Logowanie | Rejestracja


Zaloguj się

Nazwa użytkownika:   Hasło:   Loguj mnie automatycznie  
Dzisiaj jest pt lis 15, 2019 9:47 am

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]





Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 22 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2
Autor Wiadomość

Offline
Post: pn paź 07, 2019 8:35 am 
Superstar
Awatar użytkownika

Rejestracja: wt lis 02, 2010 10:54 pm
Posty: 3017
Lokalizacja: Warszawa
Becky Lynch vs Sasha Banks - **** 1/4*
Najlepszy HiaC kobiet jaki widziałem. Wreszcie walka, gdzie nikt nie robił nic zachowawczo, zdaje się nie było żadnego poważnego botcha, a nawet trafił się chairshot na głowę. Nie spodziewałem się aż tak dobrej walki, warto podkreślić to co napisał Hubson, czyli było tutaj sporo kreatywnych akcji z użyciem przedmiotów. Panie się postarały i doskonale otworzyły galę.

Potem kilka mniej znaczących starć, chociaż Tornado Tag Team Match wypadł spoko. WWE nie byłoby sobą gdyby zostawiło cztery walki, szkoda że zapchano galę niepotrzebnymi rywalizacjami.

Seth Rollins vs Bray Wyatt
Do dyskwalifikacji uważałem ten koncept za świetny. Wyatt grał potwora, wstawał po wszystkim, a ten cios w głowę gdy leżał mistrzostwo świata. Ringowo nie było rewelacji, ale nie o to chodziło, budowany był główny monster federacji na kolejne lata. Aż tu nagle sędzia przerywa match XD Chyba sprawdziło się to, co pisałem na czacie, czyli szejkowie nie chcą Fienda u siebie bo jest zbyt ostry, a ktoś z Universal Championship musi się pojawić, więc mistrzem pozostał Seth, nie widzę innej możliwości. Wyatt niby tutaj nic nie stracił, a duszenie i masa krwi na koniec to kolejny krok do przodu, ale niestety obawiam się, że po tej gali publiczność nie będzie na niego już tak reagować i bookerzy w tym momencie zabili jego momentum. Obym się mylił... A jeśli Bray padł ofiarą Crown Jewel, to po kiego grzyba tak szybko dostał title shota? Jeśli od początku było wiadomo, że nie pojedzie do Arabii, mogli dać Rollinsowi na HiaC kogokolwiek innego na przeczekanie, a Fiend dostałby szansę zaraz po Crown Jewel. Czasami nie ogarniam głupoty WWE, a nie będę już w ogóle nic ogarniać, jeśli Wyatt jak gdyby nigdy nic pojedzie do Arabii i weźmie udział w jakimś durnym battle royal XD

Słaba gala, opener wzbudził spore nadzieje, drugie starcie również było bardzo ok, później poziom tygodniówki i wreszcie main event, który do pewnego momentu był idealnie rozpisany, aż tu nagle bookerom odbiło i chanty "bullshit" na trybunach to najłagodniejsza forma wyśmiania tego cyrku.

aha, jeszcze jedno. Chyba powoli możemy uznać Rollinsa za najbardziej znienawidzoną przez publiczność postać w rosterze :) Myślę, że na Raw zgarnie taką reakcję jak kiedyś Reigns. Szkoda, zarówno Bray jak i Seth są przegranymi tej gali.

_________________
prawdziwy mężczyzna nie ogląda wrestlingu


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 

Offline
Post: pn paź 07, 2019 10:26 am 
Rookie
Awatar użytkownika

Rejestracja: śr sty 01, 2014 11:44 pm
Posty: 37
Lokalizacja: Szczecin
Mr. Crusher pisze:
Becky Lynch vs Sasha Banks - **** 1/4*
Najlepszy HiaC kobiet jaki widziałem. Wreszcie walka, gdzie nikt nie robił nic zachowawczo, zdaje się nie było żadnego poważnego botcha, a nawet trafił się chairshot na głowę. Nie spodziewałem się aż tak dobrej walki, warto podkreślić to co napisał Hubson, czyli było tutaj sporo kreatywnych akcji z użyciem przedmiotów. Panie się postarały i doskonale otworzyły galę.

