres, gdy do Naszych kin wchodzą produkcje oscarowe :D

_________________
User Roku 2017
Najprzyjaźniejszy User Roku 2017
2x User Miesiąca: Czerwiec 2017, Wrzesień 2017

Moderator od 22.09.2017

1 miejsce w Typerze Evolve i PWG 2016
2 miejsce w Typerze CZW, NOAH i NJPW 2016
3 miejsce w Typerze ROH 2016


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 

Offline
Post: ndz sty 07, 2018 6:14 pm 
Low carder
Awatar użytkownika

Rejestracja: pt sty 22, 2016 10:35 pm
Posty: 360
Obrazek



I, Tonya
2017 r.
Reż. Creig Gillespie

Losy Tonyi Harding ( Margot Robbie ), amerykańskiej łyżwiarki figurowej z przełomu lat 80 i 90, podane w iście Scorsese'owym stylu. Całe - bardzo kontrowersyjne - życie wielokrotnej medalistki, innowatorki, prekursorki, genialnej łyżwiarki w jednym miejscu. Kobiety, która na stałe zapisała się w historii nie tyle łyżwiarstwa, co sportu. Jej błyskawiczny wzlot i jeszcze szybszy upadek.


Oj, długo czekałem na ten tytuł. Co prawda polska premiera będzie dopiero w marcu ( Producenci pomyśleli i I, Tonya wlatuje przed/w trakcie zimowych igrzysk w Pjongczang, a w Polsce po xd ), więc skusiłem się na seans w Internecie. Spokojnie, do kina w marcu też pójdę, bo - tu spoiler - film bardzo dobry.

Biografia Harding to samograj, ale wypadałoby mieć jakieś umiejętności w tworzeniu dzieł filmowych. Gillespie ma. Plus wzorował się ( choć nie znalazłem oficjalnej informacji o tym ) Martinem Scorsese. Więc Robbie nie jest jedynym wspólnym mianownikiem I, Tonya z Wilkiem z Wall Street na ten przykład. Nawet mniej spostzregawcze oko znajdzie podobieństwa.

Mamy uroczo odwzorowane lata 80/90 ubiegłego wieku, mamy wysoce patologiczny klimat, komizm, którego według mnie nie jest ani za mało, ani za dużo, lecz akademia pewnie będzie się "pultała", co pomimo wielu ciężkich, jak na dzieło z gatunku dramatu przystało scen - będzie głupie. Ale cóż.
Poza tym mamy bardzo dobry montaż, ujęcia na lodzie robią wrażenie, mimo, że widać komputerowe efekty. Na mnie jednak działają najbardziej te, gdzie pozornie nic się nie dzieje.
Muzyka jest w porządku, kilka szlagierów można usłyszeć, które nie są "by być", a aktorstwo stoi na bardzo wysokimi poziomie.
Role męskie zostają trochę w cieniu. Mimo to Stan bardzo przekonująco odgrywa niezrównoważonego, nie zbyt inteligentnego męża z marginesu społecznego, a "Bodeguard", którego znam ze serialu Kingdom aż prosi się, żeby mu wpierdolić.
Oskary jeśli się posypią, to jednak u pań. Robbie miała wielkie pole do popisu. Wybrała genialny film pod siebie( którego jest też współproducentem ), pokazuje całą paletę emocji, zachowań, stała się jak Tanya Harding. Moim zdaniem wybitna rola kogoś, kto podobno ma tylko "ładną buźkę". Najlepsza jej rola, gdzie przeszła wielką metamorfozę. Ale jest jeszcze ktoś, kto przyćmiewa Margot, a jest to jej filmowa matka, czyli Allison Janney . Zimna bestia pod przebraniem stoickiej staruszki. Genialna rola. Jest okrutną, kochającą ( o ile w ogóle ) inaczej. Pełna odraza. Kradnie sceny.
Fabuła jak na film biograficzny przystało jest odwzorowana bardzo dobrze, aż do momentu, kiedy Reżyser wybiera jak przedstawić historię, która kończy jej karierę. Gillespie wybiera ukazanie Harding jako niewinnej, co z efektem patologii rodzinnej każe nam współczuć, wstawić się za nią, a "nienawiść" spodnie na wszystkich wokół niej. Czy ma rację? Nie wiadomo. Losów jednak nie da się cofnąć. Tonya kończy jak kończy.

Patrząc tak, jak Gillespie tego chce - dostajemy mega smutną opowieść o utalentowanej dziewczynie, której świat, otoczenie, przeszłość pozwoliły na tylko moment zasłużonej sławy. Dramat, z określoną ilością komizmu, genialnym aktorstwem, stroną wizu i audiowizualną. A i pewnie zapomniałem o czymś co chciałem zaznaczyć.
Bardzo dobry film. Kawał dzieła ukazujący karierę niezwykłej postaci.
8/10

Czas na kolejnych Oskarowiczów. Biorę się za Trzy billboardy za Ebbing, Missouri.

