Logowanie | Rejestracja


Zaloguj się

Nazwa użytkownika:   Hasło:   Loguj mnie automatycznie  
Dzisiaj jest śr wrz 19, 2018 6:51 am

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]





Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 3 ] 
Autor Wiadomość

Offline
Post: czw lip 19, 2018 3:02 pm 
Mid carder
Awatar użytkownika

Rejestracja: pt sty 22, 2016 10:35 pm
Posty: 616
Śpieszmy kochać kontuzjowanych wrestlerów, za szybko wracają...


~ksiądz Jessy Jan Twardowski



Obrazek



Ręką jak złamana



Nigdy nie miałem jakiejś poważnej kontuzji. Ogólnie jestem alergikiem, czyli wystarczająco Bóg mnie skrzywdził. Bez złamań przez całe życie. Ostatnio sobie staw skokowy skręciłem. Podczas gry w piłkę. Ale pokazałem, że mam popularne cojones i dograłem spotkanie do końca. Ba, byłem jednym z lepszych na boisku, ale wiadomka - talentu nie oszukasz. Kilka razy w życiu sobie zdarłem łokcie, kolana też miałem poobijane, posiniaczony łeb, co się pookaleczałem to moje. Ale żeby jakiś szpital, operacje, rehabilitacje, powrót do zdrowia, to nic. Ominęło mnie, może czeka. Więc co ty wiesz o życiu, Jessy? Pizdo. Co ty wiesz o kontuzjach? Być może nic. Na pewno nie z autopsji. Skoro nie wiem, to się wypowiem. Bo sobie tak oglądam wrestling, staram się przynajmniej, i sądzę, że kontuzje są świetne. Rzecz jasna pewne, w określonej sytuacji. Nie wszystkie, bo są też takie chamskie, które gdyby miały być jakimś człowiekiem, byłby kimś na wzór Percy'ego z Zielonej Mili. Takie chamskie. Brrrr. Na samą myśl chcę wziąć baseballa i naparzać po kończynach, tak by je kontuzjować. Takie, co w złym miejscu i w złym czasie się przydarzą, w najmniej odpowiednim momencie, popsują plany, często marzenia, a na pewno humor. No chyba, że nie lubisz tego, co robisz, a przymusowy urlopik będzie płatny, z obowiązkowym kursem rehabilitacyjnym i próbą dojścia do siebie na Hawajach, bądź innej malowniczej wyspie. Ale to osobny przypadek. Poza tym, jak zarozumiałym i zapatrzonym w siebie trzeba być, by dochodzić do siebie?