Potem kilka mniej znaczących starć, chociaż Tornado Tag Team Match wypadł spoko. WWE nie byłoby sobą gdyby zostawiło cztery walki, szkoda że zapchano galę niepotrzebnymi rywalizacjami.

Seth Rollins vs Bray Wyatt
Do dyskwalifikacji uważałem ten koncept za świetny. Wyatt grał potwora, wstawał po wszystkim, a ten cios w głowę gdy leżał mistrzostwo świata. Ringowo nie było rewelacji, ale nie o to chodziło, budowany był główny monster federacji na kolejne lata. Aż tu nagle sędzia przerywa match XD Chyba sprawdziło się to, co pisałem na czacie, czyli szejkowie nie chcą Fienda u siebie bo jest zbyt ostry, a ktoś z Universal Championship musi się pojawić, więc mistrzem pozostał Seth, nie widzę innej możliwości. Wyatt niby tutaj nic nie stracił, a duszenie i masa krwi na koniec to kolejny krok do przodu, ale niestety obawiam się, że po tej gali publiczność nie będzie na niego już tak reagować i bookerzy w tym momencie zabili jego momentum. Obym się mylił... A jeśli Bray padł ofiarą Crown Jewel, to po kiego grzyba tak szybko dostał title shota? Jeśli od początku było wiadomo, że nie pojedzie do Arabii, mogli dać Rollinsowi na HiaC kogokolwiek innego na przeczekanie, a Fiend dostałby szansę zaraz po Crown Jewel. Czasami nie ogarniam głupoty WWE, a nie będę już w ogóle nic ogarniać, jeśli Wyatt jak gdyby nigdy nic pojedzie do Arabii i weźmie udział w jakimś durnym battle royal XD

Słaba gala, opener wzbudził spore nadzieje, drugie starcie również było bardzo ok, później poziom tygodniówki i wreszcie main event, który do pewnego momentu był idealnie rozpisany, aż tu nagle bookerom odbiło i chanty "bullshit" na trybunach to najłagodniejsza forma wyśmiania tego cyrku.

aha, jeszcze jedno. Chyba powoli możemy uznać Rollinsa za najbardziej znienawidzoną przez publiczność postać w rosterze :) Myślę, że na Raw zgarnie taką reakcję jak kiedyś Reigns. Szkoda, zarówno Bray jak i Seth są przegranymi tej gali.


Boje się że Vince może sobie ubzdurać w tej durnej głowie że to wina gmmicku Wyatta i na RAW zobaczymy jak dostaje wciry od kogoś... Obym się mylił.

Nie wiem z takim Bookingem, to Bray powinien poskładać Rollinsa na następnym PPV raz dwa.
Rollins nie ma prawa tego wygrać, bo fani ich rozniosą przy takiej logice i Bookingu Bray powinien rozpierdalać teraz wszystkich pokoleii, jego nie ma prawa rozłożyć AA, F5 itd. Jeśli już zaczęli go promować w postaci fikcyjnej i chcą z niego zrobić kolejnego Leatherface czy innego i Jason Voorhees'a to niech teraz to pchają, na Fienda nie ma prawa hejt spaść za taki durny booking z tym DQ.

Publika będzie na niego reagować, gorzej już z Rollinsem.
Końcówka go uratowała, w sensie Fienda...
Teraz na głupią logikę Fiend powinien rozjebać Rollinsa na kawałki na Survivor Series... po takim bookingu powinien wejść na dzisiejszym RAW, zaorać mistrza Universal, psychicznie go zaatakować i żądać rewanżu.
Bo inaczej z tego szamba nie pójdzie wyjść.

_________________
Your soul is my soul...
I wish i could eat your cancer when you turn black.
____________________________________________________
Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 

Offline
Post: pn paź 07, 2019 10:49 am 
Superstar
Awatar użytkownika

Rejestracja: ndz sty 06, 2013 1:30 pm
Posty: 4555
Lokalizacja: Gniezno
Wczoraj pisałem mniej więcej coś takiego o trzech możliwych scenariuszach na czacie.

"Albo wygra jeden i drugi na tym straci, albo na odwrót. Chyba że postawią na zjebany 50/50 finish tak aby obaj nie stracili, a stracą obaj. Czyli scenariusz, który obstawiam."