_________________
Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 

Offline
Post: ndz sty 07, 2018 11:26 pm 
Star
Awatar użytkownika

Rejestracja: czw gru 24, 2015 11:27 am
Posty: 1162
Lokalizacja: Tulczyn
Ok w końcu mi się udało. Oto 30 najgorszych filmów 2017 roku:

30. xXx: Reaktywacja
29. Notatnik śmierci
28. Transformers: Ostatni rycerz
27. Głowa rodziny
26. Linia życia
25. Pierwszy śnieg
24. Volta
23. Mumia
22. Bright
21. Babskie wakacje
20. Wszystko albo nic
19. Rings
18. Totem
17. Just Getting Started (oglądane po angielsku i na szczęście do nas ten film nie zawita)
16. Dirty Dancing (remake oryginału robiony dla telewizji)
15. Jej twarz
14. PolandJa
13. Mroczna wieża
12. Geostorm
11. Botoks
10. Boo2! A Madea Halloween
9. Emotki: Film
8. Jak dogryźć mafii
7. Szatan kazał tańczyć
6. Assasin's Creed
5. Ciemniejsza strona Grey'a
4. Porady na zdrady
3. Pakt krwi
2. Na układy nie ma rady
1. The Leyover (film tak tragiczny że poniósł z miejsca klapę finansową więc u nas na szczęście go nie będzie, a ja go widziałem oczywiście w internecie)

_________________
Obrazek

Obrazek

4 miejsce w typerze WWE 2017
-
6 miejsce w typerze ROH, NJPW 2017

Progres roku 2017
2x User Miesiąca: Marzec 2017, Październik 2017


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 

Offline
Post: czw sty 11, 2018 11:01 pm 
Legenda
Awatar użytkownika

Rejestracja: wt wrz 23, 2008 6:52 pm
Posty: 5591
Lokalizacja: Szczecin
Goodbye Christopher Robin
Życie pisarza A.A. Milne'ego (Domhnall Gleeson) i jego relacji z synem Christopherem Robinem (Will Tilston), którego zabawki zainspirowały autora do stworzenia magicznego świata „Kubusia Puchatka”.
Nie bardzo wiem, jak na to spojrzeć. Mamy tu wątki, które gdzieś nam się rozmywają. Powojenny stres Milne'ego pojawia się co jakiś czas, lecz nagle rach-ciach zostaje problem pokonany przy zabawie z balonami. OK, mogę to jeszcze zrozumieć; nie byłem na wojnie, więc nie znam się też na radzeniu sobie psychicznie po niej. Twórcy pokazują też proces powstania "Kubusia Puchatka" (co było interesujące) , lecz przy tej rosnącej popularności mały Christopher zaczął tracić swe dzieciństwo. Tą część filmu uważam za największy plus. Lecz skoro o rodzinie mowa, to ciekaw jestem czy w miarę wiernie odwzorowano postać Daphne, bo wychodzi na to że jest ona niesympatyczną materialistą (tu też się to rozmywa).
Może film nie jest takim tributem dla "Kubusia Puchatka", ale jednak familijny jest i należało się spodziewać że będzie trochę cukierkowato. Niemniej, pod koniec moim zdaniem z tą słodkością przesadzili. Aż sprawdziłem w biografii i wygląda na to że rzeczywiście poszli w cukierkowatość.

6/10 (naciągane)




Coco
Bohaterem filmu jest Miguel. W jego rodzinie od pokoleń muzyka jest zakazana. Jednak Miguel marzy, by pójść w ślady swojego idola, wielkiego muzyka Ernesta de la Cruza. Zdesperowany chce udowodnić światu swój talent, a to – za sprawą serii przedziwnych wydarzeń – doprowadzi go do niezwykle kolorowej Krainy Umarłych. Po drodze spotyka uroczego oszusta Hectora. Wspólnie spróbują rozwikłać tajemnicę z przeszłości rodziny Miguela...
Jak się twórcy filmów animowanych postarają, to potrafią zrobić naprawdę świetne dzieło. Disney tutaj postawił na historię, stawiając młodego bohatera przed poważnymi dylematami. Co ciekawe, komedii jest niewiele, a bardziej postawiono na inteligencję wobec ważnego tematu; Disney wyszedł z tego bardzo dobrze. Inna ciekawa sprawa to że ciężko tu zapamiętać na dłużej pojedynczą postać, ale za to cały film po zsumowaniu wszystkiego jest godny polecenia i zapamiętania.
Nie ukrywam, że dałem się w ten świat wkręcić; dałem się wkręcić w obecne tu twisty oraz we wzruszenia. Na początku może nie zapowiada się na coś klasowego, ale wraz z kolejnymi minutami coraz wyraźniej tak jest. Film przypomina nam, że w życiu najważniejsza jest rodzina i pamięć o naszych przodkach. Niby oczywiste, a jednak "Coco" w przyjemny sposób nam to odświeża.