"Hej, Jussi, a to chcesz mi powiedzieć, świrze, że są, tego, fajne kontuzje? He?" Nom, zasadniczo o to chodzi. Nie wiem jak to jest rozwalić sobie rękę, nogę, wstrząsnąć sobie mózg, wynosić śmieci i się prawie zabić. Albo uderzać jak pojeb o matę ringu i se coś zrobić w łapę. Tak, to ten moment, w którym śmiejemy się z Randalla. Ale do rzeczy. W 98% sytuacji, gdzie widzę klasyczne "injured" po nazwisku pewnej postaci XYZ, jest źle. Kontuzja może załamać człowieka. Jesteś na fali i brutalnie coś Cię sprowadza na ziemię. Głupi błąd, a może o jedno powtórzenie więcej na siłce. Whatever shit, właśnie wypadasz na pół roku, rok, może za rok się wykurujesz, w najlepszym przypadku za rok, za rok powiemy, czy możesz wrócić, ewentualnie nie wiemy kiedy, czekaj na wyniki sprawdzaj maila. Jesteś twardy, więc może sama złość sportowa Cię czeka. Trzeba się uzbroić w cierpliwość. Inaczej depresja. Kuruj się, bądź zdrów. Wrócisz silniejszy. Inne tego typu frazesy. Boli na wiele sposobów. Sam fizyczny ból jest często najmniej dokuczliwy. Nawet nie chcę mi się wymieniać nazwisk gości, którzy ostatnimi czasy w wrestlingowym światku się połamali, coś poskręcali, zerwali, naciągnęli, itp. i Tede. Klasycznie samobój najlepszym strzelcem na mundialu, a vakant zdobył najwięcej tytułów. A propo mundialejro - Marco Reus, jeden z moich ulubionych piłkarzy, na obecnym World Cupie strzelił swoją pierwszą bramkę na mundialu. Mistrzostwa w Rosji to jego pierwszy duży turniej od - ja wiem - sześciu lat? Nawet nie wiecie jak się cieszyłem widząc cieszącego się jeszcze bardziej Rollce - Reusa. Gdyby nie kontuzje - top piłkarzy na świecie. Pamiętam jak bardzo zły byłem, gdy Niemiec nie pojechał, czy to na Mistrzostwa Świata w Brazylii, czy na Mistrzostwa Europy w Francji. Więc co musiał czuć sam piłkarz? Szkoda. Szkoda też, mi przynajmniej, Rollinsa, Balora, Gravesa, Kidda, Shibaty... Wymieniać można długo. W danym momencie, w danym dniu... nie powinno ich to spotkać. "Ale Jussi, mówiłeś, że..." Dorba stul pysk, już do tego zmierzam. Wyżej wymienione nazwiska to tylko kilka, z kilku tysięcy. A to tylko wrestling. Zdarza się, niestety. To ryzyko jakie niesie za sobą ich profejsa. Wliczone w cenę. Trzymam kciuki za tych, którzy wciąż niepewnie czekają, a także za tych, którzy już są "na nogach", aby już nie musieli na nie wstawać. A więc moje stanowisko jest takie: nikomu nie życzę kontuzji. Chyba że to jedyne, co Cię może uratować.



I to są te fajne kontuzje. Bo jak inaczej nazwać to, co miesiąc temu spotkało Samiego Zayna, głównego bohatera niniejszego tekstu? Znak od tego na górze. Manna z nieba. Uśmiech losu. Zwał jak zwał: nic lepszego Samiemu się nie mogło przytrafić. Uszkodził pas rotacyjny barku. Trzeba docenić takie sprawy. Jakimś jego mega fanem nigdy nie byłem. Na scenie niezależnej znany jako El Generico, zamaskowany ulubieniec fanów, gwiazda Ring of Honor czy Pro Wrestling Guerilla. Autor wielu pamiętnych momentów i duży symbol niezależnego wrestlingu. Swoimi popisami ringowymi i ciekawą postacią zaskarbił sobie serca fanów. Jego fanami stali się też oficjele WWE na czele z szefem i ojcem NXT - Triple H'em. Teraz gwiazda Indy miała stać się gwiazdą rozwojówki WWE. Chyba nikt, w tym ja, nie domyślał się, że to początek końca marzeń - już teraz Samiego Zayna - o podbijaniu świata z metką "WWE". Oczywiście nie od razu zaczęło się wszystko sypać. 3/4 jego pobytu w NXT to jego najlepszy run w karierze. "Underdog from the underground" cały czas robił świetne walki, a publiczność mogła skoczyć za nim w ogień. Był uwielbiany i kwestią czasu było zdobycie głównego złota NXT. Po fenomenalnych starciach z Cesaro, Breezem, Kiddem czy Neville'em, Kanadyjczyk zdobył upragniony tytuł pokonując po genialnej walce tego ostatniego na gali NXT Takeover: R Evolution w końcówce 2014 roku. Największy Babyface w federacji obok Deana Ambrose'a jest mistrzem NXT i tym, kim chcieli go widzieć ludzie. Sami Zayn jest na szczycie. Tego samego wieczoru z niego spadł. I nigdy się nie podniósł.