Nawet nie wiedziałem jak bardzo miałem rację xDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD

Zanim w ogóle o finishu, to tylko powiem, że aż mi szkoda Setha, bo cały heat zejdzie na niego za to, gdy nie powinien, bo przecież Seth robi tylko to co mu kazali. A że i tak i tak miał już heat, trochę przez to, że odpierdalał na twitterze i trochę przez to, że się znudził fanom, którzy chcieli go w takiej pozycji jeszcze rok temu, to tym bardziej będzie łatwym obiektem. Chyba, że ta końcówka miała być jakimś jego heel turnem powolnym, to w sumie pod tym względem gitara.

Co do finishu - dzięki WWE, za oficjalne zajebanie najlepszego gimmick matchu jaki kiedykolwiek wymyśleliście. Nawet X-Pac, który był gościem w tym Watch Alongu na kanale WWE zwyzywał ich za to, że jakim cudem można kończyć HIAC przez DQ. Szczególnie że już rok temu Hell in a Cell zakończyło się przez No Contest i też była o to burza i kurwa nadal wniosków nie wyciągnęli xD Jak to ładnie ktoś napisał na twitterze, za rok ME HIAC skończy się przez Count Out po wyjściu z klatki. Jeszcze w kontekście całej walki, obaj kurwa wychodzą chujowo. Fiend padł jak mucha i sobie umarł na kilka minut, a Rollins do tego potrzebował od chuja akcji, przez co i tak nawet po wygranej wygląda słabo, a potem sobie jeszcze Fiend zmartwychwstał i i tak go jeszcze dobił. Więc Seth z tej walki wychodzi jako mid carder xD A Wyatt w sumie to kurwa nie wiem. Zapraszam na środowe wieczory z AEW Dynamite, only on TNT. Jebać te głupie kurwy, serio.

I potwierdza się to o czym pisałem jeszcze przy SummerSlam - za bardzo się pospieszyli z tą walką, wyszło że jeden z nich za dużo straci na porażce, więc postanowili pójść na kompromis i sprawić, że stracą obaj. A spokojnie mogli z tym poczekać do TLC, ale nieeeeee, bo Fiend tak piekielnie brzmi, trzeba go do Hell in a Cell dać. I macie swoje Hell in a Cell wy pierdolone zjeby.

I jeszcze mnie to czerwone światło wkurwiało, po chuj ono w ogóle było?

Idę na siłkę, czuję że na wkurwie dzisiaj rozpierdole wszystkie moje osobiste rekordy.

_________________
User Roku 2015
Admin Roku x2: 2017, 2018
Best Post 2015
Newsman Roku 2015
Progres Roku 2015
User Miesiąca x3: Wrzesień 2015, Kwiecień 2016, Styczeń 2019
Moderator WrestleFans - 27.04.2016-06.01.2017
Administrator WrestleFans - 06.01.2017-


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 

Offline
Post: pn paź 07, 2019 11:14 am 
Rookie
Awatar użytkownika

Rejestracja: śr sty 01, 2014 11:44 pm
Posty: 37
Lokalizacja: Szczecin
Siwy pisze:
Wczoraj pisałem mniej więcej coś takiego o trzech możliwych scenariuszach na czacie.

"Albo wygra jeden i drugi na tym straci, albo na odwrót. Chyba że postawią na zjebany 50/50 finish tak aby obaj nie stracili, a stracą obaj. Czyli scenariusz, który obstawiam."

Nawet nie wiedziałem jak bardzo miałem rację xDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD

Zanim w ogóle o finishu, to tylko powiem, że aż mi szkoda Setha, bo cały heat zejdzie na niego za to, gdy nie powinien, bo przecież Seth robi tylko to co mu kazali. A że i tak i tak miał już heat, trochę przez to, że odpierdalał na twitterze i trochę przez to, że się znudził fanom, którzy chcieli go w takiej pozycji jeszcze rok temu, to tym bardziej będzie łatwym obiektem. Chyba, że ta końcówka miała być jakimś jego heel turnem powolnym, to w sumie pod tym względem gitara.