9/10


W związku z powyższą oceną, aktualizacja Top 5 z 2017 (może potem trafi się też coś, tylko kwestia tego czy będę o tym pamiętał :P ). Pierwsza 9'tka dla filmu z zeszłego roku !

5. Thor: Ragnarok
4. Baby Driver
3. Mother!
2. Strażnicy Galaktyki vol. 2
1. Coco

_________________
Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 

Offline
Post: sob sty 13, 2018 12:07 am 
Low carder
Awatar użytkownika

Rejestracja: pt sty 22, 2016 10:35 pm
Posty: 360
Obrazek

Spider-Man: Homecoming
2017
Reż. Jon Watts


Tom Holandia jako Żyd, który chodzi po ścianach, po epizodzie z Afendżersami wraca do swojego życia z ciotką May (wygląda jak nastka) i do przygód w szkole. Ale bierze go chcica, żeby do ekipy Uron Mana dołączyć. Ten ( niezawodny Downey Jr) mu nie pozwala. Nagle pojawia się Vulture (Keaton), który chce go dorwać.


Odkąd wyszły plotki, że będzie to film z dzieckiem w roli głównej widziałem, że będę psioczył. Jako fan serii Raimi'ego i NIE! hejter filmów z Garfieldem i Stone mogę się wyżyć na tym tytule. Tytule, który jest niestety dobry.

Oczywiście jako film o dzieciach, dla dzieci, ale zrobiony co najmniej dobrze. Moje klimaty to Watchman, albo tak jak powiedziałem - Seria twórcy m.in. Wrót do piekła i oryginalnego Martwego Zła ( jeśli chodzi o filmy z superbohaterami). I choćby nie wiem jak dobry humor tu był ( a był na "ok" poziomie ) , jak słodko pierdząco się to nie skończyło (a się tak skończyło), jak uroczy Holland by w tej roli nie był ( a był ) i jak bardzo Spider Mana po prostu lubię (a lubię ), tak to będzie tylko i wyłącznie film o dzieciach dla dzieci.
Jedna scena mi się podobała 'bardziej' - ta rozmowa Keatona i Hollanda w samochodzie. Fajny motyw.
Ale nie pojechałem Etiopii, żeby otworzyć restaurację.
Na tym, co dostałem bawiłem się względnie dobrze. Czasami mnie zemdliło, ale nie było tragedii. Jest wiele innych filmów o "herosach", gdzie będę mógł się zachwycać charakterystyką głównego bohatera lub ciężkim i mrocznym klimatem (Venom? , Sinister Six?, coś od DC? ). Ma swoje mocne strony, ale czymś genialnym nie jest. Ot upchanie jakieś story do postaci Spider Mana.
Swoje zadanie spełnił. Planowanych odbiorców zadowolił. A ja - mimo, że od początku ze złym nastawieniem bawiłem się ok.
6/10

_________________
Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 

Offline
Post: pn sty 15, 2018 1:17 am 
Low carder
Awatar użytkownika

Rejestracja: pt sty 22, 2016 10:35 pm
Posty: 360
Obrazek



Lady Bird
2017
Reż. Greta Gerwig


Christine „Lady Bird” McPherson (Saoirse Ronan) - nastolatka z nienawidzonego przez nią Sacramento - przeżywa buntowiniczy okres dorastania. Chodzi do katolickiej szkoły. Presja działająca na nią z różnych stron odbija się relacjach z matką (Laurie Metcalf), która utrzymuje rodzinę po stracie pracy przez ojca. Jesteśmy świadkami burzliwego wchodzenia Lady Bird w dorosłość i jej walki ze światem.

Mega sympatyczny film. Takie wrażenie mnie ogarnęło po seansie. Zaraz obok wniosku, że Lady Bird to nie materiał na Oscara. Z tyłu głowy miałem te genialne recenzje z Rotten Tomatoes, pochlebne opinie, zachwyty i ostatecznie muszę stwierdzić, że lekko się rozczarowałem. Bo tak jak powiedzIałem - jest to film sympatyczny, czyli ogląda się go przyjemnie, lekko, niektóre aspekty są świetne, ale nie odnoszę wrażenie - teraz, jakiś czas po obejrzeniu - że miałem do czynienia z genialnym dziełem.

Skupiamy się na tytułowej Lady Bird. Jej "imię" też jest pewnym symbolem. Dziewczyna, która jest charakterna, trochę dziecinna, ale w głowie już dawno odfrunęła z rodzinnego gniazda. Marzy się jej Nowy York, wielkie uczelnie, uniezależnienie się od matki. Postać jej rodzicielki jest tu bardzo ważna. W całym tym "wchodzieniu w duże buty" to relacje z nią są najważniejsze. Nie żyje w spartańskich warunkach, ale rygor matki jest czymś co podcina skrzydła Christine. Rozmowy są zimne, oschłe, a dopiero kłótnie, których jest mnóstwo ( i to na pozór o błahe sprawy ) ukazują większe emocje, niestety negatywne. Postać grana przez Laurie wie więcej, więcej przeszła i chce dla córki jak najlepiej, ale przez fakt, że obie są do siebie bardzo podobne, to nie dogadują się.