STEENERYKO



Obrazek



Dopiero teraz wspominam nazwisko Kevina Steena, znanego pod tym ringname'em na scenie niezależnej, teraz kontynuującego karierę jako Kevin Owens. Jednak ta postać pojawia się w życiu Samiego Zayna od zawsze, równie często, jak... sam zainteresowany. Przyjaciele od dzieciaka, razem walczyli w salach gimnastycznych, razem zarabiali pierwsze pieniądze, razem podróżowali po świecie. Obaj znaleźli się w tych samych federacjach, gdzie kwestią czasu było zestawienie ich w drużynę. W Ring of Honor funkcjonowali jako team od 2007 do 2009 roku. Tworzyli ekipę, którą każdy lubił. Aż do grudniowego Final Battle 2009, gdzie Steen przeszedł heel turn i zaatakował partnera. Reszta jest już historią... http://www.wrestlefans.pl/forum/viewtopic.php?f=8&t=44765 WWE nie mogło nie zauważyć najlepszego feudu w wrestlingowym światku i jego odtwórców, szybko zagięło parol na Steenerico. Najpierw, na początku 2013 roku do NXT zawitał Generico, a raczej Sami Zayn, bez maski i bez Steena, który jeszcze przez półtora roku kontynuował swoją pracę i kontrakty w Ring of Honor. I tak jak pisałem wcześniej - to był Zayn, jakiego chciałbym oglądać teraz. Albo inaczej, chciałbym, żeby stworzyli mu taką historię i taką możliwość jak w NXT. Przez te dwa lata, aż do wygranej tytułu. Ponieważ na R Evolution odezwała się przeszłość, która zadebiutowała w NXT tego samego wieczoru.

Nie mam nic do tego, że WWE/NXT (będę to ogólnie nazywał dablju) zechciało 'kontynuować' program Steena i Generico z ROH, że nie ukrywało, że coś pomiędzy nimi było gdzieś kiedyś i nie jest to jakiś temat tabu bądź czarna dziura. Mogę się czepiać tego, że zaczęli już w dniu pierwszym. Zayn wygrywa tytuł na gali, na której Kevin Owens debiutuje. Po walce Sami cieszy się z resztą rosteru, przychodzi też Kevin, bliski kolega, który udaje, ze wszystko jest ok, po czym atakuje nowego mistrza. Tutaj jednak mają "usprawiedliwienie", że chcieli, by jakiś etap, jakaś część ich story rozegrała się na żółtej tygodniówce, zanim któryś z nich pójdzie do Main Rosteru. Nie owijali w bawełnę, ale dablju nie miało takiego zmysłu do prowadzenia większych feudów, jak chociażby teraz przy bardzo, ale to bardzo podobnej historii byłych DIY - Tomasso Ciampy i Johnny'ego Gargano. Więc cały program Owensa i Zayna ograniczył się do jednego ataku po walce, i dwóch starć, które Owens wygrał poprzez decyzję sędziego - zabijając Zayna za każdym razem. 62-dniowy run z pasem skończył się, Owens został nowym mistrzem. Nie mogę w pełni tego krytykować, bo mimo że nie skradli show ani razu, mimo że nie pokazali nic poza stan, to biorąc aspekty psychologiczne pod uwagę (wspólna historia kiedyś, teraz taki poprawny program między nimi, który pokazuje Owensa jako kogoś, kto stłamsił mistrza Zayna, przyszłość zapewnienia więc ich rywalizację w Main Rosterze, pewnie z historią underdoga Zayna o pas w posiadaniu Owensa, co było - według mnie - kwestią czasu) uznaję to za przetarcie, które doprowadzi za kilka lat do odnowienia ich story. Na tym etapie ich rywalizacji w wykonaniu dablju irytowało mnie jedno - skłonności do martyrologii Zayna. Choć patrząc na kolejne lata, nic się nie zmieniło.