Co do finishu - dzięki WWE, za oficjalne zajebanie najlepszego gimmick matchu jaki kiedykolwiek wymyśleliście. Nawet X-Pac, który był gościem w tym Watch Alongu na kanale WWE zwyzywał ich za to, że jakim cudem można kończyć HIAC przez DQ. Szczególnie że już rok temu Hell in a Cell zakończyło się przez No Contest i też była o to burza i kurwa nadal wniosków nie wyciągnęli xD Jak to ładnie ktoś napisał na twitterze, za rok ME HIAC skończy się przez Count Out po wyjściu z klatki. Jeszcze w kontekście całej walki, obaj kurwa wychodzą chujowo. Fiend padł jak mucha i sobie umarł na kilka minut, a Rollins do tego potrzebował od chuja akcji, przez co i tak nawet po wygranej wygląda słabo, a potem sobie jeszcze Fiend zmartwychwstał i i tak go jeszcze dobił. Więc Seth z tej walki wychodzi jako mid carder xD A Wyatt w sumie to kurwa nie wiem. Zapraszam na środowe wieczory z AEW Dynamite, only on TNT. Jebać te głupie kurwy, serio.

I potwierdza się to o czym pisałem jeszcze przy SummerSlam - za bardzo się pospieszyli z tą walką, wyszło że jeden z nich za dużo straci na porażce, więc postanowili pójść na kompromis i sprawić, że stracą obaj. A spokojnie mogli z tym poczekać do TLC, ale nieeeeee, bo Fiend tak piekielnie brzmi, trzeba go do Hell in a Cell dać. I macie swoje Hell in a Cell wy pierdolone zjeby.

I jeszcze mnie to czerwone światło wkurwiało, po chuj ono w ogóle było?

Idę na siłkę, czuję że na wkurwie dzisiaj rozpierdole wszystkie moje osobiste rekordy.


Ale musiała być wczoraj napięta sytuacja na Backstage'u już to widzę XD
Vince to chyba tam osrany z nerwów chodziło, bo niby jakieś zamieszki były na arenie i fani domagali się zwrotu hajsu, wszyscy postawili się za gościem który chciał zwrot haju za bilet XD
Jak tak dalej będzie to wejdą na Backstage i złapią Vince'a i wytrzepią z niego ostatniego dolara :D

Rollins najgorzej ucierpiał, biedny Rollek szkoda mi go.
Zbierał wpierdol przez ostatnie tygodnie, żeby na końcu zostać wybuczanym i do tego dostać jeszcze raz wpierdol, nie rozumiem Vince'a jak można być tak okrutnym.

Fiend aż tak dużo nie stracił, bo jako jedyny dostał jeszcze rekacje w tym Main Evencie.
To już wina WWE że tak to gówno rozpisali, mleko się wylało, teraz muszą już promować Bray'a bo śmiało można go teraz postawić obok Lesnara, bo nikt tylu akcji by nie wytrzymał, ale znając logikę jebanego dziada to wpadnie na pomysł że Taker go pokona i tyle z tego będzie.

_________________
Your soul is my soul...
I wish i could eat your cancer when you turn black.
____________________________________________________
Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 

Offline
Post: pn paź 07, 2019 8:07 pm 
Star
Awatar użytkownika

Rejestracja: śr cze 21, 2017 3:48 pm
Posty: 1257
Lokalizacja: Sosnowiec
Reigns/Bryan-Bludgeon Brothers: bardzo przyjemny meczyk i brawa za Tornado Match, który zawsze lepiej się ogląda od zwykłej drużynówki. Szybko zleciał pojedynek, gdzie spokojnie rozkręcali panowie tempo i dali przyjemną końcówkę, która też logicznie pasowała do historii. Podobała mi się przewaga Rowana i Harpera, przez co nie stracili oni wiele na porażce-idealnie też rozpisali finisz i Luke ładnie został ochroniony, bo przecież przegrał po combo finisherów. Jedyny zarzut mam do sytuacji po walce, bo ten uścisk był totalnie niepotrzebny i nie wiem, co miał znaczyć niby...jeszcze niedawno chcieli się panowie zabić, a teraz takie tulonko :/ ? Liczę na nowe story dla obu wrestlerów i też zobaczymy za jakiś czas, czy da ta cała historia coś Rowanowi. Ok to było. ***3/4