Tu należy wspomnieć o aktorstwie. Laurie w roli Matki wprost z koszar jest bardzo dobra. Pielęgniarka, która musi sama utrzymywać dom i radzić sobie przy okazji z małym buntownikiem. Tworzy wraz z "córką" mieszankę wybuchową. A Saoirse Ronan ma szerokie pole do popisu. Jej perypetie pozwalają jej bawić się emocjami, zachowaniami, skrajne odczucia w jej wykonaniu są co najmniej ponadprzeciętne. Obie mają szansę na jakieś nagrody, Laurie za dzikie łączenie troski surowością, a Ronan, że przez nastroje przepływa tak, jak widz przez "Lady Bird".

I mamy więc właściwie prostą historię dorastania, pociągającom za sobą idące za tym problemy. Prostą, ale pięknie podaną. Relacje z matką, otoczeniem, szukanie drogi, podejmowanie problemów, radzenie sobie z porażkami... Bez dłużyzn, bo każda scena ma coś zaznaczyć - to wszystko jest ukazane bardzo dobrze.

Ale nic więcej. Czy film na tym traci? Nie, hell no. To co miał pokazać - pokazał w dobrej i prostej formie. Nie doszukiwałbym się tu jednak niczego poza tym, poza dobrym, sympatycznym filmem.

7/10

Kontynuujemy przygodę z Oscarowiczami.
Ja już wiem kto wygrał mojego Oscara, ale zostało mi parę filmów.

PS 1 Jak można nie chcieć mieszkać w Sacramento???
PS 2 Wątek gejowski też jest

_________________
Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 

Offline
Post: śr sty 17, 2018 1:50 am 
Low carder
Awatar użytkownika

Rejestracja: pt sty 22, 2016 10:35 pm
Posty: 360
Obrazek

Call Me by Your Name
2017
Reż. Luca Guadagnino


Jesteśmy we Włoszech, początek lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Mamy wakacje, podczas których 17-nastoletni Elio wypoczywa wraz z rodzicami - odpowiednio uczonym profesorem sztuki antycznej i tłumaczką - w pięknej willi. Elio jest niezwykle bystym i wykształconym mężczyzną, ale ma tyły w zagadnieniach związanych z miłością. Wszystko się zmienia z przyjazdem do willi Olivera - stypendysty z Ameryki, który pracuje nad doktoratem z ojcem Elia. Początkowo niechętnie nastawiony do nowego przybysza z czasem między nimi rodzi się niesamowite uczucie.


O rany, co to za film. Ludzie od napisów na sam koniec dodali od siebie "Polecamy kakao i koc. Przepraszamy za zrujnowanie wieczoru." I gdybym miał więcej wrażliwości w sobie to tak, kakło by się przydało. Jako, że zeszłoroczny Moonlight pokazał, że skomplikowane związki homoseksualne mają więcej szans na sukces w konkursach filmowych, to nie inaczej jest w tym roku. O ile zeszłorocznego triumfatora oglądałem dawno, tak jestem raczej pewien, że Call Me by Your Name zjadło tamtą produkcję. Więc tak : jak ktoś ma uprzedzenia, to nie polecam. CMBYN pozwala sobie na więcej. Ale nie zmienia to faktu, że mamy do czynienia z jednym z filmów roku.


Ukazanie "związku" 17 letniego, drobnego, uczuciowego chłopca z przystojnym, dobrze zbudowanym, poniekąd aroganckim stypendystą trwa trochę czasu, niekoniecznie mamy tu do czynienia z miłością od pierwszego widzenia. Ale gdy namiętność między nimi wybucha.... Nic już nie jest w stanie ich zatrzymać. Relacja jest budowana na tak wielu odczuciach... niepewność, pożądanie, przyjaźń na wszelaki sposób rozumiana. A to wszystko przedstawione subtelnie, z sielankowymi utworami w tle, z malowniczymi, ciepłymi widokami, krajobrazami pięknej Italii. Nieśpieszna praca kamery z wieloma ciekawymi sztuczkami, które nakręcają nas, żebyśmy przenieśli się do tego idyllicznego miejsca, żebyśmy na własnej skórze poczuli to, co przechodzi Elio ( Najlepsza rola jakiegokolwiek aktora under 23 od dawien dawna, czyli genialny Timothée Chalamet ). Jego rozmowy z równym sobie inteligencją, i wartością miłości w sobie Oliverem ( bardzo dobra kreacja Armie'ego Hammera ) są wręcz werbalnym zaprezentowaniem fizycznej miłości.