Zayn przed zostaniem oficjalnym członkiem głównego rosteru WWE zaliczył symboliczny debiut ringowy, kiedy to odpowiedział na otwarte wyzwanie Johna Ceny. Niestety doznał kontuzji ramienia, przez co wszystko co z Samim związane, zostało odłożone w czasie. Dlatego to Owens stał się oficjalnym członkiem głównego rosteru WWE wcześniej. Z buta wjechał na salony, zaliczając świetny program z Johnem Ceną (będąc mistrzem NXT cały czas), a gdy feud skończył, a pas stracił - zyskał nowe mistrzostwo, konkretniej tytuł interkontynentalny. I tak sobie minął ten 2015 rok, a nowy zaczął się od bardzo mocnego uderzenia. Royal Rumble PPV to sygnał od WWE, że pamiętają, co mają zrobić i zaraz podejmą zdecydowane kroki, odnośnie feudu Owens vs. Zayn. Sami powraca po kontuzji i w Royal Rumble Matchu eliminuje Owensa. Po tym zdarzeniu nie pojawia się aż do marca, kiedy to bezpośrednio zapobiega Owensowi atakującemu Neville'a. Potem multiman ladder match na Wrestlemanii, kilka walk o miano pretendentów do głównego pasa, Owens atakuje raz na jakiś czas Samiego, losy Steenerico się przecinają co chwilę. Co z tego wynika? Ich dwie walki: jedna na Payback, wygrana przez Owensa, druga na Battelground, tuż po drafcie gdy trafili do tego samego rosteru, triumfatorem był tu tym razem Zayn. Jakie są konsekwencje tych wydarzeń? Brak danych. Nic z tego nie wyniknęło. Nikt nie wie, o co walczyli, nikt nie wie po co. Nikt na tym nie skorzystał. Zrobili ich feud nie wiadomo po co (wina dablju, nie wytrzymali presji czasu, spalili się , falstart). Brak pomysłu jak to rozegrać i rozmienienie na drobne ich historii. Tak zwany pusty przebieg. Ba, przegrany tego "feudu", czyli Owens, wyszedł na tym lepiej, bo chwilę późnej dzięki pomocy Triple H'a wygrał Universal Title i rozpoczął program dwóch przyjaciół z Y2J Chrisem Jerycho. Zayn... został zniszczony w feudzie z Braunem Strowmanem. Więc jeszcze raz zapytam: po co to się odbyło? Zrobili to bo "wypadało" i bez braku jakichkolwiek planów, co ujawniają kolejne miesiące.


...ale błaznów grali dobrze


Jak to wygląda z boku? A no tak, że jeśli Zayn chce w jakikolwiek sposób zyskać czas na antenie i większy spot - jego źródłem szczęścia jest program z Owensem. Więc ponad połowę 2017 roku spędza jak jobber, mięso armatnie, statysta w walkach z drabinami... Co zrobić by zainteresować nim ludzi? POŁĄCZ! GO! Z! OWENSEM! Brak wiedzy i idei jak go wykorzystać plus najprostsza, lecz nie najlepsza droga wyjścia. Koniec lata/początek jesieni - Owens i Zayn toczą rywalizację, znowu, taką powiedzmy podrzędną i krótką, bo głównym wrogiem KO jest generalny manager SmackDown Live Shane McMahon i Vince też McMahon. Z czego wyniknęła? Z dupy. Po uporaniu się z Zaynem, wręcz ponownym upokorzeniu go, Kevin walczy na Hell In A Cell z Shanem w stalowej klatce. Zarządca SmackDown prawie wygrywa, ale Kevinowi w ostatniej chwili pomaga ... werble kurwa... SAMi ZAyN! Przeszedł heel turn pierwszy raz w karierze. Ktoś powie "to go odświeży". No X, nie wydaje mi się, D. W to całe jebane story, które mam wrażenie trwało rok (trwało 8 miesięcy, od początku do końca) zostali wmieszani Owens, Zayn, Daniel Bryan, Shane McMahon, Vince McMahon, AJ Styles, a nawet Baron Corbin i Dolph Ziggler. Wszystko kręciło się wokół tego na SDL, wokół tego, jak upierdliwymi błaznami byli Zayn i Owens. W ogóle wytłumaczenie Zayna swoich czynów było też dobre. Nawet w pozytywnym sensie dobre, bo nie spodobała mu się jego pozycja w WWE i podjął takie kroki. Ma sens. Ale zaczęli robić z Owensa i Samiego kretynów, przegranych, nieumiejętnych, zaczęli atakować siebie, zdążyli ze sobą nawet zawalczyć... Wykorzystali spoko rzecz (turn Zayna) w story, gdzie nie było to w ogóle potrzebne i nie przysporzyło to im żadnych korzyści! A trwało to 8 miesięcy! Co za łby.... Ale hej, błaznów grali dobrze.