Fiend-Rollins: no i kurwa to zakończenie XD XD XD XD do tego momentu-naprawdę się to spoko oglądało. Świetne były te odkopania Bray'a, które dawały coś mega świeżego i ciekawego-widać było to po reakcji publiki. Sam Seth spoko wyglądał w roli obsranego i korzystającego z każdej nadarzającej się okazji, aby zabić Fienda i też łatwo było kupić jego desperackie ataki, no bo walczył kurwa z jakimś jebanym psycholem XD wszystko się ładnie rozkręcało...aż do tego zakończenia :( nie bd powtarzał opinii innych osób, bo raczej każdy wie, co i jak-totalny kop w jaja i coś nielogicznego. Spoko motyw ze zmartwychwstaniem po walce i tym atakiem+krew Rollinsa, ale to nie zakryje zjebania końcówki i zarazem całej walki. Przykre, ale mam nadzieję, że Fiend jeszcze się odkuje i ten pas UV ze sobą za jakiś czas zabierze :) musi chyba w sumie...***

Ogólnie beka z dodanymi walkami, które spokojnie by się średnio nadawały na RAW XD no i też fajnie, że Flair znowu zgarnęła pas kobiet :D dawno tego nie grali....

_________________
Obrazek
UM:Grudzień 2018, Luty 2019, Marzec 2019, Sierpień 2019


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 

Offline
Post: wt paź 08, 2019 8:13 am 
Adept
Awatar użytkownika

Rejestracja: sob lip 20, 2019 10:24 am
Posty: 70
Obejrzałem sobie wczoraj galę w dwóch częściach. Rano pierwszą godzinę, a po południu resztę, ale w życiu nie spodziewałbym się, że na tej pierwszej godzinie warto będzie poprzestać XD

Bardzo fajnie wypadł opener, widać że panie odrobiły lekcje względem swojego pierwszego HIAC Matchu. Dobrze, że w użycie poszły te przedmioty, dzięki temu lepiej się to oglądało, a sama rywalizacja też nabrała nieco kolorytu (swoją drogą nie wiem w sumie o chuj chodzi w tym programie z obydwoma tytułami kobiet, bo niby coś się dzieje, a ja mam wrażenie, że nic się nie dzieje).

Tornado Tag też przyjemnie się oglądało, chociaż nie ukrywam, że powrót do yesowania u Bryana mnie boli. Planet Champion to jeden z najlepszych gimmicków w ostatnich latach, także mam nadzieję, że nie zrezygnują z tego całkowicie i prędzej czy później heelowy Bryan powróci, najlepiej żeby kontynuować program z Reignsem. Rowan i Harper nadal są całkiem mocno bookowani, także propsy, bo ich to akurat lubię.

Orton vs Ali - dawno nie widziałem czegoś tak niepotrzebnego. Serio, brakło tu tylko, żeby WWE wyświetliło na ekranie taki wielki napis "PRZERWA NA SZCZANIE". Nikt by nic nie stracił. Absolutny waste, walka tylko po to, żeby Orton sobie coś wygrał. Nie mogli tu wstawić jakiegoś segmentu This is your life?

Pas 24/7 jest bardziej prestiżowy od tag teamowego kobiet, więc nie rozumiem po co bronić tego drugiego na PPV. Kairi Sane jako heel wygląda jak Candice LeRae jako heel, czyli tylko niewiele lepiej niż Bayley jako heel. Do niektórych postaci po prostu rola heela nie pasuje. A Asuka ujebana na zielono nadal jest tak samo brzydka jak normalnie, tu akurat nic się nie zmieniło.

Apropos pasa 24/7, to w sumie dobrze, że się pojawił, bo to było mniej nudne od większości walk w ringu na tej gali. Szkoda tylko, że ten tytuł miał niby promować mniej znaczących zawodników, a póki co promuje tylko jednego mniej znaczącego zawodnika.