Pewnie będzie się wam dłużył, ale poważnie trzeba mieć spierdolony łeb, żeby oczekiwać szybszego rozwoju akcji od Guadagnino. Emocjonalna gra pomiędzy głównymi bohaterami jest wręcz nierealna, właściwie jak obraz całego świata przedstawionego. Całe tło, cała otoczka jest jak zaczarowana, jakby specjalnie pod pysznie rozkwitający związek. Związek, wraz z którym Elio wchodzi w dorosłość. Jego wrażliwość jest często zachwiana, można powiedzieć, że momentami to dla niego za dużo. Wątek z Marzi, czyli dziewczyną, z którą m.in. kocha sie Elio przed spotkaniem z Oliverem jest tego najlepszym dowodem. Sam Elio wypłakuje się swojemu partnerowi ze swojego zachowania, a ten pyta go, czy go nie zepsuł przez pozwolenie na oddanie się sobie nawzajem.

Wszystko to prowadzi do jednego z najlepszych monologów w historii kinematografii, genialnej ostatniej sceny, a koniec filmu pokrywają zimne i ciemne kolory, które nastały po wyjeździe Olivera.

Call Me by Your Name jest trochę podobne do Lady Bird, fabularnie, ale klasa filmów nieporównywalna. Piękny film, piękna historia, fajnie być przynajmniej trochę wrażliwym, a i fajny morał na końcu jest.

9/10

Pierwsze "9" od La La Land.

_________________
Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 

Offline
Post: pt sty 19, 2018 12:57 am 
Legenda
Awatar użytkownika

Rejestracja: wt wrz 23, 2008 6:52 pm
Posty: 5591
Lokalizacja: Szczecin
Gdybym była chłopcem
Jeanne (Audrey Dana) jest kobietą po przejściach. Rozwiódł się z nią mąż, który zdradził ją z inną. Trzydziestokilkulatka ma dość facetów i obiecuje sobie, że przez jakiś czas nie będzie miała z nimi do czynienia. Postanawia skupić się na dzieciach i pracy. Pewnego dnia jednak dzieje się coś dziwnego. Kobieta budzi się rano i niespodziewanie odkrywa, że wyrósł jej penis. Zdesperowana, prosi o pomoc przyjaciółkę i lekarza. Perypetie trzydziestokilkuletniej paryżanki, która musi uporać się z pewnym delikatnym problemem.
A więc tak - kobieta po rozstaniu (z jego winy) mówi że robi przerwę z facetami, w nocy kilkunastosekundowa burza i czary-mary, mamy kobietę z penisem. Takie to, kurde, kreatywne story. Marnie się do tego przyłożono, ciężko się to ogląda. Aż kipi klasą C (nawet nie B). Już po 15 minutach miałem dość, ale wytrwałem do końca, aby uczciwie stwierdzić, że film jest do dupy.
Raz się uśmiechnąłem, parę razy pomyślałem: "OK, może to pasuje do komedii, tylko do mnie akurat nie trafiło". Dołożyli do tego wymuszony wątek miłosny - większość filmu nic nie wskazywało na to, by główna bohaterka miała poczuć miłość do kolegi z pracy. Tak jakby w pewnym momencie stwierdzono "zróbmy to" i poszło to w tę stronę.
Ciężko mi się doszukać plusów. Być może francuskie filmy do mnie nie trafiają, choć nie jest to pierwszy film z tego kraju który oglądam i nie zawsze było źle. Jednak - jak dotąd - w żadnym nie było AŻ TAK źle, jak tutaj. Stanowczo nie polecam.

1/10


Twój Vincent
Bohaterowie obrazów Vincenta van Gogha przedstawiają historię życia oraz tajemniczej śmierci artysty.
Nawet jeśli setka malarzy była podzielona na stworzenie tego wszystkiego, to i tak jest to niesamowity ogrom pracy. Powiedzieć, że szacunek się za to należy to jak nic nie powiedzieć.
A sama historia typowo detektywistyczna, ale całkiem niezła. Choć śledzimy jak Armand próbuje rozwiązać przyczynę śmierci malarza, to i tak na ekranie liczy się tylko Vincent. W zasadzie nawet trochę szkoda, że obserwujemy Vincenta cały czas z boku, najczęściej w czarno-białych scenach. Taka animacja pozwoliłaby "wejść w jego głowę", co myślę że pomogłoby w całym tym story. A byłoby w czym pomagać, bo o ile wizualnie to jest 10/10, o tyle fabularnie całość jest..... zwyczajna. Twórcom udało się stworzyć fantastyczny obraz, ale fabuła jest przeciągnięta; emocje dopiero na finiszu. Mimo wszystko, oglądało się przyzwoicie, co doceniam.