I cały czas grają. Zostali "zwolnieni" z SDL po Wrestlemanii. Więc poszli szukać pracy na Raw. A ponieważ TNA is hiring, not Kurt Angle, więc musieli się ze sobą zmierzyć. Znowu. Ze sobą. Oczywiście walka zakończyła się z no contest, więc tydzień później Zayn i Owens jako ludzie z polecenia Stephanie McMahon, zostali pełnoprawnymi członkami rosteru Raw. Co robili po dziś dzień? Błaznowali, robili za debili, przegrywali wszystko jak leci, z tym że dwa razy bardziej, niż do tej pory. Parę razy musieli się pokłócić, zaatakować, odepchnąć etc. Drogi się trochę im rozjechały. Ostatnie miesiące to rudy żyd robiący tor przeszkód dla czarnego komandosa i gruby Owens jako prywatny worek treningowy Brauna Strowmana. Problem polega na tym, że Sami Zayn i Kevin Owens są tak dobrymi wrestlerami, tak dobrze umieją odegrać postać, że nie ważne jakie gówno Vince i spółka im wcisną, oni je genialnie zagrają i McMahon approves, my nie do końca. I tak Owens tydzień w tydzień dba o uśmiech na naszych (kreatywnych) twarzach, będąc jobberem, żałosnym pachołkiem, żywym dowcipem, błaznem i Stańczykiem, maskotką Brauna Strowmana. A Zayn? A Zayn się zabił. Na szczęście. Sami uszkodził sobie rękę, bark konkretniej, nie ważne jak, nie ważne gdzie, ważne, że wreszcie. Kontuzjował się trochę za późno o plus minus rok, ale już walić to. Ważne, że wyleciał na jakieś 8 miesięcy i dzięki temu my odpoczniemy od niego, on odpocznie od głupich story, a WWE przestanie mu rozpisywać kolejne chujowe feudy, segmenty, proma. Był okres, kiedy go lubiłem i kiedy mnie ciekawił. Był też okres, kiedy był nikim i nic mu nie mogli konkretnego znaleźć. Ale ostatni rok... Szczyt wszystkiego. Mega żałosny krajobrazy wokół Steeneryko. Eryko, bo WWE wyciąga Zayna z jobberki tylko raz na jakiś czas dla story z Owensem, w którym głównie i tak jobbuje. Z Eryko jest podobnie, pojawia się raz na jakiś czas, napisze coś głupiego i znika w kimono.

Obrazek


Who's next?