6 man tag to odrobinę mniejszy bezsens niż poprzednie dwa starcia (tego o pas 9/11 nie liczę, nawet nie pamiętam w którym momencie miało miejsce), chociaż wiadomo, jak wspaniałe są 6 man tagi w WWE i jak się kończą. Widział ktoś kiedyś zwycięstwo heelowej drużyny w 6 man tagu, nie licząc może The Shield? Bo ja sobie nie przypominam. Tutaj na plus było to, że War Raiders sobie wystąpili na PPV. To zakończenie XD nie dość, że KO Punch powrócił (hurra), to jeszcze to sprzedawanie nokautu przez AJ'a po walce XD no i w sumie tutaj nic do niczego nie prowadzi, bo skoro Strowman jest zajęty rywalizacją z Tysonem, to AJ zapewne dostanie kogoś innego do walki o pas US.

Corbin vs Gable - kolejna walka z cyklu "na chuj to komu?". Serio, nie można dać tej walki Ortona jeszcze raz? Sam Gable jest dla mnie absolutnie niestrawny i nie rozumiem, po co taki koleś marnuje czas antenowy (mogli ich chociaż zamienić miejscami z Alim, przynajmniej Ali by sobie wygrał walkę). Co do Corbina, to widzę że dalej jest tym samym, czym był przed włożeniem korony, jako General Manager, jako konstabl, jako posiadacz walizki Money in the Bank i jako Lone Wolf - czyli fiutem do szczania, który koniec końców i tak jest gnojony przez frajerów. A i zwycięstwo w King of the Ring nic nie znaczy, skoro przegrywasz z takim byle czym na pierwszej gali PPV z brzegu. Jedyny plus to to, że wrócił vintage Corbin, czyli znowu przegrał przez roll-up. Nie znam drugiego wrestlera, który tak często by przegrywał przez roll-up.

Dobrze, że Bayley straciła pas. Nie wiem nawet, po co go miała, ale nie widziałem w tym sensu. Charlotte to akurat najmniej ten pas jest potrzebny, ale może ona była potrzebna temu pasowi. Chyba każdy będzie lepszą opcją na mistrzostwo kobiet niż heelowa Bayley (może poza Natalyą, ale o niej to lepiej nie wspominać, bo jeszcze WWE sobie o niej przypomni i znowu będzie walczyła o pas, tfu).

Main event - iks kurwa de. Okej, może sama koncepcja tej walki wyglądała spoko, nawet dobrze się oglądało tę ofensywę w wykonaniu Rollinsa, która nie robiła wrażenia na Fiendzie (na tyle dobrze, na ile dobrze ogląda się odkopywanie na 1 po pięciu finisherach, AEW się chowa ze swoimi destroyerami na stół), nawet te czerwone światła mi nie przeszkadzały, bo zawsze jakiś dodatkowy klimat, ale to zakończenie to największy absurd od czasu, gdy Kofi Kingston zdobył pas WWE. Jak można kończyć Hell in a Cell bez rozstrzygnięcia i to w dodatku drugi rok z rzędu? XD Jak powiedziałby Michał Pol - DYMY! Zresztą to co się działo po przerwaniu walki tylko podkreśla absurdalność tego zakończenia. Ratownicy przyszli, żeby zabrać zamordowanego przed chwilą Wyatta, a ten se po prostu wstaje i demoluje Setha XD wychodzi na to, że sędzia jest idiotą (bo w sumie jest, po chuja nam taki zbawiciel w walce wrestlingu, w dodatku bez zasad? Egzekwuj przepisy, a przepisy nic nie mówią, że nie wolno napierdalać młotkiem w przeciwnika w Hell in a Cell Matchu). Ja nie uważam, żeby Wyatt specjalnie na tej walce stracił, jakby nie patrzeć przyjął 10 finisherów i uderzenie młotkiem, po czym po prostu sobie wstał. Więcej ucierpi na tym Rollins (już pominę nawet to, że wygląda jak baran po tym wszystkim, bo w końcu walczył z Fiendem), który teraz zapewne oberwie najbardziej od publiczności (jak to wyglądało na Raw? niech ktoś powie). Co dalej? No rewanż by się przydało zrobić, tylko że nie bardzo jest kiedy, no bo przecież nie na Crown Jewel, a trochę głupio wypychać Wyatta z kolejki. Przydałoby się wypisać go z telewizji na ten miesiąc, ale w sumie to chyba nie bardzo jest jak, skoro na koniec tak po prostu sobie wstał i nic mu nie było.