7/10

_________________
Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 

Offline
Post: pt sty 19, 2018 2:14 am 
Star
Awatar użytkownika

Rejestracja: czw gru 24, 2015 11:27 am
Posty: 1162
Lokalizacja: Tulczyn
No to zaczynamy sezon z Oscarami:

Dunkierka

Alianccy żołnierze z Belgii, Wielkiej Brytanii, Kanady oraz Francji zostają otoczeni przez niemiecką armię i ewakuowani podczas najbardziej zaciekłej bitwy II Wojny Światowej.

Generalnie szedłem do kina bez jakichkolwiek oczekiwań. Ok wiem że Nolan itp., ale "Interstellar" mnie mocno zawiodło (proszę bez hejtu), kampania marketingowa była słaba, do tego okropne plakaty i nieciekawy zwiastun. Teraz mogę śmiało napisać że to jego najlepszy film od czasu "Incepcji" który był moim pewniakiem do Oscarów gdzieś do października. Jest to też zupełnie inne kino wojenne jakie do tej pory oglądaliśmy. Bez jakichś większych potyczek batalistycznych czy biegających Niemców z karabinami. Nolan podszedł do tej historii inaczej. Film nie posiada żadnego konkretnego bohatera przez co oglądamy zmagania licznej grupy żołnierzy, cały czas rośnie napięcie z uwagi na zbliżających się Niemców co podkreśla niesamowita muzyka Zimmera (te tykanie zegara), z nieba spadają bomby, a przeciwnik za wszelką cenę nie chce by uwięzieni na plaży żołnierze wycofali się do Anglii. Nolan zadbał by realistycznie ukazać wydarzenia na ekranie i mu się to udaje (choć oczywiście zdarzają się małe głupoty jak niekończące się paliwo latającego Toma Hardy'ego). Technicznie jest to arcydzieło: zdjęcia, dźwięk, muzyka. Cudo. Jest to zupełnie inny Nolan niż dotychczas, ale za to już końcówka to typowy Nolan: rosnąca muzyka, bohater wygłaszający podniosłą mowę, zbitka montażowa ukazująca końcowe losy bohaterów. Na koniec dodam że ten film ma jeden duży atut który odróżnia go od innych filmów wojennych - przez 75% filmu nie ma ani grama patosu. "Dunkierka" jest dla kina wojennego tym samym, co nowy "Mad Max" był dla kina akcji. Czy ma szansę na Oscara ? Tylko w kategoriach technicznych, ale bardzo bym chciał by dostał statuetkę za muzykę.

8/10


Trzy billboardy za Ebbing, Missouri

Samotna matka, która straciła córkę w wyniku morderstwa, wynajmuje trzy tablice reklamowe, umieszczając na nich prowokacyjny przekaz.

To jest w 10000% moje kino. Reżyser Martin McDonagh udowadnia że jest godnym spadkobiercom braci Coen. Scenariusz ta prawdziwa uczta dla fanów kapitalnych dialogów. McDonagh wspaniale miesza też kilka gatunków filmowych poczynając od dramatu rodzinnego, przez czarną komedię po kryminał. Z tego co wiem główne role należące dla Frances McDormand, Harrelsona i Rockwella były od samego początku pisane dla nich. Ciężko się dziwić. Każdy z nich tworzy tu postać z krwi i kości, każdy przechodzi jakąś przemianą. W tej historii nie trudno grać na emocjach widza więc bardzo łatwo utożsamić się z główną bohaterką, jej determinacją i bólem spowodowanym stratą córki. Reżyser nie porzuca jednak innych członków rodziny i pokazuje jak z tą tragedią starają się radzić również ojciec i brat, a każdy przeżywa to na inny sposób. Oczywiście główna bohaterka, choć niezłomna w swoich czynach, nie jest osobą pozbawioną wad co nadaje jej autentyczności. Jeszcze bardziej moją uwagę zwróciła świetna rola Sama Rockwella. Fatalnego gliniarza, alkoholika i rasisty który za wszelką cenę chce "złamać" bohaterkę (kapitalna scena słuchania piosenki ABBY) choć i On pokaże też niespodziewanie swoje dobre strony. Emocji dorzuca też będąca w tle nostalgiczna muzyka. Niestety też są wady. Momentami bywa trochę przesadnie ckliwy, niektóre rozwiązania fabularne jak przemiana pewnego bohatera czy pod koniec spotkanie oprychów w barze jest naciągane i dziwne zachowanie policji - kompletny brak zaangażowania w poszukiwanie sprawców podpalenia komisariatu czy ukarania typa który wyrzucił na ich oczach człowieka przez okno. Samych poszukiwań sprawców też nie ma zbyt wiele, film bardziej skupia się na "walce" bohaterki z policją. Film dla mnie dość niespodziewanie zatriumfował na Złotych Globach i zaczyna się liczyć w walce o Oscara za najlepszy film. Życzę powodzenia.

8/10


Lady Bird

Rok z życia zbuntowanej dziewczyny, która uczy się w katolickim liceum.