Zayn wreszcie kontuzjowany. Doznał kontuzji dobrej, o której piszę na początku tego tekstu. Tych dwóch procent, które wymagało drastycznych metod na zmiany. Ona go uratowała teraz, na co najmniej kilka bardzo dlugich miesięcy. Czy uratowała go na zawsze? Chciałbym w to wierzyć. Na razie mamy od niego przerwę, ale szczerze to on bardziej od nas i od WWE potrzebował przerwy. Kto jej jeszcze potrzebuje? Postać, która towarzyszyła całe życie Zaynowi - Kevin Owens. W WWE zaczął z wysokiego C. Potem niepotrzebny feud z Zaynem i fajny reign z Universal Title. Potem... sinusoida z midcardem aż postanowił zabić McMahonów. Doprowadziło go to do bycia obiektem żałości i płaczu numer 1 w WWE obok ex Generico. Tracą go na naszych oczach, marnują go. Jest w tym co robi dobry, bo Owens jest genialnym gościem, który umie wszystko. Ale jak go ktoś nie umie wykorzystać.... Biorąc pod uwagę to, co z nim robią teraz i jakie niepotrzebne bumpy przyjmuje, życzę mu jakieś 20sto letniej przerwy od WWE, nie od wrestlingu. Nie tak to miało wyglądać. Im szybciej zniknie z TV od WWE tym lepiej. Powód nie jest ważny. Uważać musi także chociażby AJ Styles, ale w tym wypadku potrzebny mu kolejny świetny match i już zapomnimy o jakichś negatywach jego obecnego runu. Albo transfer na Raw i świeże otoczenie. Tak czy siak, przez ostatni okres, gdy Dean Ambrose był zdrowy i walczył tydzień w tydzień - nienawidziłem Lunatic Fringe'a. Teraz za nim tęsknię, niesamowicie tęsknię. Sami, Kevin - wiecie co macie robić.

Ostatni miesiąc bez Zayna i już ilość segmentów nadających się do uzyskania miana "cringe" spadła o połowę. Coś w tym jest. Parafrazując słowa księdza Jana Twardowskiego: śpieszmy kochać kontuzjowanych wrestlerów, zbyt szybko wracają. Sami, tak jak Ambrose, wymagał przerwy i gdy wróci znów będzie pewnie wkurwiał. Zawodnikiem jest z gatunku tych wybitnych. Świetny wrestler, niezły mówca, materiał na największego babyface'a w historii wrestlingu. Niech nie śpieszy się z powrotem, bo pośpiech tu niewskazany. Gdy nie mieli na niego pomysłu - źle. Gdy zrobili długie story z jego udziałem, gdzie miał pewne miejsce w TV, kończył gale, dawał proma, miał mnóstwo segmentów... Jeszcze gorzej. Szczerze to już wolę Zayna, który jest tam gdzieś w midcardzie, walczy z jakimiś Apollo czy innym Kanellisem i wmacza z nimi, ale nie robienie z niego klauna. Już mi go obrzydziliście, a na pewno nie tylko mi. Bogu chwała za kontuzje. Te dobre. Bo jeszcze trochę, a Sami zacząłby rzucać naleśnikami w Alicie Fox. Choć, chyba już się domyślam, jakie pierwsze story Sami dostanie po powrocie. Kevin trzyma się dzielnie. Od momentu przegranej z Goldbergiem mam wrażenie, że niesamowicie spadł w hierarchii gwiazd w WWE. I mimo, że dalej ma walki na PPV i mimo, że niedawno miał Main Eventy, a na Wrestlemanii miał "ważną" potyczkę z Bryanem i Shane'em, to nie jest to, to nie jest Owens, jakiego oczekuję. I nawet gdy wygrywa ze Strowmanem, to tak naprawdę przegrywa. Jednak w przeciwieństwie do Zayna, na Owesna zawsze będzie popyt. Liczę, że gdzieś, psim szwędem dotrze do głównego tytułu, dostanie długi reign z pasem i prawdziwe walki wieczoru, gdzie to on będze główną gwiazdą show. Kto jak kto, on się do tego nadaje. WWE mu tego nie ułatwia i Kevinowi przyda się ociupinka powodzenia wymieszanego ze szczęściem, by nie skończyć jak jakiś Ziggler czy Miz. Wierzę w Owensa, że poradzi sobie ucieknie od tego kabaretu i nie pozostaje w tym momencie nic innego, jak życzyć mu połamania nóg.