_________________
Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 

Offline
Post: wt paź 08, 2019 9:03 pm 
Low carder
Awatar użytkownika

Rejestracja: wt gru 13, 2011 8:25 am
Posty: 233
Week 26 - Hell in a Cell PPV, 06.10.2019, Golden 1 Center, Sacramento


No to pora się przekonać jak wyjdą walki wrzucane na galę na ostatnią chwilę. Oby nie za dobrze, bo jeszcze będą ten 'zabieg' stosować częściej. Kick-offu nie obejrzałem tym razem, ale w przerywniku do rozmowy Bookera itd. Natalya sobie wygrała.

Po krótkim, fajnym promie i wejściówce pora na otwarcie i od razu Hell in a Cell Match między paniami. Nie opuścili jeszcze klatki, a te się biły poza nią. No bo co mogą tutaj robić babki, jak nie mieć wyjebane w zasady i resztę, w końcu Women's Revolution i jest moc, wooooo. No potem już wróciły i było całkiem nieźle. Fajnie wyglądało to nadziewanie na odwrócone krzesełko, sporej precyzji przy tym trzeba, żeby sobie nie zrobić naprawdę czegoś poważnego. Ogólnie dużo, dużo czasu poświęcono krzesłom. Konstrukcja z krzesełka i kijków też była mocna. Akcja na stole też, ale kolejny raz użycie kolan przez Sashę pozostawiło już niesmak. No ale ogólnie panie nie zawiodły, dobry opener, Becky wygrała, też dobrze. Tylko co dalej z Sashą? Bo po takiej walce raczej nie powinny już walczyć ze sobą na razie.

Na walkę taką jak Roman/Bryan vs Rowan/Harper Tornado jest dobrym pomysłem. Spodziewałem się jednak nieco większej rozwałki, zwłaszcza przy ta ogromnej ilości 2 vs 1. Na plus za to nieduża ilość współpracy Bryana z Reignsem. Potem już panowie się poprawili, barierki, stolik, tak miało być. Końcówka jednak już taka chyba na skróty, Harper przypięty, Rowan jakoś zachowany, musi coś być dalej.

No i pierwsza z walk znikąd, czyli Orton-Ali. O, to już było zdecydowanie na ostudzenie, co było też słychać po publiczności, no ale ciężko czuć taką walkę. Ali musiał porządnie przyłożyć w słupek, bo miał dużą ranę na brzuchu, na pewno to mu nie pomagało. Pod koniec dwa razy nie trafił 450 Splasha, ale za to zajebiście skontrował RKO. Za drugim razem już sam się na nie nadział i Randy zakończył wygraną. Mega to to nie było, ale zawsze coś.

Na RAW do Brauna wpadnie Tyson Fury, więc jednak coś więcej z tego będzie, na tym samym RAW...Natalya vs Lacey. Kurwa. Poważnie? I jebie mnie to że to Last Woman Standing.

Następna walka na ostatnią chwilę, tu przynajmniej o coś, czyli pasy tag team. No ale tu, jak można się było spodziewać, żadnych fajerwerków nie było. Ktoś świecił podczas tej walki dość mocną latarą w okolice ringu, taka zabawa. Wracając do fajerwerków, było ich bardzo mało, zwłaszcza jak na walkę, w której doszło do zmiany posiadaczek pasów. Nie podoba mi się to ani trochę, bo raz, że są heelowe (kiedy to się stało?), więc muszą gadać, czyli trzeba zaprzęgnąć biedną Paige. Po drugie, a może i przede wszystkim, ich całe momentum dawno temu pierdolnęło jak bomba na Hiroszimę. Przy okazji, masz coś wspólnego z Japonią? Dmuchasz na zielono.

OC vs Viking Raiders + ???. No i kurwa Braun Strowman. Ale walka to już typowe 3 vs 3, gdzie nie wiadomo tylko, kto wygra. A wygrali face'owie, bo OC za długo przebywali w ringu naraz bijąc Strowmana. Super zakończenie. Na koniec jeszcze dodatkowo trochę się pobili i mamy promocje Brauna przed RAW z Furym. A no i AJ odjebał starego pijanego na odchodne. I była to pierwsza walka poniżej 10 minut.