Główna krytyka tego filmu - ludzie są wkurwieni bo zobaczyli film o życiu zwykłej dziewczyny choć już sama fabuła wskazywała że Kac Vegas to nie będzie. Kurwa logika. Ten film to taka krótsza i kobieca odpowiedź na "Boyhood" którym do dziś się zachwycam. Jest to debiut reżyserski Grety Gerwig która przedstawia tu autentyczne wydarzenia ze swojego życia. O czym więc jest ? O życiu, dorastaniu, trudnej relacji z matką, przechodzenia typowego dla nastolatków okresu buntów, pierwszych związkach. Nie ma tu więc jakichś zwrotów akcji bo toczy się ta historia swoim własnym tempem. Całości dużo dodaje subtelny humor dodający całości optymistycznej aury. Jessy już się tu rozpisywał więc ja nie będę. Wadą dla mnie jest tylko lekko rozwleczone zakończenie. Podobała mi się jednak relacja matka/córka (świetne role Ronan i Metcalf), córka marzy o wyjeździe do dużego miasta, ale matka obawia się rozstania, że córka dorośnie i już nigdy nie będą tak blisko. Oczywiście na koniec wszystko to zamknie się w świetnym monologu tytułowej bohaterki. Bardzo ciepły seans choć myślę że za rok o tej porze już nie będziemy o tym filmie niestety pamiętać.

8/10


I, Tonya

Występ Tonyi Harding w krajowych kobiecych mistrzostwach łyżwiarstwa figurowego na lodzie zostaje zagrożony z powodu interwencji byłego małżonka.

To się nazywa brawurowa biografia. Historii Tonyi Harding - świetnej łyżwiarki figurowej i jeszcze lepszej manipulantki nie była mi wcześniej znana. Całość kręci się wokół czterech wywiadów - z główną bohaterką, jej matką, byłym mężem i byłym ochroniarzem. Poznajemy jej historię od początku - dorastania z sadystyczną matką, początek pasji łyżwiarskiej, pierwsze sukcesy i pewną sprawę kryminalną w tle. Jako że oglądamy to z perspektywy wywiadu nie można być pewnym że to co widzimy wydarzyło się w rzeczywistości bo każdy z bohaterów to urodzony kłamca (do tego niezbyt inteligentny), każdy stara ukazać się w jak najlepszy sposób. Do dziś nie ma pewności jaki Tonya miała udział w napaści na swoją rywalkę z lodowiska i film tego nam nie wyjaśni bo Tonya wyraźnie przekabaca fakty na swoją korzyść. Głupota bohaterów sprawia że całość wypełniona jest humorem. I choć nie jest to jakieś arcydzieło bo to po prostu biografia od A do Z to świetna narracja sprawia że ogląda się to doskonale. Aktorstwo też robi swoje. Margot Robbie daje jeszcze lepszą rolę od tej z "Wilka z Wall Street", ale dla mnie główną gwiazdą jest tu absolutnie wspaniała Allison Janney na drugim planie i też wszystko wskazuje że za swoją rolę dostanie Oscara czego jej życzę.

8/10


The Florida Project

Historia sześcioletniej rozrabiaki Moonee i jej zbuntowanej matki Halley, próbujących ułożyć sobie życie w tanim motelu na obrzeżach najszczęśliwszego miejsca na świecie – Disneylandu.

Gdyby ten film kręcono w naszym kraju dostalibyśmy pewnie szary i ponury obraz patologii z blokowiska jak w "Cześć, Tereska". Tymczasem my dostajemy obraz kolorowych mieszkań, śmiesznych sklepów i mnóstwa zieleni dookoła. Wszystko to z powodu magicznego Disneylandu który dla wielu jest spełnieniem marzeń, ale dla bohaterów filmu Bakera czymś zupełnie niedostępnym, widz ma to też odczuć - aż do końcówki w ogóle nie ujrzymy magicznej krainy. Bo rzeczywistość bohaterów jest taka że żyją w slumsach, kolorowych, ale jednak slumsach. Nie ma tu konkretnej historii. Całość śledzimy z perspektywy dzieci które żyją w swoim świecie nieświadomi trudnej sytuacji ludzi dookoła. Dzieci się nudzą, zawierają przyjaźnie, naciągają ludzi na kupno lodów, plują na samochody i generalnie rozrabiają, czasem nawet aż za bardzo. Ma to wszystko w sobie sporo humoru i dużo uroku. Warto zaznaczyć że 99% grających tu aktorów to naturszczycy. Jednak radzą sobie doskonale. Prym wiedzie w tym absolutnie wspaniała Brooklyn Prince która jest nowym objawieniem kina. Oczywiście reżyser czasem sprowadza nas "na ziemię", matka głównej bohaterki nie ma jak płacić za rachunki, w okolicy krąży pedofil, dzieci muszą czasem żebrać. Jednak Baker często rozładowuje bardziej przygnębiające momenty sympatycznymi momentami, a to ptaki tarasują drogę, nowożeńcy mylą hotele itp. Warto też wspomnieć o Willemie Dafoe który na drugim planie wspaniale dopełnia całość. Jego rola jest mocno naturalna, pozbawiona jakiejkolwiek szarży czy przerysowania. Jest On surowym dozorcą budynku, ale też pełnym empatii opiekunem dzieciaków. Jak można tego człowieka nie lubić ? "Florida Project" to tytuł zupełnie inny od typowego main streamu i jestem mocno wkurwiony że został niemal całkowicie pominięty na Złotych Globach czy BAFTA.