Goodbye & Goodnight



*Ogłoszenia*

Długi tekst, więc jak nie umiesz czytać to spierdalaj. Chwalę w nim coś, co jest zmorą miliardów ludzi, nie tylko sportowców. Postawiłem odważną tezę, z którą nie każdy może się zgodzić, więc zapraszam do komentarzy. Plus zagłębiam się nad karierą w sumie dwóch fajnych gości, którzy zostali wplątani w niezłe szabo. Fanów obu panów też zapraszam. Uwagi macie, jakieś nieścisłości widzicie, dawać śmiało.

Już na dniach wleci wywiad, niestety wiemy z kim, ale odbiję to sobie, zapewniam. A na dniach po na dniach luźny ranking, gdzie troszkę sobie powspominamy. Ostrzegam: dla pro Indysowców. Plus z obowiązkową przekminkową refleksją. Stay tuned.

_________________
Obrazek


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 

Offline
Post: czw lip 19, 2018 4:11 pm 
Superstar
Awatar użytkownika

Rejestracja: sob gru 22, 2012 10:20 am
Posty: 3818
Lokalizacja: Grodzisk Mazowiecki
Duże jest w Tym racji, często zawodnikom wrestlerom potrzeba po prostu nowego startu i na przykład takie NJPW fajnie to rozwiązuje wysyłając Swojego zawodnika do CMLL lub ROH, a potem wraca jako ktoś ciekawszy w WWE już czegoś takiego nie mają i czasem serio kontuzja jest dla zawodnika wyrwaniem z stagnacji. Na przykład jakby teraz Roode złapał kontuzje to Jego powrót mógłby być czymś ciekawym.
A co do Samiego to z całą sympatią do niego jakoś średnio widzę Jego szanse na większy sukces po powrocie :/

Bardzo fajny tekst z ciekawą tezą z którą się zgadzam, choć Imo tak bardzo kontrowersyjna to Ona nie jest ;)

"dla pro Indysowców"
To się ceni, to się docenia.

_________________
#WrestleFansOpelFanbase


User Roku 2017
Najprzyjaźniejszy User Roku 2017
3x User Miesiąca: Czerwiec 2017, Wrzesień 2017, Styczeń 2018

Moderator 22.09.2017-03.04.2018


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 

Offline
Post: czw lip 19, 2018 6:23 pm 
Mid carder
Awatar użytkownika

Rejestracja: sob sty 14, 2017 5:57 am
Posty: 661
Lokalizacja: Warszawa
Przepiękny artykuł z bardzo mądrym morałem, bo kontuzję kiedyś może i krzyżowały kariery, ale teraz (poza Shibatą i Sullivanem) są one ratunkiem, gdy siedzisz w WWE. Czasem jak nie jesteś zbyt kontuzjogenny, to spadasz jak Owens na stoły i też Cię wyłączają z akcji.
Później sobie wracasz, jesteś gwiazdą przez 2-4 tygodnie i później możesz kontynuować bycie gwiazdą, albo kontynuujesz bycie w bagnie.

Sami w tym bagnie jest od kiedy wrócił na Royal Rumble w 2016 roku. Oczywiście tak jak napisałeś - były przebłyski.
One jednak nie są tym na co Rudy Kanadyjczyk Syryjczyk zasługuje. Dlatego też sam napisałem na jakiejś tam grupce, że kontuzja dla Zayna jest czymś pięknym. Jeśli po powrocie ma się odbić od dna, w którym był i serio coś dla niego znajdą, to może nawet WWE 24 o nim jebną.

Może jednak być tak, że wróci i zaatakuje Owensa mówiąc, że to jego wina i otrzymamy kolejny feudzik. Czas jednak to pokaże.

Na wywiadzik z "Właścicielem Polskiego Wrestlingu" czekam niezmiernie. Dobrze, że kliknąłem w dzwoneczek, to powiadomienie dostanę, że już jest :)

_________________
Obrazek
najlepszy plakat ever


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 3 ] 


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  


Powered by phpBB © 2007 phpBB Group