Dobry pocisk Dawkinsa ze stroną na Wikipedii, ale musiała to przerwać jakaś Tamina z Carmellą i pasem 24/7, ciekawe kiedy kobiety to stracą.

Powtórka z finału KotR, czyli Corbin-Gable. Przed walką Corbin trochę pogadał i ochrzcił rywala 'Shorty Gable', no pięknie pięknie. I powolna, nudna walka, kolejna służąca do zapełnienia czasu, słusznie hejtowana decyzja moim zdaniem. Corbin na przestrzeni całego starcia wyglądał na wyraźnie silniejszego i co Gable nie zrobił, to i tak zaraz dostawał po dupie. Ale tym razem Corbinowi nie udało się 'wygrać' przez użycie berła, Gable go przerolował i no, jakoś tak.

Zhan Pomerantsev na miejscu, można lecieć z walką o pas kobiet SmackDown. Ale najpierw jeszcze kabaret 24/7 i Truth po raz 20. A potem już panie ruszyły. Początkowo bardzo spokojnie wszystko wyglądało, czyli zapowiadała sie dość długa walka. Nic bardziej mylnego, 10 minut i Bayley odklepała po Figure 8. Buczenie słuszne, jestem podobnego zdania. Bayley się popłakała, Sasha też w sumie płakała po przegranej. To musi coś znaczyć, proszę państwa, wiedzta, że coś się dzieje.

Gable dał sobie spoko monolog, ale i tak Baron go znalazł i spuścił ostry wpierdol, no jaki to ma sens, ile oni to będą ciągnąć.

No i czas na najhuczniej zapowiadaną walkę, właściwie jedyną tak promowaną na to całe PPV. Wielkie słowa były powiedziane, wielkie nadzieje zostały poruszone, ma to być być może nawet moment przełomowy w WWE, a więc lecimy. O, nie zakazali Wyattowi latary, zawsze coś. Seth od początku fajnie grał bojącego-nie bojącego się. W sumie postać Braya ma jedną wadę w masce - jak się odzywa, przez brak widocznych emocji nie da się tego odebrać jak trzeba. Ale Stompa nie sprzedał, to nieźle się zrobiło. Seth odkopał Sister Abigail, 1:1. Stomp na młotek Braya za to już wszedł. No ogólnie Seth napierdalał go jak głupi, Superkicki, Stompy, Pedigree, głośne buczenie publiki...i kickout po 1. Dostaliśmy Stompa za Stompem. Jebane Stomp Party. Dobicie krzesełkiem i znowu 1. Szczerze? Co to kurwa miało być? W sumie ubijanie jak jakiegoś robala czy coś. I dalej buczenie publiczności, mnie też się to nie podobało. Ale idiotyzmem było jak sędzia chciał odwieść go od uderzenia młotkiem, to jest kurwa Hell in a Cell. Ale w końcu pierdolnął i...przerwali walkę, mamy No Contest (tak, przerwanie przez sędziego, No Contest, a nie DQ). Trzeba to przyznać otwarcie, każdy z nas musi teraz kupić sobie dwa worki i pompkę, nadmuchać je, potem doczepić do nich tę pompkę i wsadzić sobie ją w dupę, żeby poczuć jak mocno wszyscy zostali wydymani tą walką. Jeszcze chcieli wsadzić Fienda na nosze, no ludzie...i oczywiście ten się obudził i rozwalił Setha, na koniec dusząc go niby do krwi (było nawet słychać woreczek). Zjebane, przebookowane gówno.

Ta gala od początku miała być gównem i nim była. Tylko, że na początek panie to gówno wypolerowały, żeby przynajmniej dobre wrażenie sprawiało, a jak się okazało tylko po to, żeby na to gówno zesrał się ktoś z zaawansowaną biegunką. Jedno z najgorszych zakończeń PPV w ostatnich latach. I przepraszam że się zdenerwowałem, bo nie mogę się denerwować.

_________________
#WM2WM - Week 32/52

Obrazek

...chociaż mówię, że przeszkadza wszystko


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 22 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  


cron Powered by phpBB © 2007 phpBB Group