9/10


Uciekaj!

Czarnoskóry mężczyzna udaje się ze swoją białą partnerką do posiadłości jej rodziców.

Nie dziwię się że ten tytuł jest tak mocnym kandydatem na Oscara (ale i tak wiem że przegra). Po pierwsze - świetne recenzje. Po drugie - sukces w box office. To wystarczy. Po pierwsze "Get Out" to żaden horror, ale pełen absurdalnego humoru dreszczowiec. Jeśli jednak mam go brać za horror - jest on jednym z najbardziej oryginalnych od lat. Nie rozumiem opinii jakoby był to film poprawny politycznie, ale pokazuje to geniusz reżysera. Od początku buduje on napięcie pełne niepewności, ukazuje wejście czarnoskórego bohatera wobec białych jak wejście owieczki w stado wilków. Kiedy więc wydaje się że będzie to kolejny film o rasizmie twórca niespodziewanie daje nam twist fabularny który wszystko wywraca do góry nogami. Końcówka która swoim nagłym rozlewem krwi przypomina kino gore jest spoko, choć dla mnie jednak (SPOILER!!!) pomysł by główny bohater bez problemu załatwiał wszystkich przeciwników jest pójściem na łatwiznę. Nie ma tu żadnej roli która w jakiś sposób by się wybiła, wszyscy grają równie solidnie. To bardzo przyjemny popcornowy seans i ciekawa zapowiedź zupełnie nowego reżysera - Jordana Peele.

7/10


Call Me By Your Name

Nastoletni chłopak zakochuje się w gościu, który przyjechał na wakacje do jego rodziców.

Widziałem w swoim życiu całkiem sporo filmów LGBT i nawet jeśli zdarzały się w nich perełki jak "Tajemnica Brokeback Mountain" nigdy nie wywoływały u mnie emocji. Tłumaczyłem sobie to faktem że jestem hetero, ale to się okazało bzdurą bo film Luca Guadagnino absolutnie zniszczył mnie emocjonalnie. Zgadzam się absolutnie ze wszystkim co napisał Jessy poza jednym - ten film nie dłużył mi się w żadnym momencie. Polski tytuł to "Tamte dni, tamte noce", może i w porównaniu z oryginalnym jest banalny, ale dla mnie świetnie się z filmem komponuje. Bo to takie wspomnienie dawnego lata i pierwszej miłości z oczywistym rozstaniem na koniec. Choć nastolatek jest inteligentny to dopiero romans z Oliverem pomoże mu dorosnąć. Bohaterowie walczą ze wzajemnym pożądaniem (szczególnie Oliver bo wie że skończy się to bolesnym rozstaniem). Film ma niesamowitą atmosferę, zdjęcia i kadry są niesamowicie fantastycznie skonstruowane dodając całości erotycznej atmosferze (zapomnijcie o jakichś tam 435435 twarzy Grey'a). Armie Hammer jak dla mnie od "Social Network" powinien być w górnej półce hollywood, Stuhlbarg daje niesamowity końcowy monolog, ale zupełnie nową gwiazdą jest tu Timothee Chalamet który daje pokaz niesamowicie stonowanego aktorstwa, a niektóre jego sceny, szczególnie ostatnia zapadają w pamięci. Film składa się z wielu fantastycznych scen - pierwszy pocałunek, monologi ojca głównego bohatera, scena z brzoskwinią/morelą, sex na strychu a w tle "word don't come easy" itp. Soundtrack też dodaje swoje dając być może najlepszy filmowy romans od hmmm chyba "Zakochanego bez pamięci". Jeśli kogoś tematyka LGBT oburza to niech odpuści (choć film nie ma na celu jakiejś walki o równouprawnienie bo cały romans jest mocno uniwersalny - mógłby się wydarzyć też między kobietą i mężczyzną), ale dla mnie jest to mój zdecydowany faworyt na tegoroczne Oscary, ale niestety nie wygra gdyż akademia nie nagrodzi drugi raz z rzędu filmu LGBT. Do tego jest ono mocno europejskie.

9+/10

_________________
Obrazek

Obrazek

4 miejsce w typerze WWE 2017
-
6 miejsce w typerze ROH, NJPW 2017

Progres roku 2017
2x User Miesiąca: Marzec 2017, Październik 2017


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 512 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 31, 32, 33, 34, 35  Następna


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  


Powered by phpBB © 2007 phpBB Group